Świat"Washington Post": Kulisy rozmów Rijadu z Białym Domem. Prywatne naciski na twardą linię wobec Iranu

"Washington Post": Kulisy rozmów Rijadu z Białym Domem. Prywatne naciski na twardą linię wobec Iranu

W czasie gdy Arabia Saudyjska oficjalnie apelowała o deeskalację napięć na Bliskim Wschodzie, za kulisami miały toczyć się rozmowy o zupełnie innym charakterze. Jak informuje "Washington Post", powołując się na źródła zaznajomione ze sprawą, faktyczny przywódca królestwa Muhammad ibn Salman w prywatnych kontaktach z prezydentem USA Donaldem Trumpem miał zachęcać do zdecydowanego uderzenia na Iran.

ilustraca AI
ilustraca AI
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Z doniesień amerykańskiego dziennika wynika, że w ostatnich tygodniach między Rijadem a Waszyngtonem odbyło się kilka rozmów telefonicznych na najwyższym szczeblu. W ich trakcie saudyjski następca tronu miał przekonywać amerykańskiego prezydenta, że brak stanowczej reakcji wobec Teheranu może doprowadzić do wzmocnienia pozycji Iranu w regionie.

Jednocześnie oficjalne komunikaty z Rijadu miały zupełnie inny ton. Po rozmowie z prezydentem Iranu Masudem Pezeszkianem saudyjski przywódca publicznie zapewniał, że Arabia Saudyjska nie dopuści do wykorzystania swojej przestrzeni powietrznej do ewentualnego ataku na Iran. Według "Washington Post" ta podwójna narracja miała być elementem ostrożnej strategii, obliczonej na minimalizowanie ryzyka odwetu.

W działaniach dyplomatycznych miał uczestniczyć także minister obrony Chalid ibn Salman, brat następcy tronu. Według źródeł gazety prowadził on rozmowy w Pentagonie, starając się przekonać amerykańskich decydentów do twardszego stanowiska wobec Teheranu.

Presję na Waszyngton miał wywierać również premier Izraela Benjamin Netanjahu, który od lat postrzega irański program wojskowy i regionalne wpływy Teheranu jako jedno z głównych zagrożeń dla bezpieczeństwa Izraela.

Iran pozostaje kluczowym rywalem geopolitycznym Arabii Saudyjskiej na Bliskim Wschodzie. Rywalizacja między sunnickim Rijadem a szyickim Teheranem obejmuje zarówno kwestie militarne, jak i wpływy polityczne w regionie – od Jemenu po Syrię i Liban.

Według "Washington Post" ostrożność Rijadu miała wynikać z obaw przed bezpośrednim odwetem Iranu w przypadku amerykańskiego ataku. Te obawy częściowo się zmaterializowały – w sobotę Teheran przeprowadził uderzenia na cele w Arabii Saudyjskiej oraz w innych państwach Zatoki Perskiej.

Irański ostrzał objął nie tylko Arabię Saudyjską, ale także Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i inne kraje regionu. Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej utrzymywał, że celem były amerykańskie bazy wojskowe oraz obiekty izraelskie, jednak skutki ataków odczuły także infrastruktury cywilne. Uszkodzone zostały lotniska w Kuwejcie, Dubaju, Abu Zabi i Katarze, a także dwa hotele w Dubaju. Zakłócenia objęły transport lotniczy oraz dostawy ropy naftowej.

Jak zauważa stacja CNN, działania Iranu przyniosły efekt odwrotny od zamierzonego. Zamiast skłonić państwa Zatoki do solidarności z Teheranem wobec presji USA i Izraela, ataki pogłębiły podziały w regionie i zacieśniły współpracę sunnickich monarchii z Waszyngtonem.

Beth Sanner, była wiceszefowa amerykańskiego Wywiadu Narodowego, oceniła, że Teheran "błędnie odczytuje dynamikę polityczną w Zatoce Perskiej". Jej zdaniem irańskie działania przyczyniły się do wciągnięcia państw regionu w bardziej wyraźną, antyirańską koalicję.

Ujawnione przez "Washington Post" kulisy rozmów pokazują, jak skomplikowana i wielowarstwowa jest obecna sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie – gdzie publiczne deklaracje dyplomatyczne nie zawsze odzwierciedlają to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Wybrane dla Ciebie