Pierwsze rozmowy od 33 lat. Izrael i Liban siadają do stołu, by pogrzebać wpływy Hezbollahu
W Waszyngtonie doszło do wydarzenia bez precedensu od ponad trzech dekad. Przedstawiciele Izraela i Libanu odbyli bezpośrednie rozmowy dyplomatyczne – pierwsze na tak wysokim szczeblu od 1993 roku. Celem jest zakończenie krwawych walk z wspieranym przez Iran Hezbollahem i znalezienie drogi do stabilizacji w regionie.
Spotkanie, w którym pośredniczył sekretarz stanu USA Marco Rubio, zostało określone przez amerykańską dyplomację jako "historyczna okazja". Obie strony zgodziły się rozpocząć formalne negocjacje, choć termin i miejsce kolejnych rozmów mają zostać ustalone później.
Izrael konsekwentnie podkreśla, że jego głównym celem jest całkowite rozbrojenie wszystkich niepaństwowych grup terrorystycznych na terytorium Libanu, a więc przede wszystkim Hezbollahu. Liban z kolei domaga się natychmiastowego zawieszenia broni oraz podjęcia działań, które pomogą złagodzić dramatyczny kryzys humanitarny w kraju.
Od rozpoczęcia izraelskich operacji wojskowych w Libanie 2 marca zginęło już ponad 2000 osób, a blisko milion Libańczyków musiało opuścić swoje domy. W tle konfliktu cały czas słychać alarmy rakietowe i dronowe w północnym Izraelu. Hezbollah przyznał się podczas rozmów do przeprowadzenia co najmniej 24 ataków na izraelskie cele.
Marco Rubio przed spotkaniem mówił otwarcie: "To proces, który zajmie trochę czasu, ale wierzymy, że jest wart wysiłku". Prezydent Libanu Joseph Aoun wyraził nadzieję, że rozmowy "oznaczą początek końca cierpień narodu libańskiego", podkreślając, że jedynym trwałym rozwiązaniem jest przejęcie pełnej kontroli nad bezpieczeństwem przez regularne libańskie siły zbrojne.
Jednak perspektywy sukcesu są skomplikowane. Hezbollah, potężna i dobrze uzbrojona organizacja, ma ogromne wpływy na południu Libanu i w południowych dzielnicach Bejrutu. Jej przedstawiciele zasiadają nawet w rządzie. Tuż przed rozmowami wysoki rangą członek Hezbollahu, Wafiq Safa, jasno stwierdził, że organizacja nie czuje się związana żadnymi porozumieniami wynegocjowanymi w Waszyngtonie.
Konflikt nabrał dodatkowego wymiaru po tym, jak Liban został wciągnięty w szerszą konfrontację między Izraelem, USA a Iranem. W oddzielnych rozmowach w Pakistanie Teheran naciskał na uwzględnienie sytuacji w Libanie w ewentualnym szerszym zawieszeniu broni.
Dla wielu obserwatorów te pierwsze od 33 lat bezpośrednie rozmowy to mały, ale ważny krok. Jednocześnie wszyscy zdają sobie sprawę, że droga do prawdziwego pokoju jest jeszcze bardzo długa – zwłaszcza gdy jedna z najsilniejszych sił w Libanie otwarcie deklaruje, że nie zamierza podporządkować się decyzjom rządu.
Czy Waszyngtonowi uda się zbudować trwałe porozumienie, które ograniczy wpływy Hezbollahu i przyniesie ulgę milionom cywilów? Na razie pozostaje to otwartym pytaniem. Historia pokazuje jednak, że nawet najtrudniejsze konflikty czasem zaczynają się kończyć właśnie od takich rzadkich spotkań przy stole negocjacyjnym.