Referendum miało rozstrzygnąć, czy Reykjavik powinien ponownie rozpocząć rozmowy akcesyjne z Brukselą. Ostatecznie większość głosujących opowiedziała się przeciwko takiemu rozwiązaniu.
Wynik jest szczególnie istotny, ponieważ kwestia europejskiej integracji od lat dzieli islandzkie społeczeństwo. Jeszcze przed głosowaniem badania opinii publicznej sugerowały, że zwolennicy wznowienia negocjacji mogą mieć niewielką przewagę. Przy urnach sytuacja wyglądała jednak inaczej.
Gospodarka kontra obrona suwerenności
Zwolennicy zbliżenia z Unią przekonywali, że członkostwo mogłoby przynieść Islandii wymierne korzyści gospodarcze. Wśród argumentów pojawiały się między innymi nadzieje na niższe stopy procentowe, ograniczenie inflacji oraz spadek cen.
W kampanii pojawił się również argument dotyczący bezpieczeństwa. Zwolennicy integracji wskazywali na zmieniającą się sytuację geopolityczną i napięcia wokół Grenlandii. Ich zdaniem silniejsze związki z Unią mogłyby zwiększyć bezpieczeństwo Islandii w niepewnych czasach.
Przeciwnicy członkostwa przedstawiali zupełnie inną wizję. Ich zdaniem wejście do UE oznaczałoby ograniczenie niezależności państwa i utratę części kontroli nad własną polityką gospodarczą.
Szczególnie mocno przeciwko integracji opowiadały się środowiska związane z rolnictwem oraz rybołówstwem i wielorybnictwem. Obawiano się między innymi zmian dotyczących połowów, limitów oraz regulacji obowiązujących poszczególne branże.
Przeciwko wznowieniu negocjacji opowiadała się również część islandzkiej opozycji, w tym konserwatywna Partia Niepodległości.
Premier: debata o przyszłości Islandii nabrała tempa
Referendum wywołało intensywną dyskusję o tym, jaką rolę Islandia powinna odgrywać na arenie międzynarodowej.
Premier Kristrún Frostadóttir, głosując w Reykjaviku, zwracała uwagę, że kampania referendalna wyraźnie ożywiła debatę na temat pozycji kraju w świecie.
Teraz wynik głosowania będzie miał również konkretne konsekwencje polityczne. Temat wznowienia negocjacji z Unią Europejską ma zostać odłożony co najmniej do końca obecnej kadencji islandzkiego parlamentu, czyli do 2028 roku.
Islandia próbowała już raz
Historia islandzkich starań o członkostwo w UE sięga 2009 roku. Wniosek akcesyjny został złożony w czasie światowego kryzysu finansowego, który szczególnie mocno dotknął islandzką gospodarkę.
Negocjacje zostały następnie wstrzymane w 2013 roku. W tamtym czasie sytuacja gospodarcza Europy oraz problemy związane ze strefą euro sprawiały, że przyszłość projektu europejskiej integracji była znacznie mniej oczywista.
Najnowsze referendum pokazuje, że mimo powracającej debaty Islandczycy nadal nie są gotowi na ponowne otwarcie drogi prowadzącej do członkostwa w Unii Europejskiej. Na kolejną poważną polityczną dyskusję o akcesji przyjdzie więc prawdopodobnie poczekać przynajmniej do 2028 roku.