"Czarna rzeka śmierci" – Mołdawia bez wody po rosyjskim ataku na Dniestr, prezydent Sandu oskarża Kreml
W nocy z 7 na 8 marca rosyjskie rakiety zniszczyły kluczową elektrownię wodną na Dniestrze – dziś skutki tego ataku dotarły do Mołdawii w najgorszej możliwej formie. Ropa naftowa z uszkodzonych zbiorników zaczęła spływać do rzeki, tworząc kilkunastokilometrową czarną smugę, która zatruła główne źródło wody pitnej dla setek tysięcy ludzi.
W poniedziałek 17 marca władze Mołdawii podjęły dramatyczną decyzję: całkowite odcięcie dopływu wody do trzeciego co do wielkości miasta kraju – Bielc (Balti) – oraz trzech mniejszych miejscowości na północy. Mieszkańcy od rana ustawiają się w kolejkach po wodę z cystern, a szkoły w regionie Bielc przeszły na tryb zdalny.
Mołdawskie służby monitorujące jakość wody podały, że stężenie ropy w Dniestrze w poniedziałek wieczorem znacznie przekracza dopuszczalny limit 0,1 mg/l – w niektórych punktach pomiarowych wartości były kilkunastokrotnie wyższe. Minister środowiska Gheorghe Hajder zapowiedział, że dostawy zostaną wznowione dopiero wtedy, gdy poziom zanieczyszczenia spadnie poniżej progu bezpieczeństwa – najwcześniej za kilkanaście dni.
Władze Mołdawii nie mają wątpliwości co do winnego. Prezydent Maia Sandu oświadczyła wprost: "Rosja ponosi pełną odpowiedzialność za ten akt ekologicznego terroryzmu". Ukraina potwierdziła, że wyciek rozpoczął się bezpośrednio po ataku rakietowym na elektrownię Dubasary-Slobozia 7 marca – pierwsze plamy ropy na Dniestrze zauważono już 10 marca.
Symboliczny gest protestu wykonało mołdawskie MSZ – ambasador Rosji został wezwany na dywanik i pokazano mu butelkę z mętna, brunatną wodą prosto z Dniestru. Według relacji mediów dyplomata wyszedł bez słowa.
Zanieczyszczenie dotarło także na Ukrainę – problemy z wodą pitną zgłaszają obwody odeski, czerniowiecki i winnicki. Ukraińska wiceminister Iryna Owczarenko potwierdziła, że źródło wycieku zostało już opanowane po stronie ukraińskiej, ale fala ropy nadal płynie w dół rzeki.
Sytuację komplikuje fakt, że Dniestr przepływa także przez separatystyczne Naddniestrze, gdzie stacjonują rosyjskie wojska. Lokalne media donoszą o plamach ropy także na tym odcinku, choć tamtejsze władze zapewniają, że na razie nie planują ograniczeń w dostępie do wody.
W tle kryzysu pojawił się dodatkowy incydent graniczny: mołdawska policja poinformowała, że w miejscowości Tudora, zaledwie 500 metrów od granicy z Ukrainą, znaleziono "aktywny" rosyjski dron z ładunkiem wybuchowym. Incydent traktowany jest jako kolejny element hybrydowego nacisku na Kiszyniów.
Mołdawia, licząca zaledwie 2,4 mln mieszkańców, od lutego 2022 roku konsekwentnie wspiera Ukrainę – prezydent Sandu wielokrotnie podkreślała, że Kijów broni także jej kraju przed rosyjską agresją. W odpowiedzi Kreml od lat oskarża ją o "rusofobię", a wybory prezydenckie w 2024 roku nazwał ingerencją Moskwy.
Ekolodzy i eksperci alarmują: Dniestr to nie tylko rzeka – to arteria życia dla ponad 7 milionów ludzi po obu stronach granicy. Jeśli ropa dotrze do Zbiornika Dubasary i dalej w dół, skutki mogą być odczuwalne przez miesiące, a nawet lata.
Na razie w Bielcach i okolicach trwa walka o każdą kroplę czystej wody – a w Kiszyniowie i Kijowie rośnie przekonanie, że wojna Rosji z Ukrainą właśnie przekroczyła kolejną czerwoną linię: ekologiczną.