ŚwiatŚwiat podzielony po uderzeniu USA w Wenezuelę. Od pochwał po oskarżenia o agresję

Świat podzielony po uderzeniu USA w Wenezuelę. Od pochwał po oskarżenia o agresję

Globalna reakcja na amerykańską operację wojskową w Wenezueli pokazuje głębokie podziały na arenie międzynarodowej. Po sobotnim ataku sił USA, w wyniku którego schwytano prezydenta Nicolás Maduro oraz jego żonę i deportowano ich z kraju, światowi przywódcy reagują od skrajnego potępienia po otwarte poparcie dla działań Waszyngtonu.

Wenezuela
Wenezuela
Źródło zdjęć: © archiwum ipolska24.pl | redakcja ipolska24.pl

Stany Zjednoczone poinformowały, że Maduro został zatrzymany w ramach operacji o dużej skali i przewieziony do USA, gdzie w Nowym Jorku postawiono mu zarzuty związane z handlem narkotykami. Prezydent Donald Trumpoświadczył, że Stany Zjednoczone będą "nadzorować Wenezuelę" do czasu przeprowadzenia "bezpiecznej i rozsądnej transformacji politycznej".

Jedną z pierwszych reakcji w Europie była wypowiedź premiera Wielkiej Brytanii Keir Starmer, który stwierdził, że jego rząd "nie będzie ronił łez" z powodu upadku reżimu Maduro. Londyn jednocześnie podkreślił, że Wielka Brytania nie brała udziału w operacji wojskowej i oczekuje na pełne ustalenie faktów. Starmer odmówił jednoznacznej oceny, czy działania USA mogły naruszyć prawo międzynarodowe, zaznaczając jednak, że pozostaje jego zwolennikiem.

Zupełnie inaczej zareagowali wieloletni sojusznicy Wenezueli. Chiny wyraziły "głębokie wstrząśnięcie" i stanowczo potępiły użycie siły wobec suwerennego państwa. Rosja oskarżyła Stany Zjednoczone o dokonanie "aktu zbrojnej agresji", a Iran określił ataki jako rażące naruszenie suwerenności narodowej.

Silne głosy sprzeciwu popłynęły również z Ameryki Łacińskiej. Prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva napisał, że USA "przekroczyły niedopuszczalną granicę", ostrzegając przed światem chaosu i przemocy wynikającym z łamania prawa międzynarodowego. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro mówił o ataku na suwerenność całego regionu, a prezydent Chile Gabriel Boric wyraził zaniepokojenie i wezwał do pokojowego rozwiązania kryzysu. Kuba, ustami prezydenta Miguel Díaz-Canel, nazwała działania USA "przestępczym atakiem".

Odmienny ton przyjęła Argentyna. Prezydent Javier Milei, określany przez Trumpa jako jego "ulubiony prezydent", napisał w mediach społecznościowych: "wolność idzie naprzód" i "niech żyje wolność".

Stanowisko Unii Europejskiej przedstawiła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, przypominając, że UE nie uznaje Maduro za legalnego prezydenta, ale jednocześnie podkreśla konieczność pokojowego przekazania władzy oraz bezwzględnego przestrzegania prawa międzynarodowego. Podobnie wypowiedział się prezydent Francji Emmanuel Macron, wskazując, że zmiana władzy musi odzwierciedlać wolę narodu wenezuelskiego. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ocenił legalność operacji jako "złożoną", ostrzegając przed destabilizacją kraju.

Zaniepokojenie wyraziła również Organizacja Narodów Zjednoczonych. Sekretarz generalny António Guterres uznał, że naruszenie zasad prawa międzynarodowego stanowi "niebezpieczny precedens".

Także w samych Stanach Zjednoczonych nie brakuje krytyki. Lider mniejszości demokratycznej w Senacie Chuck Schumer stwierdził, że choć Maduro jest nielegalnym dyktatorem, rozpoczęcie działań militarnych bez zgody Kongresu i jasnego planu na przyszłość było lekkomyślne. Z kolei premier Izraela Benjamin Netanyahu pogratulował Trumpowi "odważnego i historycznego przywództwa".

Kanada i Norwegia wezwały do respektowania prawa międzynarodowego. Szef norweskiej dyplomacji Espen Barth Eide wprost stwierdził, że amerykańska interwencja w Wenezueli nie jest z nim zgodna.

Atak USA na Wenezuelę stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń międzynarodowych ostatnich lat, odsłaniając głębokie różnice w postrzeganiu granic interwencji, suwerenności państw i roli prawa międzynarodowego w globalnej polityce.

usatrumpwenezuela

Wybrane dla Ciebie