Świat"To nasze podwórko". Zwolennicy Trumpa na Florydzie podzieleni po zapowiedzi "rządzenia" Wenezuelą

"To nasze podwórko". Zwolennicy Trumpa na Florydzie podzieleni po zapowiedzi "rządzenia" Wenezuelą

Zapowiedź prezydenta Donald Trump, że Stany Zjednoczone przejmą odpowiedzialność za Wenezuelę po obaleniu Nicolás Maduro, wywołała na Florydzie – bastionie ruchu MAGA – mieszankę poparcia, niepokoju i ostrożnych pytań o przyszłość. W regionie, gdzie silnie obecne są społeczności latynoamerykańskie, wydarzenia w Caracas odbierane są znacznie bardziej osobiście niż konflikty na Bliskim Wschodzie.

trump
trump
Źródło zdjęć: © ipolska24.pl

Dirk Frazier, wieloletni zwolennik Trumpa ze St. Augustine, który w przeszłości sprzedawał hot dogi sympatykom prezydenta na moście prowadzącym do Mar-a-Lago, podkreśla, że tym razem sytuacja wygląda inaczej. Dorastał w cieniu wojen w Iraku i Afganistanie, które – jak mówi – pochłonęły tysiące amerykańskich istnień i zmęczyły społeczeństwo niekończącymi się misjami zagranicznymi. – Wenezuela jest bliżej domu – zaznacza, dodając, że szybka operacja bez ofiar po stronie USA stanowi wyraźny kontrast wobec "wojny z terroryzmem".

Dla części elektoratu Trumpa decydujące znaczenie ma właśnie tempo i charakter interwencji. – To nie jest długotrwały konflikt. Znów zachowujemy się jak supermocarstwo – mówi Frazier w rozmowie z BBC. Jego zdaniem działania USA wysyłają sygnał odstraszający do innych reżimów.

Floryda między entuzjazmem a ostrożnością

W południowej Florydzie, zwłaszcza w rejonie Miami określanym często mianem "małej Wenezueli", emocje są szczególnie silne. Niektórzy sympatycy Trumpa uważają, że upadek Maduro może zachwiać innymi lewicowymi rządami w regionie, m.in. na Kubie czy w Nikaragui. Inni wskazują na możliwe skutki migracyjne.

– To nie warcaby, to szachy – mówi Vianca Rodriguez, była współpracowniczka Partii Republikańskiej i kampanii Trumpa. Jej zdaniem stabilizacja Wenezueli mogłaby skłonić część migrantów do powrotu, co wpisuje się w hasła ruchu MAGA. – Ludzie są tu, bo nie mieli wyboru – dodaje.

Nie wszyscy republikanie podzielają jednak ten entuzjazm. Była kongresmenka Marjorie Taylor Greene otwarcie stwierdziła, że wielu wyborców głosowało na zakończenie zagranicznych interwencji. Podobnie kongresmen Thomas Massie krótko skomentował: "Nie na to głosowaliśmy".

Administracja odpiera zarzuty

Biały Dom stanowczo odrzuca porównania do Iraku. Sam Trump w wywiadach podkreśla, że to błędy administracji George’a W. Busha doprowadziły do chaosu na Bliskim Wschodzie. Wiceprezydent J.D. Vance argumentuje z kolei, że operacja w Wenezueli była konieczna, by powstrzymać handel narkotykami i chronić interesy energetyczne USA.

Podobne stanowisko prezentuje część ideologów ruchu MAGA. Były doradca Trumpa Steve Bannon określił akcję jako "odważną i błyskotliwą", choć jednocześnie ostrzegł, że brak jasnego komunikatu w sprawie ewentualnej długotrwałej obecności USA może irytować elektorat.

Wielu zwolenników Trumpa wskazuje na kluczową różnicę: geograficzną bliskość. – Nawet izolacjoniści są bardziej skłonni do działania na półkuli zachodniej – zauważa były urzędnik administracji Trumpa cytowany przez Politico.

Niepewność co dalej

Mimo poparcia części republikanów, w USA i na świecie pojawiają się głosy, że obalenie urzędującego prezydenta narusza prawo międzynarodowe i może stworzyć niebezpieczny precedens. Były zastępca dyrektora CIA John McLaughlin ostrzega, że nawet najlepiej zaplanowane operacje niosą nieprzewidywalne konsekwencje.

Sondaże sprzed operacji wskazywały, że tylko 22 proc. Amerykanów popierało użycie siły wobec Maduro, choć wśród republikanów odsetek ten był znacznie wyższy. To pokazuje, że długotrwały chaos w Wenezueli mógłby szybko osłabić społeczne poparcie dla interwencji.

Wśród sympatyków Trumpa na Florydzie wciąż jednak powraca jedno hasło: "pokój przez siłę". – To powrót do idei Ronalda Reagana – mówi Rodriguez. – Bez amerykańskich ofiar. Oni prowadzili z nami wojnę narkotykową. Czas na sprawiedliwość.

trumpdonald trumpwenezuela

Wybrane dla Ciebie