Zamach stanu czy obrona demokracji? Kryzys polityczny w Kolumbii przed zmianą władzy

Kolumbia pogrąża się w poważnym kryzysie politycznym. Prezydent elekt Abelardo de la Espriella wstrzymał wszelkie rozmowy z ustępującym rządem i wezwał armię do obrony demokracji. To dramatyczna reakcja na oświadczenie prezydenta Gustavo Petro, który odmówił uznania wyników wyborów prezydenckich.

KolumbiaKolumbia
Źródło zdjęć: © pixabay | redakcja ipolska24.pl

De la Espriella, prawicowy zwycięzca wyborów, oskarżył Petro i przegranego kandydata Cepedę o próbę przeprowadzenia zamachu stanu, aby utrzymać się przy władzy. W nagraniu opublikowanym na platformie X stwierdził wprost: "Petro nie uznaje mojego zwycięstwa i arbitralnie przypisuje je Cepedzie".

W odpowiedzi prezydent elekt polecił swojemu zespołowi natychmiastowe zawieszenie procesu przekazywania władzy. Nazwał ustępujący rząd "skorumpowanym" i oskarżył go o dążenie do zniszczenia kraju.

Bez dowodów na fałszerstwa

Spór jest kontynuacją ostrych napięć z kampanii wyborczej. De la Espriella zapowiadał wówczas radykalne działania wobec lewicy, a Petro i Cepeda zarzucali mu fałszowanie wyników. Jednak jak dotąd nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów na nieprawidłowości. Obserwatorzy międzynarodowi potwierdzają, że wybory odbyły się prawidłowo.

Proces przekazywania władzy, który ma zapewnić sprawne funkcjonowanie państwa, stanął pod znakiem zapytania. Zgodnie z prawem ustępująca administracja powinna przekazać nowemu rządowi pełną dokumentację.

Abelardo de la Espriella ma zostać zaprzysiężony na prezydenta Kolumbii 7 sierpnia.

Sytuacja jest wyjątkowo napięta. Wezwanie armii do "obrony demokracji" przez prezydenta elekta i odmowa uznania wyników przez urzędującego prezydenta to mieszanka, która może doprowadzić do poważnych niepokojów społecznych. Kolumbia stoi przed jednym z najpoważniejszych kryzysów politycznych ostatnich lat.

Wybrane dla Ciebie