Na miejscu zdarzenia jako pierwszy pojawił się kierowca busa, który wyciągnął z płonącego samochodu córkę zmarłej kobiety.
Zobaczyłem na drodze porozrzucane części samochodowe, a w rowie samochód. Zobaczyłem, że się pali, wiec wziąłem gaśnicę i zacząłem gasić - opowiada Waldemar Głuszkiewicz.|
Jak przygasiłem najgorszy ogień, to usłyszałem, że dziecko płacze. Wyrwałem tylne drzwi, jeszcze dały się otworzyć. Był fotelik. Dziecko leżało między fotelem pasażera a tylnym siedzeniem. Pierwszy mój instynkt był, że wziąłem to dziecko na ręce i przeniosłem do swojego busa
Sześcioletnia Oliwia została przetransportowana śmigłowcem LPR do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Według lekarzy, jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.