ŚwiatIran kontra Zatoka: sąsiedzi płacą najwyższą cenę za amerykańsko-izraelskie bombardowania

Iran kontra Zatoka: sąsiedzi płacą najwyższą cenę za amerykańsko-izraelskie bombardowania

Gdy w sobotni poranek 27 lutego 2026 roku amerykańskie i izraelskie samoloty rozpoczęły zmasowane uderzenia na cele w Iranie, mało kto spodziewał się, że zaledwie kilkanaście godzin później irańskie pociski i drony zaczną spadać na luksusowe dzielnice Abu Zabi, lotniska w Bahrajnie czy bazy w Katarze i Kuwejcie.

Dubaj
Dubaj
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Kinga R.S.

Najbardziej dotkliwie ucierpiały państwa Zatoki Perskiej – długoletni sojusznicy USA, które od lat goszczą amerykańskie bazy wojskowe i okręty Piątej Floty. W Abu Zabi odłamek przechwyconego irańskiego pocisku balistycznego zabił cywila i uszkodził osiedle willowe. W Manamie (Bahrajn) mieszkańcy przez całą noc budzili się od huków – co najmniej dwa pociski dotarły w pobliże kwatery głównej Piątej Floty. W Dosze syreny alarmowe wyły nad największą amerykańską bazą lotniczą Al-Udeid.

Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały, że ich obrona powietrzna przechwyciła 165 pocisków balistycznych, 2 pociski manewrujące i 541 dronów – liczby robią wrażenie, ale jednocześnie pokazują skalę irańskiego odwetu. Bahrajn, Katar i Kuwejt również zgłaszały skuteczne przechwycenia, lecz w każdym z tych krajów odnotowano odłamki spadające na tereny cywilne.

Teheran oficjalnie zaprzecza atakom na sąsiadów. Minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi w rozmowie z Al-Dżazirą stwierdził: "Nie uderzamy w kraje Zatoki. Atakujemy wyłącznie amerykańską obecność wojskową na ich terytorium. Jeśli sąsiedzi mają pretensje – niech kierują je do Waszyngtonu".

Rzeczywistość jest jednak inna. Państwa arabskie Zatoki od lat starały się zachować neutralność w konflikcie irańsko-amerykańsko-izraelskim – Oman pośredniczył w rozmowach nuklearnych, Arabia Saudyjska i ZEA ograniczały publiczne poparcie dla ataków na Iran. Mimo to właśnie one ponoszą największe straty cywilne i gospodarcze.

Iran od rewolucji 1979 roku marzy o tym, by arabskie monarchie Zatoki uznały go za "żandarma regionu" i wyrzuciły amerykańskie wojska. Ataki na ich terytorium to jasny sygnał: dopóki Amerykanie stacjonują w Zatoce – nikt nie będzie bezpieczny.

Najbardziej niepokojące jest to, że infrastruktura cywilna – lotniska, hotele, centra handlowe, osiedla – nigdy nie była projektowana z myślą o odporności na ataki dronowe i rakietowe. Teraz, gdy Iran udowodnił, że potrafi uderzać w głąb terytorium sąsiadów, mieszkańcy Dubaju, Manamy czy Rijadu po raz pierwszy od dekad czują się bezpośrednimi celami.

Czy Arabia Saudyjska i ZEA zaczną głośniej domagać się od USA wycofania części sił? Czy Oman zerwie rolę mediatora? A może właśnie ten cios sprawi, że państwa Zatoki jeszcze mocniej przytulą się do amerykańskiej tarczy?

Na razie nad Zatoką unosi się czarny dym – i nie jest to tylko dym z przechwyconych pocisków. To dym politycznej i gospodarczej niepewności, który może potrwać znacznie dłużej niż same ataki.

iranusadubaj

Wybrane dla Ciebie