ŚwiatLot do Dohy zawrócił nad Francją – naloty USA i Izraela na Iran paraliżują niebo nad Zatoką

Lot do Dohy zawrócił nad Francją – naloty USA i Izraela na Iran paraliżują niebo nad Zatoką

Pasażerowie lotu Qatar Airways z Birmingham do Dohy przeżyli w sobotę 28 lutego 2026 roku prawdziwy rollercoaster. Samolot wystartował o 08:14 czasu brytyjskiego (GMT), dotarł aż do przestrzeni powietrznej Francji, po czym otrzymał polecenie natychmiastowego zawrócenia. Maszyna wylądowała z powrotem w Birmingham około 11:20 – po ponad trzech godzinach w powietrzu.

Qatar Airways p
Qatar Airways p
Źródło zdjęć: © PIXABAY | redakcja ipolska24.pl

Linie Qatar Airways potwierdziły, że przyczyną jest zamknięcie katarskiej przestrzeni powietrznej w związku z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. "Bezpieczeństwo pasażerów i załogi jest naszym absolutnym priorytetem – współpracujemy z władzami, by jak najszybciej wznowić loty po ponownym otwarciu przestrzeni" – oświadczył rzecznik przewoźnika, przepraszając za niedogodności.

Podobne problemy dotknęły inne linie. Emirates zawiesiło wszystkie rejsy do i z Dubaju, a ponad 200 pasażerów British Airways z piątkowego wieczornego lotu na Heathrow wróciło do Londynu po tym, jak ich samolot pokonał jedną trzecią trasy i musiał zawrócić.

Tło sytuacji jest dramatyczne: w sobotę rano Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły skoordynowane naloty na cele w Iranie – w tym w Teheranie, Isfahanie i innych miastach. Iran odpowiedział kontratakami rakietowymi na bazy USA w regionie (Bahrajn, Katar, ZEA) oraz na Izrael. W Abu Zabi odłamek przechwyconego pocisku zabił cywila, a w kilku krajach Zatoki słychać było eksplozje i syreny.

Wielka Brytania nie brała udziału w atakach, ale skutki odczuwają przede wszystkim pasażerowie. Lotniska w Birmingham, Heathrow, Manchesterze i innych brytyjskich hubach informują o kolejnych odwołaniach i przekierowaniach – zwłaszcza do Dubaju, Abu Zabi, Dohy i Ammanu.

Eksperci lotniczy ostrzegają: zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Zatoką Perską i częściowo nad Irakiem oraz Jordanią oznacza, że większość rejsów do Azji Południowo-Wschodniej i Australii będzie musiała lecieć dłuższymi trasami przez Turcję i Azję Centralną – co oznacza dodatkowe 2–4 godziny lotu i wyższe koszty paliwa.

Pasażerom radzi się sprawdzać status lotu bezpośrednio u przewoźnika i przygotować się na opóźnienia nawet kilkudniowe. Sytuacja w regionie pozostaje bardzo dynamiczna – i na razie nie widać szybkiego powrotu do normalności.

usaizraelfrancja

Wybrane dla Ciebie