Choć postulaty brzmią atrakcyjnie dla społeczeństwa zmęczonego rosnącymi kosztami życia, eksperci studzą entuzjazm. Jak zauważa Jakub Wiech, specjalista ds. energetyki, tak drastyczna obniżka cen prądu w tak krótkim czasie "budzi daleko idącą ostrożność". Podkreśla, że rynek energii jest zbyt skomplikowany, by można było tak szybko i radykalnie wpływać na jego mechanizmy bez negatywnych skutków ubocznych.
Paradoksalnie Nawrockiemu może pomóc… sam rynek. Analitycy przewidują, że w najbliższych miesiącach możliwa będzie stabilizacja i lekkie spadki cen energii – choć z pewnością nie w skali, którą obiecuje kandydat. – Spadki o kilka, może kilkanaście procent są realne, ale nie o jedną trzecią i nie w 100 dni – zaznacza Wiech.
Inną przeszkodą są uwarunkowania prawne i instytucjonalne. Nawet jeśli Nawrocki miałby poparcie większości parlamentarnej, wpływ prezydenta na ceny energii czy stawki podatkowe jest ograniczony. Urząd Regulacji Energetyki działa niezależnie od politycznych deklaracji i zatwierdza taryfy na podstawie procedur, a nie kampanijnych haseł.
Obietnice związane z ulgami podatkowymi i zmianami stawek VAT również będą wymagać współpracy z parlamentem oraz dogłębnych analiz budżetowych – zwłaszcza w kontekście finansów publicznych i wpływów do budżetu.
Choć hasła Nawrockiego przemawiają do wyobraźni i trafiają w społeczne nastroje, nadchodzi moment, w którym będą musiały zmierzyć się z realiami. Zegar już tyka.