Porwanie Maduro dzieli świat. USA pod ostrzałem krytyki nawet wśród sojuszników
Nadzwyczajne posiedzenie Rada Bezpieczeństwa ONZ pokazało skalę międzynarodowych napięć po pojmaniu prezydenta Wenezueli Nicolás Maduro przez Stany Zjednoczone. Choć wiele państw zgodziło się z Waszyngtonem, że Maduro był przywódcą nielegalnym i represyjnym, równie silnie wybrzmiała krytyka samej operacji wojskowej, uznawanej przez licznych dyplomatów za naruszenie prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych.
Podczas debaty część krajów podkreślała konieczność demokratycznej transformacji w Wenezueli, ale bez użycia siły i z poszanowaniem suwerenności państw. Szczególnie stanowcze głosy popłynęły z Europy. Reprezentant Francji wskazał, że działania USA stoją w sprzeczności z zasadą pokojowego rozwiązywania sporów oraz zakazem stosowania siły. Ostrzegł, że łamanie Karty ONZ – zwłaszcza przez stałych członków Rady Bezpieczeństwa – podważa fundamenty globalnego porządku i osłabia międzynarodowe bezpieczeństwo.
Podobne obawy wyraziła Dania. Jej przedstawicielka w ONZ mówiła o "niebezpiecznym precedensie" i podkreślała, że niezależnie od politycznych ocen sytuacji w Wenezueli, prawo międzynarodowe musi pozostać nienaruszalnym punktem odniesienia. Te wystąpienia były wyraźnym zaostrzeniem tonu w porównaniu z wcześniejszą, bardziej powściągliwą postawą części państw Unii Europejskiej.
Nie wszyscy europejscy dyplomaci zdecydowali się jednak na otwartą krytykę. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii i Grecji unikali potępienia amerykańskiej operacji, apelując raczej o dialog i pokojowe rozwiązanie kryzysu. W imieniu Londynu wystąpił James Kariuki, który ograniczył się do stwierdzenia, że celem Wielkiej Brytanii jest "bezpieczna i pokojowa transformacja" prowadząca do rządu odzwierciedlającego wolę Wenezuelczyków.
Krytyczne głosy napłynęły również z Ameryki Łacińskiej. Panama ostrzegła, że ewentualne utrzymanie władzy przez osoby powiązane z dotychczasowym aparatem represji oznaczałoby jedynie kontynuację systemu, a nie realną zmianę. Kolumbia z kolei uznała jednostronne użycie siły za akt agresji i rażące pogwałcenie Karty ONZ.
Najostrzejszy język zastosowali tradycyjni rywale Waszyngtonu. Ambasador Rosji Wasilij Nebenzia oskarżył USA o "międzynarodowy bandytyzm" i neokolonializm, a Chiny – reprezentowane przez chargé d’affaires Sun Lei – mówiły o "jednostronnych i zastraszających działaniach", które nie mogą pozostać bez odpowiedzi.
Stanowisko Sekretarza Generalnego ONZ António Guterres było wyważone, lecz jednoznaczne w treści: wyraził on głębokie zaniepokojenie faktem, że podczas operacji USA nie zostały w pełni dochowane zasady prawa międzynarodowego, podkreślając, że "siła prawa musi zwyciężyć nad prawem siły".
Waszyngton bronił swoich działań. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz przekonywał, że nie była to operacja wojskowa w klasycznym sensie, lecz akcja organów ścigania przeciwko przywódcy odpowiedzialnemu za handel narkotykami i terroryzm. Jak argumentował, Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić, by Wenezuela stała się centrum działań wrogich USA aktorów, ani by największe rezerwy energii na świecie pozostawały pod ich kontrolą.
Dla wielu państw europejskich sytuacja okazała się dyplomatycznym dylematem. Z jednej strony od lat bronią one zasady nienaruszalności granic – zwłaszcza w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę – z drugiej zaś obawiają się otwartego konfliktu z USA, od których wciąż zależy bezpieczeństwo kontynentu. Tę ostrożność widać było także w stanowisku Unia Europejska, która przypomniała o konieczności przestrzegania Karty ONZ, nie przesądzając jednak wprost, czy amerykańska operacja ją naruszyła.
W dłuższej perspektywie wydarzenia wokół Wenezueli mogą przyspieszyć debatę o większej samodzielności Europy w kwestiach bezpieczeństwa. Premier Polski Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych, że "nikt nie potraktuje poważnie słabej i podzielonej Europy", apelując o jedność i wzmacnianie zdolności obronnych.
Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa pokazało jedno: nawet jeśli świat zgadza się co do oceny rządów Maduro, sposób jego usunięcia stał się kolejnym punktem zapalnym w globalnym sporze o granice siły, prawa i odpowiedzialności mocarstw.