Trump rusza na wojnę z koncernami farmaceutycznymi – czy nowe rozporządzenie naprawdę obniży ceny leków w USA?
Donald Trump podpisał rozporządzenie, które – jak sam twierdzi – ma odmienić losy amerykańskich pacjentów i raz na zawsze rozprawić się z wysokimi cenami leków. Ale choć prezydent USA zapowiada "natychmiastowe" obniżki nawet o 80%, eksperci i rynki finansowe pozostają bardzo sceptyczni. Czy to realna reforma, czy tylko polityczna zagrywka w obliczu kampanii wyborczej?
Amerykanie płacą najwięcej na świecie
Nie od dziś wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych ceny leków na receptę są jednymi z najwyższych na świecie. Rządowe dane pokazują, że Amerykanie płacą za te same produkty od dwóch do czterech razy więcej niż pacjenci w Kanadzie, Australii czy Francji. Problem dotyczy nawet podstawowych leków, takich jak insulina, której koszt w USA bywa kilkunastokrotnie wyższy niż w Europie.
System zdrowia w USA to skomplikowana mozaika prywatnych ubezpieczeń, programów publicznych i trudnych do prześledzenia mechanizmów cenowych. W przeciwieństwie do innych rozwiniętych krajów, rząd amerykański nie negocjuje bezpośrednio cen z producentami. To właśnie tę lukę postanowił wypełnić Trump – przynajmniej w teorii.
Na czym polega rozporządzenie Trumpa?
Nowe zarządzenie prezydenta zakłada kilka kluczowych zmian:
- Zasada "najwyższego uprzywilejowania" (Most Favored Nation) – producenci leków sprzedający w USA mają oferować ceny nie wyższe niż te, które obowiązują w najtańszych krajach.
- Uproszczony import leków – rząd rozważa umożliwienie sprowadzania tańszych leków z zagranicy, choć pomysł ten budzi kontrowersje ze względu na kwestie bezpieczeństwa i regulacji.
- Eliminacja pośredników – Trump chce ograniczyć wpływy firm ubezpieczeniowych i tzw. menedżerów świadczeń farmaceutycznych, którzy według niego sztucznie zawyżają ceny.
Prezydent podkreśla, że to "historyczny krok", który ma zakończyć "dotowanie opieki zdrowotnej w innych krajach kosztem amerykańskich pacjentów".
Obietnice kontra rzeczywistość
Choć Trump zapowiada błyskawiczne efekty, ekonomiści i specjaliści ds. zdrowia publicznego studzą emocje. Alan Sager z Uniwersytetu Bostońskiego zauważa, że system ustalania cen w USA jest wyjątkowo nieprzejrzysty, a firmy farmaceutyczne mogą łatwo twierdzić, że spełniają nowe wymogi – oferując rabaty przy utrzymaniu wysokich cen katalogowych.
– "To bardziej polityczna retoryka niż realna zmiana systemowa" – mówi Sager.
– "Firmy będą udawać, że się dostosowują, ale ceny mogą pozostać równie wysokie".
Leki, lobbing i kampania
Rozporządzenie pojawia się w kontekście ostrej krytyki branży farmaceutycznej i silnych nastrojów antykorporacyjnych w USA. W trakcie ogłoszenia w Białym Domu Trump uderzył w "najpotężniejsze lobby w kraju", oskarżając koncerny o korumpowanie Kongresu.
Jednocześnie sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. przypomniał, że temat wysokich cen leków był istotnym punktem zarówno kampanii Demokratów, jak i Republikanów – od Berniego Sandersa po Joe Bidena.
Rynki reagują... spokojem
Zapowiedź nowej polityki początkowo uderzyła w notowania takich gigantów jak Pfizer czy GSK, ale giełda szybko się odbiła. Inwestorzy najwyraźniej uznali, że zagrożenie dla interesów koncernów jest ograniczone. Analitycy mówią wprost: dopóki nie zostaną wprowadzone konkretne regulacje wykonawcze, sektor farmaceutyczny nie ma się czego obawiać.
Co dalej?
Poniedziałkowe rozporządzenie Trumpa to dopiero początek procesu negocjacyjnego między Departamentem Zdrowia a firmami farmaceutycznymi. Kluczowe pytania pozostają bez odpowiedzi: jakie będą konkretne mechanizmy egzekwowania nowych zasad? Czy uda się pokonać przeszkody prawne i lobbingowe? I najważniejsze – czy przeciętny Amerykanin rzeczywiście odczuje obniżkę cen leków w swoim portfelu?