Orbán stawia żołnierzy w elektrowniach: Ukraina blokuje ropę i szykuje atak na Węgry?
Węgierski premier Viktor Orbán ogłosił w środę 25 lutego 2026 roku wprowadzenie stanu podwyższonej gotowości w sektorze energetycznym. Na kluczowe obiekty – elektrownie, stacje transformatorowe i węzły przesyłowe – skierowano oddziały wojska, policję wzmocniono patrole, a w pasie przygranicznym z Ukrainą (północny-wschód kraju) wprowadzono zakaz lotów dronów cywilnych i sportowych.
Powód? Według Orbána Kijów prowadzi "polityczną blokadę naftową" przeciwko Węgrom i Słowacji, celowo blokując ponowne uruchomienie południowego odcinka rurociągu Przyjaźń (Druzhba), którym od dekad płynie rosyjska ropa.
Dostawy ropą z Rosji przez Ukrainę do Węgier i Słowacji są wstrzymane od 27 stycznia 2026 roku. Kijów tłumaczy zamknięcie rurociągu powtarzającymi się atakami dronowymi na obiekty rosyjskiego Transnieftu – w tym na stacje pompową na terytorium Rosji (ostatni taki atak miał miejsce na początku tego tygodnia). Rosyjski operator zmniejszył tłoczenie o ok. 250 tys. baryłek dziennie.
Orbán w nagraniu opublikowanym po posiedzeniu Rady Obrony Narodowej stwierdził wprost:
"Rząd ukraiński wywiera presję na Węgry i Słowację poprzez blokadę ropy naftowej. Przygotowują dalsze działania, które mają zakłócić nasz system energetyczny. Dlatego wojsko chroni kluczowe instalacje, a policja wzmacnia patrole".
Premier nie przedstawił jednak żadnych konkretnych dowodów na planowany atak Ukrainy na węgierską infrastrukturę energetyczną. Prezydent Zełenski i ukraińskie władze nie odniosły się do oskarżeń – ani w środę, ani w czwartek rano.
Rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen po środowym spotkaniu ekspertów ds. ropy uspokajała:
"Węgry i Słowacja nie są obecnie zagrożone niedoborem ropy. Chorwacja potwierdziła, że rurociągiem Adria płynie wystarczająca ilość nierosyjskiej ropy, by zaspokoić zapotrzebowanie obu krajów – a przepustowość można jeszcze zwiększyć".
Tymczasem napięcie polityczne rośnie lawinowo. Na początku tygodnia Węgry zablokowały w Radzie UE decyzję o kolejnej transzy pomocy makrofinansowej dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro. Oficjalnym powodem było właśnie "oburzenie blokadą rurociągu Przyjaźń".
Krytycy Orbána – zarówno na Węgrzech, jak i w Brukseli – wskazują, że premier eskaluje retorykę antyukraińską w przededniu kwietniowych wyborów parlamentarnych. Sondaże dają partii Fidesz coraz mniejsze poparcie – po 16 latach rządów istnieje realne ryzyko utraty władzy. W takiej sytuacji konflikt z Kijowem i wizerunek "Węgier atakowanych z zewnątrz" może być politycznie użyteczny.
Na razie jednak fakty są następujące:
- ropa płynie Alternatywną Drogą (Adria – JANAF),
- węgierskie magazyny są zapełnione,
- elektrownie węgierskie pracują normalnie,
- brak jakichkolwiek oznak przygotowań Ukrainy do ataku na infrastrukturę Węgier.
Pytanie brzmi, czy słowa Orbána o "dalszych działaniach" Kijowa to realna ocena ryzyka – czy raczej element kampanii przedwyborczej w stylu "twierdza oblężona". Odpowiedź poznamy prawdopodobnie w najbliższych tygodniach.