Miliarderzy uciekają z Kalifornii? Zuckerberg może zapłacić 12 miliardów dolarów! Nadchodzi podatkowa rewolucja

Kalifornia, kojarzona z luksusowymi rezydencjami, gwiazdami Hollywood i gigantycznymi fortunami twórców technologicznych imperiów, może wkrótce stać się miejscem bezprecedensowego eksperymentu podatkowego. Mieszkańcy zdecydują, czy najbogatsi ludzie stanu powinni jednorazowo oddać fiskusowi 5 procent swojego majątku. Stawką są dziesiątki miliardów dolarów na ochronę zdrowia. Tymczasem część miliarderów już szuka sposobów na uniknięcie nowych obciążeń, a Mark Zuckerberg zawarł z Meta specjalne porozumienie, które może pomóc mu opłacić gigantyczny rachunek.

zdjęcie alzdjęcie al
Źródło zdjęć: © zdjęcie Al • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

3 listopada 2026 roku wyborcy w Kalifornii zagłosują nad propozycją oznaczoną numerem 40. Projekt przewiduje jednorazowe opodatkowanie majątku osób, których wartość aktywów netto wynosi co najmniej miliard dolarów.

Nie chodzi więc o podatek od rocznych dochodów, lecz o daninę obejmującą zgromadzony majątek, w tym udziały w przedsiębiorstwach, akcje i inne inwestycje, z określonymi ustawowo wyłączeniami.

Według szacunków rozwiązanie dotknęłoby nieco ponad 200 osób. Wśród kalifornijskich miliarderów znajdują się zarówno potentaci branży technologicznej, jak i znane postacie świata rozrywki, w tym Mark Zuckerberg, Oprah Winfrey, Kim Kardashian czy George Lucas.

100 miliardów dolarów do zdobycia. Wszystko przez kryzys finansowania ochrony zdrowia

Pomysłodawcy podatku przekonują, że bez dodatkowego źródła finansowania kalifornijski system opieki zdrowotnej może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji.

Za inicjatywą stoi między innymi związek zawodowy SEIU-UHW, reprezentujący pracowników ochrony zdrowia. Organizacja wskazuje, że zmiany w finansowaniu federalnym zagrażają szpitalom, przychodniom oraz programom zapewniającym dostęp do leczenia osobom o niższych dochodach.

Zwolennicy proponowanych przepisów liczą na uzyskanie około 100 miliardów dolarów w ciągu kilku lat.

Zgodnie z projektem 90 procent wpływów z podatku miałoby zostać przeznaczone na ochronę zdrowia. Pozostałe środki trafiłyby przede wszystkim na edukację, pomoc żywnościową i obsługę nowego mechanizmu podatkowego.

Kalifornijskie biuro analiz legislacyjnych podchodzi jednak ostrożniej do prognoz finansowych. Jego zdaniem wpływy mogą wynieść dziesiątki miliardów dolarów, ale dokładny rezultat będzie zależał między innymi od wyceny majątków i reakcji najbogatszych podatników.

Zuckerberg może dostać rachunek na miliardy. Meta znalazła rozwiązanie

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów konsekwencji proponowanego podatku jest sytuacja Marka Zuckerberga.

Majątek założyciela Facebooka i szefa Meta szacowany jest na ponad 200 miliardów dolarów. Oznacza to, że pięcioprocentowa danina mogłaby kosztować go około 11–12,5 miliarda dolarów, zależnie od przyjętej wyceny jego aktywów.

Jak poinformowały Reuters i Associated Press, Zuckerberg rozważał przeniesienie głównego miejsca zamieszkania poza Kalifornię. Ostatecznie zawarł jednak z kierowaną przez siebie spółką specjalne porozumienie.

Meta umożliwi mu sprzedaż nowej klasy akcji bez prawa głosu. Dzięki temu będzie mógł pozyskać pieniądze na ewentualne zobowiązanie podatkowe, nie tracąc kontroli nad przedsiębiorstwem.

W zamian Zuckerberg zobowiązał się, z określonymi wyjątkami, pozostać w Kalifornii przez kolejne osiem lat.

Nie wszyscy zamierzają zostać. Bogaci wyprowadzają się z Kalifornii

Informacje o planowanym podatku wywołały niepokój wśród części najzamożniejszych mieszkańców.

Według amerykańskich mediów niektórzy miliarderzy zaczęli przenosić swoje rezydencje i interesy do innych stanów. Wśród wymienianych nazwisk znaleźli się współzałożyciele Google, Larry Page i Sergey Brin, inwestor Peter Thiel, były szef Ubera Travis Kalanick oraz przedsiębiorca Don Hankey.

Ten ostatni przez wiele lat prowadził działalność w Los Angeles, ale zdecydował się przenieść do Nevady.

W rozmowie z magazynem "Forbes" tłumaczył, że przez lata tworzył w Kalifornii miejsca pracy, rozwijał firmy i zatrudniał tysiące osób. Zapowiedź nowego podatku sprawiła jednak, że poczuł się w stanie niemile widziany.

