Historyczny wyrok w Polsce! Biskup uznany za winnego ukrywania informacji o pedofilii księży. Straci część wynagrodzenia

Bezprecedensowy wyrok w polskim Kościele. Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa Andrzeja Jeża za winnego zbyt późnego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec dzieci, których mieli dopuszczać się dwaj podlegli mu duchowni. Hierarcha został skazany na dwa lata ograniczenia wolności, a przez ten czas część jego wynagrodzenia ma być przekazywana na cel społeczny. To pierwszy w Polsce proces, w którym urzędujący biskup odpowiadał karnie za niedopełnienie obowiązku zgłoszenia takich przestępstw. Wyrok nie jest prawomocny, a kuria zapowiada apelację.

wyrokwyrok
Źródło zdjęć: © pixabay | redakcja ipolska24.pl

Rozstrzygnięcie zapadło w czwartek, 29 października 2026 roku, po ośmiu miesiącach procesu. Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał ordynariusza diecezji tarnowskiej winnym obu zarzucanych mu czynów.

Sprawa dotyczyła informacji o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez dwóch księży: Stanisława P. i Tomasza K.

Według prokuratury biskup dysponował wiarygodnymi wiadomościami o przestępstwach, jednak nie przekazał ich odpowiednio szybko organom ścigania, mimo ciążącego na nim obowiązku prawnego.

Dwa lata ograniczenia wolności. Biskup będzie musiał oddawać część pensji

Sąd orzekł wobec Andrzeja Jeża karę dwóch lat ograniczenia wolności, polegającą na comiesięcznym potrącaniu 25 procent wynagrodzenia.

Pieniądze mają trafiać na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, organizacji zajmującej się ochroną najmłodszych przed przemocą i wykorzystywaniem.

Orzeczono również nawiązkę na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Podczas wcześniejszej rozprawy biskup informował, że jego miesięczne wynagrodzenie wynosi 4800 złotych brutto. Jeśli kwota nie uległa zmianie, potrącenie oznaczałoby przekazywanie 1200 złotych miesięcznie, czyli łącznie 28 800 złotych przez dwa lata.

Prokuratura domagała się innego rozstrzygnięcia – 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na trzy lata oraz 20 tysięcy złotych grzywny.

Obrońcy hierarchii od początku wnosili natomiast o jego uniewinnienie.

Wiedzieli o podejrzeniach, ale zawiadomienie przyszło później

Jednym z najważniejszych zagadnień procesu było ustalenie, kiedy biskup dowiedział się o podejrzeniach dotyczących podległych mu duchownych i czy w tym momencie powinien był niezwłocznie powiadomić prokuraturę.

W przypadku księdza Stanisława P. chodziło o czyny, do których miało dochodzić przede wszystkim na Ukrainie.

Według ustaleń przedstawianych przez oskarżyciela diecezja dysponowała informacjami o możliwym wykorzystywaniu seksualnym chłopców już w 2019 roku, natomiast zawiadomienie organów ścigania nastąpiło znacznie później.

Prokuratura wskazywała, że opóźnienia miały poważne konsekwencje, ponieważ część czynów uległa przedawnieniu.

Druga część postępowania dotyczyła księdza Tomasza K. Śledczy badali, czy również w jego sprawie hierarcha miał wystarczająco wiarygodne informacje o przestępstwach, które powinien był zgłosić odpowiednim organom.

Biskup nie przyznawał się do winy. Obrona wskazywała na niejasne przepisy

Andrzej Jeż przez cały proces nie przyznawał się do popełnienia zarzucanych czynów.

Jego obrońcy argumentowali, że nie można mówić o świadomym zaniechaniu obowiązku zawiadomienia, ponieważ sprawy były skomplikowane zarówno pod względem faktycznym, jak i prawnym.

W odniesieniu do Stanisława P. wskazywano między innymi na wątpliwości dotyczące jurysdykcji, ponieważ podejrzewane przestępstwa miały miejsce poza granicami Polski.

W sprawie Tomasza K. obrona podnosiła, że biskup przez pewien czas nie posiadał potwierdzonych informacji, iż pokrzywdzeni w chwili popełnienia czynów nie ukończyli 15 lat.

Pełnomocnicy zwracali również uwagę na zmianę przepisów z 2017 roku i późniejsze orzecznictwo Sądu Najwyższego dotyczące obowiązku zgłaszania przestępstw popełnionych przed wejściem w życie nowych regulacji.

Argumentacja ta nie przekonała sądu pierwszej instancji.

Pierwszy taki proces w Polsce. Sąd wyznaczył granicę odpowiedzialności

Postępowanie przeciwko biskupowi tarnowskiemu miało precedensowy charakter.

Był to pierwszy w Polsce proces karny urzędującego biskupa diecezjalnego dotyczący niezawiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych popełnianych przez duchownych wobec małoletnich.

Podstawą prawną oskarżenia był art. 240 Kodeksu karnego. Od 2017 roku nakłada on obowiązek niezwłocznego zgłoszenia określonych szczególnie poważnych przestępstw, w tym niektórych czynów seksualnych wobec dzieci poniżej 15. roku życia.

Za świadome niedopełnienie tego obowiązku grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Sąd oceniał nie to, czy biskup sam dopuścił się przestępstw seksualnych, lecz czy posiadając wiarygodne informacje na ich temat, wypełnił wynikający z prawa obowiązek powiadomienia organów państwa.

Kuria nie zgadza się z wyrokiem. Zapowiada apelację

Niedługo po ogłoszeniu orzeczenia Kuria Diecezjalna w Tarnowie wydała oficjalne oświadczenie.

Przyjęła do wiadomości decyzję sądu, jednak jednoznacznie zakwestionowała jego rozstrzygnięcie.

W stanowisku podkreślono, że w obu sprawach ostatecznie skierowano formalne zawiadomienia do organów ścigania, a informacje o podejrzeniach posiadały także inne osoby oraz instytucje.

Kuria przypomniała również, że wyrok nie jest prawomocny i nie oznacza ostatecznego rozstrzygnięcia odpowiedzialności karnej biskupa.

Obrońcy Andrzeja Jeża wystąpią o sporządzenie pisemnego uzasadnienia, a po jego przeanalizowaniu zamierzają złożyć apelację.

W oświadczeniu diecezja ponownie wyraziła współczucie osobom pokrzywdzonym przestępstwami seksualnymi.

Kilkadziesiąt osób pokrzywdzonych. Sprawy duchownych nie są zakończone

W tle procesu pozostają sprawy dwóch księży, którym zarzucano wykorzystywanie seksualne małoletnich.

Według przekazanych informacji liczba osób pokrzywdzonych działaniami obu duchownych sięga kilkudziesięciu.

Postępowanie dotyczące Stanisława P. zostało umorzone z powodu przedawnienia karalności czynów, natomiast sprawa Tomasza K. prowadzona jest odrębnie.

Czwartkowy wyrok nie kończy również postępowania dotyczącego biskupa Andrzeja Jeża. Zapowiedziana apelacja oznacza, że sprawą zajmie się sąd drugiej instancji.

Bez względu na dalszy przebieg procesu orzeczenie z Tarnowa stanowi ważny moment w dyskusji o odpowiedzialności przełożonych kościelnych za sposób reagowania na informacje o przestępstwach seksualnych wobec dzieci.

Wybrane dla Ciebie