Równolegle z poszukiwaniami w okolicach Łowicza, swoje działania operacyjne prowadzili policjanci. Dzięki ich pracy nastąpił przełom w sprawie zaginięcia Mirona B.
– Informacje, które do nas napływały, wskazywały, że możemy mieć do czynienia z działaniem przestępczym, w które mogą być zamieszane osoby z najbliższego otoczenia zaginionego – opowiada nadkomisarz Adam Kolasa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.
Na przesłuchanie została wezwana żona Mirona B. Po tej rozmowie prokurator postawił jej zarzut zabójstwa „wspólnie i w porozumieniu z jej znajomym”.
– Kobieta formalnie nie przyznała się do zarzutów, natomiast obciążyła mężczyznę, z którym była związana, 36-latka – mówi Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Jeszcze wtedy śledczy nie byli w stanie określić, gdzie znajdują się zwłoki.
– Z relacji kobiety wynikało, że mężczyzna wywiózł zwłoki jej samochodem i ukrył w niewiadomym jej miejscu – wyjaśnia prokurator.
36-latka zatrzymano na terenie Niemiec.
– Nie przyznaje się do zarzutu. Natomiast żona ofiary, w wyjaśnieniach, które złożyła, potwierdza swój aktywny udział w ukrywaniu dowodów przestępstwa – mówi Kopania.
Zwłoki Mirona B. odnaleziono w Łodzi, w garażu, który wynajmował podejrzany 36-latek.
– Zwłoki zostały przetransportowane z Łowicza do Łodzi, prawdopodobnie oplem żony. Odnalezienie ich, to w dużej mierze kwestia przypadku i reakcji osoby, od której 36-latek wynajął garaż – przyznaje prokurator Kopania.
Mężczyzna nie wywiązał się z płatności za wynajmowane pomieszczenie.
– Dzwoniłam do niego parokrotnie, telefon miał wyłączony. Weszłam z mężem do środka garażu. Auta nie było, ale leżał dziwny pakunek. Mąż odsłonił koce, pomacał ręką i powiedział, że to chyba jakiś zwierz. Gdy odsunął bardziej, powiedział: to jest chyba ludzka stopa – opowiada Mirosława, właścicielka garażu.