Ebola wymyka się spod kontroli! Ponad 10 tysięcy zakażonych, niemal 5 tysięcy zmarłych. Śmiertelny wirus przekroczył granice Konga

Afryka zmaga się z jedną z najtragiczniejszych epidemii eboli w historii. W Demokratycznej Republice Konga liczba potwierdzonych zakażeń przekroczyła 10 tysięcy, a niemal połowa zdiagnozowanych osób zmarła. Choroba rozprzestrzeniła się już poza granice kraju, docierając między innymi do Kenii i Nigerii. Sytuację dodatkowo komplikują ataki na personel medyczny, braki w zaopatrzeniu szpitali oraz rosnąca nieufność mieszkańców wobec służb sanitarnych. Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że opanowanie epidemii będzie niezwykle trudne.

ebolaebola
Źródło zdjęć: © zdjecie AI

Najnowsze dane opublikowane we wtorek, 27 października, przez władze Demokratycznej Republiki Konga pokazują dramatyczną skalę kryzysu. Od początku epidemii potwierdzono 10 060 przypadków zakażenia wirusem eboli, a 4887 chorych zmarło.

Oznacza to, że zgłoszona liczba zgonów odpowiada niemal 49 procentom potwierdzonych zachorowań.

Według Światowej Organizacji Zdrowia epidemia obejmuje już 66 stref zdrowotnych w ośmiu prowincjach kraju. Szczególnie trudna sytuacja panuje w jego wschodniej części, gdzie dostęp do opieki medycznej jest ograniczony, a działania ratunkowe utrudniają konflikty zbrojne oraz problemy transportowe.

Największa epidemia eboli w historii Konga. Sytuacja staje się coraz poważniejsza

Pierwsze ognisko obecnej epidemii ogłoszono 15 maja 2026 roku. Od tego czasu liczba zakażeń rosła, a wirus docierał do kolejnych społeczności.

Obecny wybuch choroby jest już największym i najbardziej śmiercionośnym w historii Demokratycznej Republiki Konga. Pod względem liczby potwierdzonych zachorowań i zgonów przewyższył epidemię, która dotknęła wschodnią część kraju w latach 2018–2020.

W skali światowej większą katastrofą pozostaje jedynie epidemia eboli w Afryce Zachodniej z lat 2014–2016. Wówczas odnotowano około 28,6 tysiąca zachorowań i ponad 11 tysięcy zgonów.

Obecna sytuacja budzi szczególny niepokój również dlatego, że wiele nowych zakażeń wykrywanych jest u osób, które nie figurowały wcześniej na listach kontaktów znanych pacjentów.

Według doniesień około 80 procent nowych przypadków pojawia się poza monitorowanymi łańcuchami transmisji. Utrudnia to ustalenie, gdzie i od kogo doszło do zakażenia, a także szybkie izolowanie osób zagrożonych.

Rzadki wirus bez zatwierdzonej szczepionki

Tegoroczna epidemia została wywołana przez wirusa Bundibugyo, jednego z wirusów powodujących chorobę ebolę.

W przeciwieństwie do lepiej poznanego wirusa Ebola należącego do gatunku Orthoebolavirus zairense, dla Bundibugyo nie ma obecnie zatwierdzonej szczepionki ani swoistego leku o potwierdzonej skuteczności.

Choroba może początkowo przypominać inne infekcje. Do typowych objawów należą gorączka, osłabienie, bóle mięśni i głowy. W kolejnych etapach mogą pojawić się wymioty, biegunka, odwodnienie oraz zaburzenia pracy narządów.

W ciężkich przypadkach dochodzi do niewydolności wielonarządowej i śmierci.

Wirus przenosi się przede wszystkim przez bezpośredni kontakt z krwią lub innymi płynami ustrojowymi osoby chorej albo zmarłej na ebolę, a także przez skażone nimi przedmioty. Nie rozprzestrzenia się w taki sposób jak typowe infekcje przenoszone drogą powietrzną.

WHO prowadzi działania związane z oceną eksperymentalnych metod zapobiegania zakażeniom, w tym badań nad szczepionką przeciwko wariantowi Bundibugyo.

Lekarze alarmują: część chorych umiera, zanim otrzyma pomoc

Jednym z najpoważniejszych problemów pozostaje dostępność leczenia.

W wielu regionach Demokratycznej Republiki Konga ośrodki medyczne są przeciążone. Brakuje odpowiedniej liczby pracowników, sprzętu ochronnego, leków wspomagających oraz środków transportu.

Według informacji przytaczanych przez Associated Press co najmniej połowa osób zmarłych podczas epidemii nie trafiła wcześniej do placówki leczniczej.

