Polityczne trzęsienie ziemi na drugim końcu świata? Nowa Zelandia wybiera rząd, a sondaże zapowiadają zaciętą walkę

Nowa Zelandia przygotowuje się do wyborów, które mogą zakończyć trzyletnie rządy centroprawicy. Już 7 listopada mieszkańcy zdecydują, kto pokieruje krajem przez kolejną kadencję. Premier Christopher Luxon walczy o utrzymanie władzy, a jego najważniejszy rywal, były szef rządu Chris Hipkins, liczy na powrót Partii Pracy. Sondaże pokazują niewielkie różnice w poparciu, a o wyniku mogą przesądzić mniejsze ugrupowania. Największym zmartwieniem wyborców pozostają rosnące koszty życia, problemy gospodarcze i dostęp do opieki zdrowotnej.

flagaflaga
Źródło zdjęć: © unflasch

Wybory parlamentarne w Nowej Zelandii odbędą się w sobotę, 7 listopada 2026 roku. Choć do głosowania pozostało kilkanaście dni, część mieszkańców już oddaje swoje głosy. Przedterminowe głosowanie rozpoczęło się 26 października, a Nowozelandczycy przebywający za granicą mogli głosować już od 21 października.

Stawką jest przyszłość państwa, które od kilku lat zmaga się z gospodarczymi konsekwencjami wysokiej inflacji, rosnącymi kosztami mieszkań i presją na system usług publicznych.

Premier walczy o przetrwanie. Opozycja chce odzyskać władzę

Obecnym szefem rządu jest Christopher Luxon, lider centroprawicowej Partii Narodowej. Jego ugrupowanie wygrało wybory w 2023 roku, tworząc koalicję z ACT oraz New Zealand First.

Luxon dochodził do władzy, obiecując poprawę sytuacji gospodarczej, większą dyscyplinę finansów publicznych i skuteczniejsze zarządzanie państwem.

Teraz musi przekonać wyborców, że jego polityka przynosi oczekiwane rezultaty.

Partia Narodowa przedstawia propozycje dotyczące przywrócenia nadwyżki budżetowej, wzmacniania oszczędności emerytalnych w systemie KiwiSaver oraz dalszego rozwoju gospodarki.

Największą konkurencją pozostaje centrolewicowa Partia Pracy, kierowana przez Chrisa Hipkinsa, który sam sprawował urząd premiera w 2023 roku.

Labour koncentruje kampanię na poprawie dostępności opieki zdrowotnej, ograniczeniu kosztów utrzymania, inwestycjach mieszkaniowych oraz tworzeniu miejsc pracy.

Aż 63 procent mieszkańców wskazuje jeden problem

Największym wyzwaniem dla polityków pozostaje sytuacja finansowa gospodarstw domowych.

Według wrześniowego badania Ipsos aż 63 procent Nowozelandczyków uznało inflację i wysokie koszty życia za jeden z najważniejszych problemów kraju.

Na drugim miejscu znalazła się opieka zdrowotna i funkcjonowanie szpitali, wskazane przez 44 procent badanych. Problemy gospodarcze wymieniło 34 procent respondentów.

Coraz większe obawy budzi także bezrobocie, na które zwróciło uwagę 21 procent ankietowanych. W najnowszym badaniu kwestia ta wyprzedziła nawet dostępność mieszkań.

Wyniki pokazują, że kampania wyborcza toczy się przede wszystkim wokół codziennych problemów mieszkańców, a nie wyłącznie sporów ideologicznych.

Sondaże niemal na remis. Kto utworzy nowy rząd?

Badania opinii publicznej wskazują, że rywalizacja między dwoma największymi partiami jest bardzo wyrównana.

W sondażu The Post/Freshwater Strategy opublikowanym 20 października Partia Pracy uzyskała 28,7 procent poparcia, a Partia Narodowa 27,6 procent.

