“PiS dorwał się do pieniędzy i rozdaje na prawo i lewo”. Politycy o nagrodach dla ministrów

Po fali krytyki za przyznanie nagród sobie i swoim ministrom przez byłą premier Beatę Szydło – premier Mateusz Morawiecki zapowiedział redukcję liczby wiceministrów. Ma ich być mniej niż w zeszłym roku, a decyzje mają zapaść w ciągu kilku tygodni. Odchodząca z funkcji premiera Beata Szydło przyznała sobie 65 tysięcy złotych rocznej nagrody. Jeszcze wyższe premie przyznała swoim ministrom, także tym, którzy nie znaleźli się w rządzie M. Morawieckiego. W sumie nagrody wyniosły około 5 milionów złotych.

zdjęcie

Joanna Kopcińska, rzeczniczka rządu stwierdziła, że nie jest ważna wysokość nagrody, a praca poszczególnych osób i to jak przekłada się ona na realizację programu. Podobnego zdania jest Stanisław Piotrowicz, poseł PiS, który uważa, że skoro ktoś dobrze pracował, to należała mu się nagroda. Przekonana o słuszności przyznania nagród jest również, wiceminister edukacji Marzena Machałek.

Jak rozumiem jest to nagroda za zrujnowanie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej, skłócenie narodu polskiego i podeptanie konstytucji - stwierdziła Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej.

Władysław Kosiniak-Kamysz uważa, że nagrody dla ministrów są bulwersujące, gdyż PiS będąc w opozycji krytykował przyznawanie nagród przez poprzedni rząd.

Kwintesencją rządów tej ekipy jest to, że oni się wreszcie po tych ośmiu latach dorwali do tych pieniędzy. No i rozdają na prawo i lewo - powiedziała Ewa Kopacz, była premier.

Krzysztof Brejza, poseł PO zaapelował, aby ministrowie i wiceministrowie zwrócili przyznane im nagrody.

Zredukujemy te stanowiska wiceministrów łącznie w porównaniu do łącznej liczby stanowisk ministerialnych i wiceministerialnych jaka była w roku 2017. Pokażemy bardziej szczupłą, oszczędną, mniej zbiurokratyzowaną strukturę rządową - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.
Wybrane dla Ciebie