Starmer przed Pekinem: "nie wybieram" między USA a Chinami. Biznes w delegacji, prawa człowieka na stole
Premier Wielkiej Brytanii Sir Keir Starmer zapowiedział, że Londyn nie da się wciągnąć w geopolityczny "wybór" między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Deklaracja padła tuż przed pierwszą od ośmiu lat wizytą brytyjskiego przywódcy w Państwie Środka – podróżą, która ma wymiar nie tylko dyplomatyczny, ale i gospodarczy, bo obok ministrów do Chin lecą przedstawiciele dużego biznesu.
W rozmowie z Bloomberg News Starmer podkreślał, że Wielka Brytania zamierza utrzymać "bliskie relacje" z USA w obszarach biznesu, bezpieczeństwa i obrony, ale jednocześnie – jak argumentował – ignorowanie Chin byłoby nierozsądne, bo to druga największa gospodarka świata i rynek tworzący realne szanse dla brytyjskich firm. Premier zaznaczył przy tym, że gospodarcze otwarcie nie oznacza ustępstw w sprawach bezpieczeństwa narodowego.
Wizyta ma potrwać trzy dni i obejmuje spotkania w Pekinie oraz dalszy etap w Szanghaju. To pierwsza taka podróż brytyjskiego lidera od 2018 roku i element szerszej próby "odmrożenia" relacji, które w ostatnich latach przechodziły od deklarowanego kiedyś "złotego wieku" do wyraźnego ochłodzenia. W tle są m.in. spory o Hongkong, obawy przed chińską aktywnością wywiadowczą oraz krytyka dotycząca praw człowieka.
Gospodarka w centrum, CEO Council wraca do gry
Jednym z głównych celów wyjazdu ma być wzmocnienie kontaktów gospodarczych i zachęcenie do inwestycji. Według informacji Reutersa, podczas wizyty planowane jest ożywienie forum dialogu biznesowego znanego jako UK–China CEO Council, skupiającego duże spółki z obu państw. Źródła agencji wskazują, że w rozmowach po stronie brytyjskiej mają uczestniczyć m.in. przedstawiciele największych marek z londyńskiej giełdy.
Megaambasada w Londynie i spór o bezpieczeństwo
Podróż Starmera odbywa się kilka dni po tym, jak Wielka Brytania zatwierdziła plany budowy ogromnej nowej ambasady Chin w Londynie – inwestycji krytykowanej przez część polityków i ekspertów, którzy ostrzegają, że obiekt mógłby ułatwiać działania wywiadowcze. Rząd w Londynie odpiera zarzuty, ale sprawa stała się głośnym elementem debaty o tym, gdzie przebiega granica między pragmatycznym handlem a ryzykiem dla bezpieczeństwa.
Cień napięć z Waszyngtonem i "twarda pragmatyka" Londynu
Na znaczeniu zyskuje też kontekst transatlantycki. Wyjazd do Pekinu przypada na okres napięć między USA a częścią sojuszników, napędzanych m.in. sporami handlowymi i ostrą retoryką administracji Donalda Trumpa. Reuters i Associated Press zwracają uwagę, że Starmer jedzie do Chin, lawirując między potrzebą utrzymania kluczowego sojuszu z USA a chęcią zmniejszania gospodarczej zależności od jednego partnera.
Prawa człowieka: sprawa Jimmy’ego Laia jako test wiarygodności
Tematem, który może zdominować polityczną część wizyty, są prawa człowieka – w tym los Jimmy’ego Laia, hongkońskiego magnata medialnego i działacza prodemokratycznego. Reuters informował, że w grudniu 2025 roku sąd w Hongkongu uznał go winnym zarzutu "zmowy z siłami zagranicznymi" na podstawie przepisów bezpieczeństwa narodowego.
Wielka Brytania jest pod presją, by w tej sprawie mówić wprost. Lord Chris Patten, ostatni brytyjski gubernator Hongkongu, apelował, by Starmer nie traktował tematu jako kurtuazyjnego dodatku "na koniec spotkań", tylko podniósł go stanowczo i od razu.
Dyplomacja między "złotym wiekiem" a nową rzeczywistością
W najbliższych dniach okaże się, czy brytyjska strategia – opisywana przez część komentatorów jako "twardogłowa pragmatyka" – przyniesie konkretne kontrakty i inwestycje, a jednocześnie nie pogłębi napięć z Waszyngtonem i nie wywoła krytyki za miękkie podejście do Pekinu. Dla Starmera ta podróż to gra na kilku planszach naraz: handel, bezpieczeństwo, sojusze i wartości.