Hiszpania na fali rekordów. 100 milionów turystów w zasięgu ręki, ale mieszkańcy coraz głośniej mówią "dość"
Fede Fuster z dumą spogląda z tarasu hotelu na dachu na rozległą plażę i wieżowce Benidormu. "Z wszystkimi zaletami i wadami – to miejsce, z którego jesteśmy dumni i które daje ogromne możliwości" – mówi prezes lokalnego stowarzyszenia turystycznego, którego rodzina budowała tu jeden z pierwszych hoteli już w latach 50.
Benidorm, liczące na co dzień zaledwie 77 tysięcy mieszkańców, w szczycie sezonu potrafi pomieścić nawet pięciokrotnie więcej osób. Po trudnym okresie pandemii hiszpańska turystyka odbiła się z impetem. W 2025 roku kraj odwiedziło rekordowe 97 milionów zagranicznych gości. Eksperci przewidują, że 2026 rok może być jeszcze lepszy.
"Myślę, że to będzie wspaniały rok. Jesteśmy na dobrej drodze, by przekroczyć 100 milionów turystów i stać się numerem jeden na świecie" – optymistycznie zapowiada Fuster.
Bezpieczna alternatywa w niespokojnych czasach
Wyniki branży przerosły oczekiwania ekspertów. Kluczową rolę odegrała niestabilna sytuacja geopolityczna – konflikt amerykańsko-izraelski z Iranem sprawił, że wielu turystów zrezygnowało z Bliskiego Wschodu i wschodniej części Morza Śródziemnego na rzecz bezpieczniejszej Hiszpanii. Podobny efekt obserwowano wcześniej podczas Arabskiej Wiosny.
"W momentach kryzysów i konfliktów rezerwacje zawsze rosną" – przyznaje Fuster. Potwierdzają to dane: w kwietniu 2026 Hiszpanię odwiedziło 9,1 miliona zagranicznych turystów – o ponad 450 tysięcy więcej niż rok wcześniej.
Turystyka generuje bezpośrednio aż 13% hiszpańskiego PKB i pozostaje jednym z głównych motorów gospodarki.
Cień nadmiernej turystyki
Jednak za rekordowymi liczbami kryje się coraz większy sprzeciw mieszkańców. Od 2024 roku w Barcelonie, na Balearach, Wyspach Kanaryjskich i innych popularnych destynacjach regularnie odbywają się protesty przeciwko "turystycznemu zalewowi".
Według sondażu YouGov z 2024 roku aż 28% Hiszpanów negatywnie ocenia masową turystykę zagraniczną – najwięcej spośród wszystkich badanych krajów. Dwie trzecie społeczeństwa sympatyzuje z protestującymi.
Głównym problemem jest kryzys mieszkaniowy. Właściciele nieruchomości masowo przerabiają mieszkania na krótkoterminowe wynajmy dla turystów (głównie Airbnb), co windowuje czynsze i wypycha miejscowych z centrów miast. W Barcelonie centrum bywa nazywane "parkiem rozrywki dla turystów". Na ścianach w Asturii pojawiły się graffiti: "Twój biznes, nasza ruina".
"Właściciele nie ustalają już czynszów na podstawie lokalnych zarobków, tylko pod kątem tego, co zapłacą turyści z zagranicy" – mówi Jordi Vila ze związku lokatorów Sindicat de Llogateres.
Rząd i samorządy reagują
Rząd premiera Pedro Sáncheza uznał problem. Nałożono karę 65 milionów euro na Airbnb za promowanie nielicencjonowanych apartamentów. Barcelona planuje do 2028 roku wycofać wszystkie 10 tysięcy licencji na krótkoterminowe wynajmy i podwoić podatek turystyczny.
Branża turystyczna jest zaniepokojona. Obawia się utraty konkurencyjności i tysięcy miejsc pracy. Fede Fuster w Benidormie przyznaje, że sektor musi lepiej słuchać głosu mieszkańców:
"Mówimy, że jesteśmy branżą szczęścia. Musimy jednak pamiętać, że wpływamy na codzienne życie ludzi. Jeśli stracimy akceptację lokalnych społeczności – poniesiemy klęskę".
Hiszpania stoi przed wyzwaniem: jak pogodzić rekordowe zyski z turystyki z jakością życia mieszkańców. Nadchodzący sezon może być rekordowy, ale też decydujący dla przyszłości relacji między branżą a społeczeństwem.