Oznacza to, że wielu pacjentów umiera w swoich domach lub lokalnych społecznościach, bez możliwości otrzymania odpowiedniej pomocy medycznej.

Dodatkowym zagrożeniem są tradycyjne pochówki, podczas których bliscy mogą mieć bezpośredni kontakt z ciałem osoby zmarłej. W przypadku eboli taki kontakt wiąże się ze szczególnie wysokim ryzykiem zakażenia.

Służby medyczne próbują przekonywać mieszkańców do korzystania z ośrodków leczenia oraz bezpiecznych procedur pogrzebowych, jednak działania te napotykają opór części społeczności.

Pracownicy medyczni atakowani. Zginął pielęgniarz

Walka z epidemią odbywa się również w atmosferze rosnącego napięcia społecznego.

W niektórych regionach personel medyczny spotyka się z agresją, wynikającą między innymi z nieufności wobec władz oraz dezinformacji na temat choroby.

W miejscowości Bafwasende, w prowincji Tshopo, napastnicy zaatakowali pracowników służby zdrowia, którzy udali się na interwencję w związku z podejrzeniem zakażenia ebolą.

Jeden z pielęgniarzy zginął, a jego współpracownik został poważnie ranny.

Atak spotkał się z potępieniem Światowej Organizacji Zdrowia. Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus podkreślił, że osoby walczące z epidemią muszą mieć zapewnione bezpieczeństwo.

Problemem pozostają także opóźnienia w wypłatach wynagrodzeń pracownikom zaangażowanym w działania przeciwepidemiczne. W części miejscowości doprowadziło to do protestów i czasowego wstrzymania pracy.

Ebola przekroczyła granice. Kolejne państwa wprowadzają środki ostrożności

Coraz większe obawy budzi międzynarodowe rozprzestrzenianie się wirusa.

Zakażenia powiązane z obecną epidemią wykryto między innymi w Ugandzie, Kenii i Nigerii. Odnotowano również przypadek związany z Europą.

W Kenii potwierdzono dziewięć zakażeń. Władze prowadzą identyfikację i obserwację osób, które mogły mieć kontakt z pacjentami.

Uganda, w której wcześniej zdiagnozowano 20 przypadków, poinformowała, że nie ma już aktywnych zakażeń. Jednocześnie zapowiedziano 21-dniową kwarantannę dla obywateli powracających z Demokratycznej Republiki Konga.

W Nigerii potwierdzono przypadek zakażenia u kobiety związanej ze szwajcarską dyplomacją. Pacjentka została następnie przetransportowana do Szwajcarii na leczenie.

W odpowiedzi na zagrożenie nigeryjskie władze zaostrzyły kontrole sanitarne na lotniskach.

Epidemia uderza nie tylko w zakażonych. Cierpi cały system ochrony zdrowia

Rosnąca liczba przypadków eboli powoduje również trudności w leczeniu osób cierpiących na inne choroby.

W niektórych regionach ograniczono rutynowe szczepienia dzieci, a placówki medyczne mają problemy z zapewnieniem podstawowych świadczeń.

Szczególnie niepokojące są doniesienia dotyczące kobiet w ciąży. Według organizacji zaangażowanych w walkę z epidemią w części prowincji liczba zgonów związanych z ciążą i porodem wzrosła po rozpoczęciu kryzysu.

Jedną z przyczyn może być obawa przed wizytami w placówkach medycznych, które mieszkańcy kojarzą z ryzykiem zakażenia.

Epidemia zakłóca także edukację, lokalną gospodarkę i codzienne życie społeczności.

Naukowcy szukają sposobu na powstrzymanie wirusa

Walka z obecną epidemią wymaga równoczesnego prowadzenia wielu działań: wykrywania nowych przypadków, izolowania zakażonych, identyfikowania kontaktów i zapewnienia chorym odpowiedniej opieki.

Szczególnie ważne pozostaje szybkie docieranie do odległych miejscowości, w których dostęp do laboratoriów i wykwalifikowanego personelu jest ograniczony.

Organizacje międzynarodowe podkreślają również konieczność zwiększenia zaufania mieszkańców do personelu medycznego. Bez współpracy lokalnych społeczności przerwanie transmisji wirusa będzie znacznie trudniejsze.

WHO, Africa CDC i władze państw regionu podejmują działania mające ograniczyć dalsze rozprzestrzenianie się choroby.

Największym wyzwaniem pozostaje jednak skala epidemii. Przy ponad 10 tysiącach potwierdzonych przypadków i niemal pięciu tysiącach zgonów Demokratyczna Republika Konga mierzy się z kryzysem zdrowotnym, którego skutki mogą być odczuwalne przez wiele kolejnych lat.

Wybrane dla Ciebie