"Ludzie przewracali się podczas ucieczki, wszędzie było słychać strzały". Wstrząsająca relacja świadka masakry w Krakowie

zamach w Krakowie zamach w Krakowie
Źródło zdjęć: © Licencjodawca • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Najpierw usłyszał serię odgłosów przypominających wybuchy petard. Chwilę później zobaczył czarny samochód, z którego kierowca strzelał do ludzi. Wokół wybuchła panika, przechodnie rzucili się do ucieczki, a część osób szukała schronienia w pobliskim komisariacie. Konrad, jeden ze świadków tragicznej strzelaniny na Rynku Głównym w Krakowie, opowiedział Interii o dramatycznych chwilach, których był uczestnikiem. W sobotnim ataku zginęło pięć osób, a kilkanaście zostało rannych.

Do tragedii doszło w sobotę, 7 listopada, około godziny 15. W samym centrum Krakowa, w miejscu odwiedzanym każdego dnia przez tysiące mieszkańców i turystów, rozległy się strzały. Według ustaleń policji napastnik poruszający się samochodem otworzył ogień w kierunku przypadkowych osób.

Jednym z ludzi, którzy znaleźli się w pobliżu miejsca ataku, był pan Konrad. W rozmowie z Interią opowiedział, że w chwili rozpoczęcia strzelaniny szedł ulicą Sławkowską, niedaleko komisariatu policji przy Rynku Głównym.

Początkowo nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia. Usłyszane odgłosy skojarzyły mu się z petardami. Szybko jednak zorientował się, że dźwięki są regularne i znacznie głębsze niż zwykłe wybuchy materiałów pirotechnicznych.

Kiedy odwrócił się w kierunku hałasu, zobaczył sceny, które trudno było mu opisać.

Ludzie zaczęli gwałtownie uciekać. W tłumie panował chaos, niektórzy przewracali się podczas próby wydostania z zagrożonego miejsca.

Wtedy świadek zauważył czarny samochód przejeżdżający w pobliżu dorożek stojących na rynku. Według jego relacji jeden z koni gwałtownie się uniósł, a z pojazdu zaczęły padać strzały.

– Zobaczyłem jak z okna kierowcy padają strzały i idzie dym – powiedział Konrad dziennikarzowi Interii.

Mężczyzna nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Natychmiast skierował się do pobliskiego komisariatu policji, szukając schronienia przed uzbrojonym napastnikiem.

Kiedy znalazł się wewnątrz, zobaczył innych ludzi, którzy również uciekli przed strzelaniną. Jak relacjonował, na podłodze ukrywało się wielu przerażonych turystów.

W pewnym momencie z zaplecza komisariatu wyszło dwóch strażników miejskich. Konrad poinformował ich o tym, co dzieje się na zewnątrz. Funkcjonariusze po chwili opuścili budynek, wsiedli do radiowozu i ruszyli w kierunku miejsca zdarzenia.

Świadek pozostał w schronieniu do czasu, aż samochód napastnika zniknął z jego pola widzenia.

Gdy zdecydował się ponownie wyjść na Rynek Główny, zobaczył dramatyczne skutki ataku.

W pobliżu jednego ze sklepów, w rejonie ulicy Sławkowskiej, trwała akcja ratunkowa. Ratownicy próbowali przywrócić funkcje życiowe poszkodowanej kobiecie.

Konrad przyznał w rozmowie z Interią, że był świadkiem reanimacji i obawiał się, że kobiety nie udało się uratować. Nie miał jednak potwierdzenia jej dalszego losu.

Oficjalny bilans strzelaniny jest tragiczny. Małopolska policja poinformowała o pięciu ofiarach śmiertelnych i kilkunastu osobach rannych.

Napastnik został zatrzymany podczas policyjnej interwencji. Funkcjonariusze postrzelili mężczyznę, który następnie został przewieziony do szpitala.

Na miejscu tragedii pracowały liczne zespoły ratownictwa medycznego i policjanci. Służby zabezpieczały teren oraz udzielały pomocy poszkodowanym.

Wciąż wyjaśniane są okoliczności ataku oraz motyw działania sprawcy.

Relacja Konrada pokazuje, jak szybko spokojne sobotnie popołudnie w centrum Krakowa zamieniło się w walkę o życie. Jeszcze chwilę wcześniej mieszkańcy i turyści spacerowali po Rynku Głównym. Kilka minut później część z nich szukała schronienia przed strzałami, podczas gdy służby ratunkowe próbowały pomóc rannym.

Wybrane dla Ciebie