Istotne znaczenie ma tutaj data 1 stycznia 2026 roku. To właśnie miejsce zamieszkania w tym dniu ma decydować o objęciu miliardera proponowanym podatkiem. Oznacza to, że późniejsza przeprowadzka nie musi pozwolić na uniknięcie daniny.

Gubernator Kalifornii mówi "nie". Obawia się poważnych strat

Co ciekawe, projekt wzbudził sprzeciw nie tylko wśród przedsiębiorców, lecz również części polityków Partii Demokratycznej.

Jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych przeciwników jest gubernator Kalifornii Gavin Newsom.

Obawia się on, że dodatkowe obciążenia mogą przyspieszyć odpływ najbogatszych mieszkańców, a wraz z nimi wpływów z podatków dochodowych, które zasilają budżet stanu.

Przeciwnicy inicjatywy wskazują również na trudności związane z ustalaniem wartości udziałów w prywatnych przedsiębiorstwach oraz ryzyko ograniczenia inwestycji.

Według analizy kalifornijskiego biura legislacyjnego wprowadzenie podatku może w przyszłości zmniejszyć regularne wpływy z podatku dochodowego od miliarderów. Szacowany ubytek może wynosić mniej niż miliard dolarów rocznie.

Dodatkowym problemem jest fakt, że planowany podatek miałby charakter jednorazowy, podczas gdy potrzeby finansowe systemu opieki zdrowotnej są stałe.

Nie wszyscy miliarderzy protestują. Szef Nvidii akceptuje nowy podatek

Wśród najbogatszych mieszkańców Kalifornii nie ma jednak jednomyślności.

Jensen Huang, dyrektor generalny Nvidii, publicznie zadeklarował, że nie zamierza protestować przeciwko ewentualnemu opodatkowaniu swojego majątku. Podkreślał, że akceptuje obowiązki podatkowe związane z osiąganiem wysokich dochodów i posiadaniem wielkiej fortuny.

Podobne stanowisko przedstawił miliarder i przedsiębiorca Tom Steyer, który popiera ideę zwiększenia udziału najbogatszych w finansowaniu usług publicznych, choć dostrzega niedoskonałości samego projektu.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych politycznych zwolenników propozycji jest senator Bernie Sanders, od lat zwracający uwagę na nierówności majątkowe w Stanach Zjednoczonych.

Zwolennicy inicjatywy argumentują, że ogromne fortuny zgromadzone przez niewielką grupę mieszkańców mogą pomóc w utrzymaniu dostępu do leczenia milionom Kalifornijczyków.

Ponad 100 milionów dolarów na walkę z podatkiem

Sprzeciw wobec nowych przepisów również przybrał ogromną skalę.

Według analizy "Los Angeles Times" z 23 października, współzałożyciel Google Sergey Brin przekazał około 102 milionów dolarów na działania polityczne wymierzone w proponowany podatek.

Pieniądze przeznaczane są między innymi na kampanie informacyjne i reklamowe, których celem jest przekonanie wyborców do odrzucenia inicjatywy.

W kampanię angażują się także organizacje biznesowe i przedstawiciele różnych środowisk politycznych.

Kalifornijczycy są niemal równo podzieleni

Wyniki badań opinii publicznej pokazują, że sprawa może zostać rozstrzygnięta niewielką przewagą głosów.

We wrześniowym sondażu Berkeley Institute of Governmental Studies i "Los Angeles Times" poparcie dla podatku deklarowało 45 procent respondentów. Przeciwnych było 42 procent, natomiast 13 procent pozostawało niezdecydowanych.

Oznacza to, że wynik listopadowego głosowania pozostaje otwarty.

Na decyzję wyborców mogą wpłynąć zarówno obawy o przyszłość publicznej opieki zdrowotnej, jak i argumenty dotyczące możliwej wyprowadzki przedsiębiorców oraz konsekwencji gospodarczych.

3 listopada zapadnie decyzja o miliardach dolarów

Ostateczne rozstrzygnięcie nastąpi podczas głosowania 3 listopada 2026 roku. Przyjęcie propozycji nr 40 wymaga poparcia większości głosujących.

Dodatkową komplikacją są konkurencyjne propozycje referendalne nr 41 i 42, których przyjęcie i uzyskanie większej liczby głosów mogłoby uniemożliwić wejście podatku w życie.

Jeżeli nowe przepisy zaczną obowiązywać, danina obejmie osoby spełniające określone warunki majątkowe i mieszkające w Kalifornii 1 stycznia 2026 roku. Podatek ma być należny w 2027 roku, z możliwością rozłożenia płatności na kilka lat za dodatkową opłatą.

Decyzja kalifornijskich wyborców będzie obserwowana również poza granicami Stanów Zjednoczonych. Spór dotyczy bowiem nie tylko jednorazowego zasilenia budżetu, ale także szerszego pytania o możliwości finansowania usług publicznych poprzez opodatkowanie największych prywatnych fortun.

Wybrane dla Ciebie