Izrael wybrał, ale nie rozstrzygnął. Netanjahu może stracić władzę, a o wszystkim zdecydują partie arabskie

Rekordowa frekwencja, ogromne emocje i polityczny pat, którego rozwiązanie może potrwać wiele tygodni. Wybory parlamentarne w Izraelu nie przyniosły jednoznacznego zwycięzcy. Choć Likud premiera Benjamina Netanjahu prawdopodobnie pozostanie największym ugrupowaniem w parlamencie, ani obóz rządzący, ani opozycja skupiona wokół byłego szefa sztabu armii Gadiego Eisenkota nie zdobyły większości pozwalającej na samodzielne utworzenie rządu. O przyszłości izraelskiej polityki mogą teraz zdecydować partie reprezentujące arabską część społeczeństwa.

Flagi Izraela fot. poglądowaFlagi Izraela fot. poglądowa
Źródło zdjęć: © unsplash.com

Wtorkowe głosowanie, przeprowadzone 27 października, było pierwszymi wyborami parlamentarnymi w Izraelu od ataku Hamasu z 7 października 2023 roku i późniejszych konfliktów zbrojnych w Strefie Gazy, Libanie oraz Iranie. Dla wielu Izraelczyków stanowiło nie tylko wybór nowych władz, ale również ocenę dotychczasowej polityki bezpieczeństwa i sposobu sprawowania władzy przez Benjamina Netanjahu.

Pierwsze sondaże exit poll wskazywały na niewielką przewagę opozycji. Blok skupiony wokół Gadiego Eisenkota, lidera centrowej partii Yashar, mógł liczyć na 52–53 mandaty, podczas gdy ugrupowania popierające obecnego premiera miały zdobyć około 50 miejsc.

Jednak wraz z aktualizacją prognoz sytuacja zaczęła się zmieniać. Według nocnych wyliczeń izraelskich stacji Kan i Channel 13 obydwa obozy uzyskiwały po 51 mandatów. Z kolei Channel 12 przyznał koalicji Netanjahu 52 miejsca, a jego przeciwnikom 49. Do samodzielnego rządzenia potrzeba co najmniej 61 głosów w 120-osobowym Knesecie.

Największą pojedynczą partią pozostaje prawdopodobnie Likud, któremu najnowsze prognozy dają około 27 mandatów. Ugrupowanie Eisenkota może natomiast liczyć na około 21–22 miejsca. Sama przewaga nad konkurentami nie gwarantuje jednak Netanjahu utrzymania stanowiska premiera. W izraelskim systemie politycznym decydująca jest zdolność zbudowania większości parlamentarnej.

Arabskie partie mogą zdecydować o przyszłości rządu

Jednym z największych zaskoczeń wyborów jest przewidywany rezultat ugrupowań reprezentujących arabskich obywateli Izraela. Według sondaży Zjednoczona Lista Arabska oraz Zjednoczona Lista mogą zdobyć łącznie 18–19 mandatów, co byłoby historycznie wysokim wynikiem.

Oznacza to, że bez uwzględnienia ich stanowiska utworzenie stabilnego rządu może okazać się niezwykle trudne. Problem polega jednak na tym, że współpraca z arabskimi ugrupowaniami budzi poważne kontrowersje wśród części żydowskich partii politycznych.

Lider Zjednoczonej Listy Arabskiej Mansur Abbas wyraził nadzieję, że możliwe będzie osiągnięcie parlamentarnej większości wspólnie z obozem przeciwników Netanjahu. Jego ugrupowanie uczestniczyło już w koalicji rządowej Naftalego Bennetta i Jaira Lapida, która powstała w 2021 roku, lecz rozpadła się po około roku.

Obecnie taki scenariusz jest jednak politycznie trudny do zrealizowania. Eisenkot zapowiada powołanie rządu opartego na partiach syjonistycznych, a część jego potencjalnych partnerów sprzeciwia się współpracy koalicyjnej z ugrupowaniami arabskimi.

Dwa sztaby, dwie wizje zwycięstwa

Mimo niejednoznacznych wyników zarówno Netanjahu, jak i Eisenkot przedstawiają rezultat głosowania jako sukces własnego obozu.

W sztabie partii Yashar w Tel Awiwie pierwsze prognozy wywołały entuzjazm. Zwolennicy opozycji skandowali hasła wzywające wieloletniego premiera do odejścia. Eisenkot przekonywał, że Izraelczycy opowiedzieli się za zmianą i zapowiedział działania na rzecz powołania nowego rządu.

Zupełnie inaczej wyniki interpretuje Benjamin Netanjahu. Podczas wystąpienia w sztabie Likudu w Jerozolimie podkreślał poparcie dla prawicy i zapowiadał starania o utworzenie silnego, prawicowego gabinetu.

Obecny premier nie zamierza więc oddawać władzy, a jego współpracownicy przekonują, że ostateczny rezultat może być dla obozu rządzącego korzystniejszy, niż wskazywały pierwsze prognozy.

Najwyższa frekwencja od ponad ćwierć wieku

O wyjątkowej mobilizacji izraelskiego społeczeństwa świadczy frekwencja. Według Centralnej Komisji Wyborczej do zamknięcia lokali wyborczych o godzinie 22.00 zagłosowało 77,7 proc. uprawnionych. To najwyższy poziom odnotowany o tej porze od 1999 roku.

Wysoki udział wyborców był jednym z najważniejszych tematów ostatnich godzin kampanii. Netanjahu ostrzegał swoich zwolenników, że mobilizacja elektoratu lewicowego oraz arabskiego może doprowadzić do odsunięcia prawicy od władzy.

Likud wraz z kilkoma innymi ugrupowaniami wystąpił nawet o przedłużenie głosowania. Komisja wyborcza odrzuciła jednak ten wniosek, uznając, że nie istnieją wystarczające podstawy do zmiany godzin otwarcia lokali.

Izrael może czekać wielotygodniowy polityczny impas

Ostateczny podział mandatów pozostaje nieznany. Szczególne znaczenie będzie miało przeliczenie około 600 tysięcy głosów oddanych poza zwykłymi lokalami wyborczymi, przede wszystkim przez żołnierzy. Stanowią one około jednej dziesiątej wszystkich głosów i mogą wpłynąć na końcowy wynik. Ich liczenie ma zakończyć się najwcześniej w czwartek.

Po zatwierdzeniu rezultatów prezydent Izraela przeprowadzi konsultacje z przedstawicielami ugrupowań parlamentarnych. Następnie powierzy misję utworzenia rządu politykowi, który jego zdaniem ma największe szanse na zdobycie poparcia większości Knesetu.

Proces ten może potrwać kilka tygodni. Jeżeli żadnemu z kandydatów nie uda się stworzyć koalicji, Izrael stanie przed perspektywą kolejnych wyborów. Do tego czasu Netanjahu może pozostać szefem rządu pełniącego obowiązki.

Stawka obecnego głosowania wykracza jednak daleko poza personalną rywalizację dwóch polityków. Izraelczycy decydują o kierunku, w jakim ich państwo będzie zmierzać po latach wojny, narastających napięć wewnętrznych i sporów dotyczących odpowiedzialności za wydarzenia z października 2023 roku.

Wyniki sondażowe pokazują społeczeństwo głęboko podzielone, w którym żaden z głównych obozów nie uzyskał wystarczająco silnego mandatu do samodzielnego sprawowania władzy. O tym, kto ostatecznie zostanie premierem Izraela, mogą więc przesądzić nie tylko głosy wyborców, ale przede wszystkim polityczne negocjacje prowadzone już po zamknięciu lokali wyborczych.

Wybrane dla Ciebie