Bejrut w ogniu: izraelskie bomby spadły na hotel i bloki mieszkalne – Liban tonie w chaosie ewakuacji
Eskalacja na libańskim froncie osiągnęła nowy, dramatyczny poziom. Izraelskie siły powietrzne zbombardowały w środę rano hotel Comfort Inn na granicy dzielnic Hazmieh i Baabda – wschodnich przedmieściach stolicy Libanu – oraz wielopiętrowy blok mieszkalny w Baalbek na wschodzie kraju. Ataki, przeprowadzone bez uprzedniego ostrzeżenia, wywołały panikę wśród cywilów i wzmogły obawy o masowe ofiary wśród ludności cywilnej.
Libańska Narodowa Agencja Informacyjna (NNA) oraz Al Jazeera potwierdziły uderzenie w hotel Comfort w Hazmieh – obszarze zamieszkanym głównie przez chrześcijan. Zweryfikowane nagrania pokazują budynek z wybitymi szybami, osmalonymi ścianami i gruzem rozsypanym na ulicy. Korespondentka Al Jazeery Heidi Pett, relacjonująca na miejscu, podkreśliła, że atak nastąpił nagle – bez wcześniejszych wezwań do ewakuacji, co może wskazywać na celowe działanie wymierzone w konkretną osobę lub grupę. Izraelskie wojsko jak dotąd nie ujawniło szczegółów celu operacji.
W tym samym czasie izraelskie lotnictwo zaatakowało kompleks mieszkalny w dzielnicy Al-Matraba w Baalbek, blisko granicy z Syrią. Według libańskich źródeł zginęły co najmniej cztery osoby, a 11 zostało rannych. Ratownicy wciąż przeszukują gruzy zawalonego budynku – nagrania z miejsca pokazują dramatyczną skalę zniszczeń. W oddzielnych nalotach na okolice Aramoun i Saadiyat w Górach Libanu śmierć poniosło co najmniej sześć osób, a osiem zostało rannych – podała stacja Al Mayadeen.
W odpowiedzi na ataki Hezbollah wystrzelił rakiety w kierunku izraelskiego miasta Metulla oraz bazy morskiej w Hajfie. Armia izraelska poinformowała, że większość pocisków została przechwycona, jeden spadł na otwartym terenie bez strat.
W środę izraelskie dowództwo wydało kolejne masowe nakazy ewakuacji. Rzecznik armii w języku arabskim wezwał mieszkańców dzielnicy Haret Hreik na południowych przedmieściach Bejrutu do natychmiastowego opuszczenia domów. Podobne ostrzeżenia objęły 16, a następnie kolejne 13 miejscowości w południowym Libanie. We wtorek wydano już rozkaz przesiedlenia dla ponad 50 wiosek w tym regionie – wszystko w ramach tworzenia "strefy buforowej" wolnej od struktur Hezbollahu.
Łącznie od początku obecnej fali walk na froncie libańskim zginęło ponad 40 osób cywilnych i bojowników – podają libańskie władze wojskowe. Co najmniej cztery osoby odniosły obrażenia w najnowszych atakach na Bejrut, jedna w stanie krytycznym.
W niezwykle ostrym komunikacie izraelskie wojsko dało "przedstawicielom irańskiego reżimu" przebywającym w Libanie 24 godziny na opuszczenie kraju. Po tym terminie "nie będzie bezpiecznego miejsca" dla nich na terytorium Libanu – zapowiedziano ataki na każdego, kto pozostanie. Human Rights Watch natychmiast zareagowała, nazywając groźbę "przyznaniem się do zamiaru popełnienia zbrodni wojennej". Organizacja podkreśliła, że osoby niezaangażowane bezpośrednio w działania bojowe nie mogą być celem ataków zgodnie z prawem międzynarodowym.
Korespondentka Al Jazeery Zeina Khodr oceniła sytuację jako "bezprecedensową eskalację". "Nie ma linii frontu, nie ma mediacji, nie ma wysiłków dyplomatycznych, by to zatrzymać" – powiedziała z Bejrutu.
Konflikt, który wybuchł w odpowiedzi na irańskie ataki i śmierć najwyższego przywódcy Alego Chameneia, rozlewa się na Liban, gdzie Hezbollah – wspierany przez Teheran – staje się kolejnym polem bitwy. Tysiące cywilów uciekają z południowego Libanu i przedmieść Bejrutu, kierując się na północ lub nawet do Syrii. Świat z rosnącym niepokojem obserwuje, czy uda się powstrzymać spiralę przemocy, zanim pochłonie kolejne miasta i tysiące istnień.