Świat"Wolimy Danię niż USA" – premier Grenlandii stawia sprawę jasno w obliczu trumpowskiej presji

"Wolimy Danię niż USA" – premier Grenlandii stawia sprawę jasno w obliczu trumpowskiej presji

Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wypowiedział wczoraj najmocniejsze słowa od czasu powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu: gdyby mieszkańcy wyspy mieli dziś dokonać wyboru między pozostaniem pod duńską flagą a przejściem pod skrzydła Stanów Zjednoczonych – bez wahania wybraliby Danię.

grenlandia
grenlandia
Źródło zdjęć: © unflasch | redakcja ipolska24.pl

Deklaracja padła podczas wspólnej konferencji prasowej z duńską premier Mette Frederiksen w Kopenhadze i była bezpośrednią odpowiedzią na coraz bardziej natarczywe wypowiedzi Trumpa, który od kilku tygodni powtarza, że Stany Zjednoczone "muszą posiadać" Grenlandię.

"Grenlandia nie chce być własnością USA. Nie chce być rządzona przez USA. Nie chce być częścią Stanów Zjednoczonych" – powiedział Nielsen, podkreślając, że w sytuacji "tu i teraz" wybór jego rodaków jest jednoznaczny.

Trump od tygodni przedstawia Grenlandię jako kluczowy element amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Twierdzi – nie przedstawiając na to żadnych dowodów – że wyspa jest "całkowicie otoczona rosyjskimi i chińskimi okrętami" oraz że tylko pełna kontrola USA pozwoli obronić się przed zagrożeniem ze strony Moskwy i Pekinu.

Biały Dom nie wyklucza nawet użycia siły. Jednocześnie amerykański prezydent podkreśla, że dotychczasowa umowa dzierżawy bazy Pituffik (dawniej Thule), gdzie od dekad stacjonuje około setki amerykańskich żołnierzy, już mu nie wystarcza. "Potrzebujemy własności, a NATO musi to zrozumieć" – stwierdził w zeszłym tygodniu.

Mette Frederiksen nie zostawiła na tych słowach suchej nitki.

"Presja wywierana przez naszego najbliższego sojusznika jest całkowicie niedopuszczalna" – powiedziała premier Danii. Ostrzegła, że ewentualne użycie siły militarnej oznaczałoby "koniec transatlantyckiego sojuszu obronnego, jaki znamy od dziesięcioleci".

Grenlandia – największa wyspa świata i najsłabiej zaludnione terytorium autonomiczne – odgrywa strategicznie ogromną rolę dzięki swojemu położeniu między Ameryką Północną a Arktyką. Idealnie nadaje się do systemów wczesnego ostrzegania przed atakami rakietowymi i monitorowania ruchu morskiego w regionie.

W ostatnich latach dodatkowo wzrosło zainteresowanie jej zasobami: minerałami ziem rzadkich, uranem, rudami żelaza, a być może także dużymi złożami ropy i gazu, które stają się coraz łatwiej dostępne wraz z topnieniem lodu spowodowanym zmianami klimatu.

Tymczasem solidarność z Danią i Grenlandią wyraziły w tym tygodniu pozostałe kluczowe państwa NATO – w tym główne kraje europejskie oraz Kanada. Wszystkie wydały oświadczenia podkreślające, że "tylko Dania i Grenlandia mogą decydować o swojej przyszłości".

W poniedziałek duński minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen oraz jego grenlandzka odpowiedniczka Vivian Motzfeldt udadzą się do Waszyngtonu na rozmowy z wiceprezydentem J.D. Vance’em i sekretarzem stanu Marco Rubio. Spotkanie zapowiada się na wyjątkowo trudne.

Premier Grenlandii nazwał obecną sytuację "prawdziwym kryzysem geopolitycznym". Jednocześnie jednak jego przekaz był krystalicznie jasny: grenlandzcy Inuici nie mają zamiaru stawać się amerykańską kolonią XXI wieku – nawet jeśli miałby to być "najpotężniejszy kraj świata".

Pytanie brzmi, czy Donald Trump potraktuje tę odpowiedź jako ostateczną, czy też uzna ją jedynie za kolejny etap negocjacji, w których – jak sam lubi powtarzać – "wszystko jest na stole".

usagrenlandiatrump

Wybrane dla Ciebie