Dziennik zapewnia, że informacje o planowanej dymisji insp. Dariusza Zięby dostał z dwóch źródeł w policji.
“Nie chciałbym być na jego miejscu. To, co się stało, jest potężnym ciosem wizerunkowym. Jedna decyzja nieodpowiedzialnych ludzi kładzie się cieniem na prestiżu i osiągnięciach jednostki” – mówi “Wyborczej” insp. Wojciech Majer, który kierował BOA do 2016 r. Teraz Majer tłumaczy sytuację, w jakiej znalazł się jego następca. “On nie miał wpływu na to, jakie rozkazy wydano jego ludziom - twierdzi b. szef BOA.
Według gazety, to właśnie na Ziębie skupiają się dziś oskarżenia i pytania o to, kto jest odpowiedzialny za działanie cywilnych policjantów jednostki. Zdaniem dziennika, w środę podczas manifestacji pod budynkiem TVP dokonywali oni “rajdów” w głąb tłumu, bijąc ludzi stalowymi pałkami teleskopowymi i atakując miotaczami gazu.
“Z informacji zebranych przez +Wyborczą+ wynika, że przed środowymi manifestacjami Zięba otrzymał polecenie oddelegowania swoich ludzi +do dyspozycji Komendy Stołecznej Policji+. Grupą antyterrorystów od tego czasu dowodził oficer KSP. Nasze źródła twierdzą, że szefowi BOA powiedziano, że jego policjanci mają … chronić demonstrantów przed prawicowymi bojówkami. Tak było na przykład w ubiegły piątek, gdy ci sami policjanci interweniowali w takich sytuacjach - czytamy w “Gazecie Wyborczej”.
“Na potwierdzenie, że cel obecności antyterrorystów miał być tego dnia inny, (rozmówca gazety – PAP) pokazuje nam wiadomość SMS od komendanta głównego policji nadinsp. Jarosława Szymczyka. Szymczyk zapewnia, że to nie on wydał polecenie użycia tajniaków przeciwko demonstrantom. I pisze, że +BOA miało powstrzymywać bojówki+” – informuje “Wyborcza”.