Nowy rozdział w historii Han Kuang
Ćwiczenia Han Kuang odbywają się od 1984 roku, lecz tegoroczna edycja jest wyjątkowa. Władze Tajwanu zwiększyły skalę działań, liczebność zaangażowanych żołnierzy i zakres symulowanych scenariuszy. W 2024 roku w ćwiczeniach bierze udział około 22 000 rezerwistów – o połowę więcej niż rok wcześniej – a wojsko korzysta z nowoczesnego sprzętu, w tym z systemów rakietowych HIMARS dostarczonych przez Stany Zjednoczone, takich samych jak te używane przez Ukrainę.
W ramach przygotowań w kwietniu odbyły się symulacje sztabowe, a od 9 do 18 lipca prowadzone są działania z użyciem ostrej amunicji, dronów, lokalnie opracowanych rakiet i nowoczesnych systemów obronnych. Po raz kolejny manewry mają nieskryptowany charakter – mają więc sprawdzić realną reakcję armii na nagły, niespodziewany atak.
Gotowość wojskowa i cywilna
Han Kuang to nie tylko działania wojskowe. Równolegle prowadzone są ćwiczenia obrony cywilnej. W miastach zawyją syreny, a na telefony mieszkańców przyjdą powiadomienia o symulowanych nalotach. Ruch zostanie wstrzymany, a działalność sklepów, targowisk i hoteli na krótko zamrożona. Wszystko po to, by przećwiczyć miejską "odporność" i zbudować społeczną gotowość na najgorszy scenariusz.
Władze testują też zdolność społeczeństwa do reagowania na dezinformację, szczególnie w kontekście działań Komunistycznej Partii Chin. Choć szczegóły tych testów nie zostały ujawnione, to stanowią one odpowiedź na coraz częstsze cyberataki i propagandowe działania Pekinu.
Twarda odpowiedź na twardą politykę
Chiny uważają Tajwan za swoje terytorium i nie wykluczają siłowego przyłączenia wyspy. Według doniesień wywiadowczych, armia chińska może być gotowa do inwazji już w 2027 roku. Retoryka Pekinu wobec Tajwanu jest coraz ostrzejsza, a ćwiczenia Han Kuang regularnie spotykają się z krytyką ze strony chińskiego Ministerstwa Obrony, które nazywa je "sztuczką polityczną" i "prowokacją".
Mimo to, tajwańskie władze nie ustępują. Prezydent William Lai, postrzegany przez Chiny jako "separatysta", obrał zdecydowanie twardszy kurs niż jego poprzednicy. Obok rozszerzania obowiązkowej służby wojskowej, Tajwan inwestuje w nowoczesne systemy uzbrojenia, własną produkcję okrętów podwodnych i rozwój strategii "jeżozwierza" – oporu asymetrycznego, który ma zniechęcić potencjalnego agresora do inwazji.
Chociaż Tajwan formalnie nie ogłosił niepodległości, to jego obecne działania jasno wskazują, że zamierza bronić swojej autonomii. Jednocześnie pojawiają się pytania o rzeczywiste wsparcie Stanów Zjednoczonych. Choć amerykańskie prawo zobowiązuje Waszyngton do pomocy Tajwanowi, to retoryka Donalda Trumpa – który odmówił ostatnio jasnej deklaracji o wojskowej interwencji – budzi niepokój na wyspie.
Han Kuang to nie tylko próba obronna. To demonstracja gotowości, mobilizacji społeczeństwa i sygnał zarówno dla sojuszników, jak i przeciwników. Tajwan chce pokazać, że nie jest bezbronny – ani militarnie, ani psychicznie. I że – mimo ryzyka – nie zamierza schodzić z kursu obrony swojej niezależności.