Protest rozpoczął się około godziny 7 rano. Grupa demonstrantów w czarnych ubraniach i z zakrytymi twarzami zgromadziła się przy drogach prowadzących do Port of Dover. Zablokowany został zarówno ruch w kierunku portu, jak i wyjazd z terminali.
"Stop the boats". Protest sparaliżował port
Świadkowie opisywali sytuację jako chaos. Samochody i ciężarówki nie mogły swobodnie opuszczać terminali, a część pasażerów przez dłuższy czas nie była w stanie kontynuować podróży.
Demonstranci skandowali m.in. "stop the boats", odnosząc się do przepraw migrantów przez kanał La Manche. Pojawiały się również okrzyki nawołujące do odesłania migrantów.
Jeden ze świadków relacjonował, że grupa wyglądała bardzo groźnie ze względu na jednolite czarne ubrania i zasłonięte twarze. Inni uczestnicy protestu nie chcieli rozmawiać z mediami.
Policja wkroczyła do akcji. Nie było aresztowań
Kent Police określiła demonstrację jako spontaniczną. Funkcjonariusze zaczęli przesuwać zgromadzonych z okolic portu w stronę stacji Dover Priory.
Około godziny 11:30 policja poinformowała o przeprowadzeniu tłumu w kierunku dworca. Do południa wszyscy uczestnicy mieli się rozejść. Według dostępnych informacji nikt nie został zatrzymany.
Protest wywołał jednak pytania o przygotowanie służb. Mike Tapp, poseł reprezentujący Dover i Deal, stwierdził, że skala utrudnień była ogromna i zapowiedział, że będzie chciał ustalić, dlaczego policja nie miała wcześniej informacji o planowanym zgromadzeniu.
"Absolutny chaos" i problemy podróżnych
Skutki demonstracji odczuli przede wszystkim kierowcy oraz pasażerowie promów. Niektórzy pracownicy portu mieli mieć problem z opuszczeniem miejsca pracy, a osoby przyjeżdżające do Dover utknęły na drogach dojazdowych.
Jeden z podróżnych, który przybył promem z Holandii, relacjonował, że po zjechaniu z promu nie mógł kontynuować jazdy, ponieważ drogi i rondo w pobliżu terminala były zablokowane.
Problemy mieli także turyści. Jeden z przewodników powiedział, że przez kilka godzin okolica była pogrążona w chaosie, a pasażerowie nie mogli normalnie opuścić terminala.
Kto zorganizował demonstrację?
Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, kto stał za protestem. Organizacja antyrasistowska Hope Not Hate twierdzi jednak, że demonstrację miała organizować sieć Patriot Platform. Według organizacji grupa zaczęła spotykać się w lipcu i skupia osoby związane z ruchami antyimigracyjnymi z różnych części Wielkiej Brytanii.
Do wydarzenia odnieśli się również działacze skrajnej prawicy, w tym Tommy Robinson oraz Danny Thomas, którzy w mediach społecznościowych pozytywnie komentowali udział demonstrantów.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie osoby obecne w Dover były członkami wskazywanej organizacji. Kent Police nie potwierdziła publicznie, kto był organizatorem zgromadzenia.
Władze potępiają zakłócenia
Brytyjski rząd podkreślił, że prawo do pokojowych demonstracji jest jednym z fundamentów demokracji, ale jednocześnie skrytykował zachowanie uczestników protestu i spowodowane przez nich utrudnienia.
Władze poinformowały, że dostęp do portu został przywrócony, a ruch zaczął odbywać się normalnie. Pasażerom zalecono jednak uwzględnienie dodatkowego czasu na podróż.
Operatorzy promowi P&O oraz DFDS deklarowali, że osoby, które z powodu blokady nie zdążyły na swoje rejsy, będą mogły skorzystać z kolejnych dostępnych połączeń.
Kontrowersje wokół zakrywania twarzy
Protest zwrócił uwagę także ze względu na dużą liczbę zamaskowanych uczestników. W Anglii i Walii obowiązują przepisy pozwalające policji, w określonych warunkach, zakazać uczestnikom demonstracji zasłaniania tożsamości.
Nowe regulacje weszły w życie w czerwcu 2026 roku. Przepisy nie oznaczają jednak automatycznego zakazu noszenia masek podczas każdego protestu – możliwość zastosowania tego rozwiązania zależy m.in. od decyzji odpowiednio wysokiego rangą funkcjonariusza i oceny zagrożenia popełnieniem przestępstw.
Do wydarzeń w Dover odniósł się również Nigel Farage. Lider Reform UK powiedział, że nie popiera pojawiania się na ulicach zamaskowanych osób podczas demonstracji.
Port wrócił do normalnego funkcjonowania
Po kilku godzinach napięta sytuacja została opanowana. Demonstranci opuścili okolice portu, a drogi prowadzące do Dover zostały ponownie otwarte.
Sam Port of Dover jest jednym z najważniejszych punktów transportowych Wielkiej Brytanii. W 2025 roku obsłużył ponad 9 mln pasażerów podróżujących drogą lądową oraz około 2 mln pojazdów ciężarowych.
Sobotni protest pokazał jednak, jak szybko demonstracja w strategicznym punkcie może sparaliżować ruch i wywołać poważne konsekwencje dla tysięcy podróżnych.