Z kolei inne badania pokazują nieco odmienne wyniki, co wskazuje na dużą niepewność dotyczącą ostatecznego rozkładu mandatów.

W nowozelandzkich realiach nawet minimalna różnica między największymi ugrupowaniami nie przesądza jednak o tym, kto obejmie władzę.

Decydujące znaczenie mogą mieć wyniki mniejszych partii i zdolność do zawarcia porozumienia koalicyjnego.

Nowozelandczycy oddają dwa głosy. Ten system może zaskoczyć

W Nowej Zelandii od 1996 roku obowiązuje mieszany system proporcjonalny, określany skrótem MMP.

Każdy wyborca dysponuje dwoma głosami. Pierwszy oddaje na konkretnego kandydata reprezentującego jego okręg wyborczy, a drugi na wybraną partię polityczną.

To właśnie głosy partyjne w największym stopniu decydują o proporcjonalnym podziale miejsc w parlamencie.

Zasadniczo ugrupowanie musi zdobyć co najmniej 5 procent głosów partyjnych albo wygrać mandat w okręgu, aby uczestniczyć w podziale miejsc proporcjonalnych.

Parlament liczy zazwyczaj około 120 deputowanych, choć ostateczna liczba mandatów może być większa ze względu na szczególne rozwiązania systemu wyborczego.

Taki model sprawia, że samodzielne rządy jednej partii należą do rzadkości, a negocjacje koalicyjne są istotnym elementem nowozelandzkiej polityki.

Zieloni, ACT i partia Maorysów. Mniejsze ugrupowania mogą odegrać ważną rolę

W tegorocznych wyborach uczestniczy kilka ugrupowań, których poparcie może mieć znaczenie dla utworzenia większości parlamentarnej.

Partia ACT, kierowana przez Davida Seymoura, opowiada się między innymi za bardziej restrykcyjną polityką migracyjną oraz ograniczaniem regulacji państwowych.

New Zealand First, której liderem jest Winston Peters, proponuje między innymi zmianę zasad udziału w wyborach tak, aby głosowanie było zarezerwowane dla obywateli Nowej Zelandii.

Partia Zielonych, współkierowana przez Chlöe Swarbrick i Maramę Davidson, promuje inwestycje w odnawialne źródła energii, zmiany podatkowe oraz rozbudowę usług publicznych.

Na scenie politycznej obecna jest również Te Pāti Māori, która reprezentuje interesy rdzennej ludności maoryskiej. Jej program obejmuje między innymi mieszkalnictwo, edukację, ochronę zdrowia i kwestie ustrojowe.

7 listopada ruszy liczenie głosów. Na oficjalny wynik trzeba będzie poczekać

W dniu wyborów lokale zostaną otwarte o godzinie 9:00 czasu nowozelandzkiego, a głosowanie zakończy się o 19:00.

Komisja Wyborcza zapowiada, że pierwsze wstępne wyniki będą publikowane już wieczorem, stopniowo, wraz z napływem danych z kolejnych okręgów.

Ostateczne rezultaty zostaną jednak ogłoszone dopiero 27 listopada, po uwzględnieniu i zweryfikowaniu wszystkich głosów, w tym głosów specjalnych.

Nie jest też przesądzone, że już w wieczór wyborczy będzie wiadomo, kto zostanie kolejnym premierem.

Jeżeli żadna z partii nie zdobędzie samodzielnej większości, konieczne okażą się rozmowy koalicyjne, które mogą potrwać znacznie dłużej niż samo liczenie głosów.

Dla Christophera Luxona wybory będą sprawdzianem skuteczności dotychczasowych rządów. Chris Hipkins spróbuje natomiast przekonać mieszkańców, że zmiana władzy pozwoli skuteczniej odpowiedzieć na problemy gospodarcze i społeczne.

Ostateczna decyzja należy do Nowozelandczyków, którzy rozpoczęli już głosowanie i 7 listopada wyłonią nowy skład parlamentu.

Wybrane dla Ciebie