Kim Dzong Un na kolejne lata u steru – Korea Północna stawia na broń jądrową i "nowy rozdział" z Chinami
Kim Dzong Un po raz kolejny został jednogłośnie wybrany na sekretarza generalnego rządzącej Partii Pracy Korei – donoszą państwowe media KCNA. Decyzja zapadła podczas trwającego od 19 lutego IX Zjazdu Partii w Pjongjangu, który jest największym wydarzeniem politycznym w kraju od pięciu lat.
Władza w rodzinie Kimów pozostaje nienaruszona od końca lat 40. XX wieku. 42-letni przywódca, który objął rządy po śmierci ojca w 2011 roku, w swoim przemówieniu inauguracyjnym podkreślił dwa główne priorytety: dalszą rozbudowę "sił nuklearnych jako osi odstraszania wojennego" oraz "historyczne zadanie" poprawy warunków życia obywateli.
Mimo międzynarodowych sankcji i chronicznego niedoboru żywności, reżim kontynuuje intensywne testy rakiet balistycznych i prace nad miniaturyzacją głowic jądrowych. W ostatnich miesiącach Pjongjang zaprezentował nowe wyrzutnie zdolne do przenoszenia pocisków międzykontynentalnych – zdaniem analityków z Seulu i Waszyngtonu zdolnych dotrzeć do terytorium USA.
Zjazd przyniósł też zmiany w prezydium partii – ponad połowa z 39 członków komitetu wykonawczego została wymieniona. To największa czystka kadrowa od 2021 roku, co według ekspertów z National Intelligence Service Korei Południowej ma na celu wzmocnienie kontroli Kima nad aparatem władzy.
Ju Ae jako następczyni? Córka Kima coraz częściej na świeczniku
Duże zainteresowanie wzbudziła obecność (lub jej brak) 13-letniej córki przywódcy – Kim Ju Ae. Południowokoreański wywiad już w lutym uznał ją za "najbardziej prawdopodobną następczynię". Dziewczynka od ponad roku towarzyszy ojcu podczas inspekcji rakietowych, parad wojskowych i nawet wizyty w Pekinie – gdzie stanęła obok Xi Jinpinga i Władimira Putina, co było odczytane jako sygnał sojuszu trzech mocarstw przeciwko Zachodowi.
Xi Jinping dzwoni z gratulacjami – ale Pekin gra ostrożnie
W poniedziałek rano Xi Jinping zadzwonił do Kima z gratulacjami i zapowiedzią "nowego rozdziału w chińsko-koreańskiej przyjaźni". Chiny pozostają największym partnerem handlowym i darczyńcą Korei Północnej, ale jednocześnie Pekin coraz bardziej niepokoi się bliskimi związkami Pjongjangu z Moskwą oraz niekontrolowaną eskalacją programu nuklearnego.
"Chiny nie chcą destabilizacji regionu, ale też nie mogą pozwolić na upadek reżimu" – komentuje ekspert ds. Azji Wschodniej z Uniwersytetu Warszawskiego dr Łukasz Fijałkowski. "To delikatna równowaga – wsparcie ekonomiczne w zamian za lojalność, ale bez gwarancji, że Kim nie zrobi czegoś nieprzewidywalnego".
Co dalej z sankcjami i rozmowami?
Administracja Donalda Trumpa w USA nadal uznaje CJNG za organizację terrorystyczną, a sankcje pozostają w mocy. Jednocześnie Waszyngton prowadzi rozmowy z Hawaną – Trump wielokrotnie powtarzał, że jest gotów na "wielki deal", jeśli Korea Północna zrezygnuje z broni jądrowej i otworzy się na reformy.
Na razie jednak Pjongjang nie daje znaków gotowości do ustępstw. Wręcz przeciwnie – KCNA podkreśla, że "siły nuklearne pozostaną osią odstraszania wojennego", a zjazd miał pokazać "niezłomną jedność narodu wokół wodza".
Czy Kim Ju Ae rzeczywiście jest przygotowywana do roli przyszłej przywódczyni? Czy Chiny zdołają utrzymać Koreę Północną w ryzach? I czy Trump naprawdę wierzy w negocjacje, czy tylko gra na czas? Odpowiedzi na te pytania prawdopodobnie poznamy dopiero na kolejnym zjeździe – za pięć lat. O ile reżim dożyje.