Hiszpania otwiera drzwi dla pół miliona migrantów. Sánchez nazywa to "aktem sprawiedliwości", opozycja – "oburzającą nagrodą"
Rząd Pedro Sáncheza przyjął kontrowersyjny plan, który ma zalegalizować pobyt prawie 500 tysięcy osób przebywających w Hiszpanii bez dokumentów. Decyzja socjalistycznego premiera wywołała falę gorących dyskusji – od entuzjastycznego poparcia po ostre oskarżenia o zachęcanie do nielegalnej migracji.
W liście opublikowanym w mediach społecznościowych Sánchez określił masową legalizację jako "uznanie rzeczywistości". Jego zdaniem pół miliona ludzi, którzy już od lat żyją i pracują w Hiszpanii, zasługuje na formalne włączenie do społeczeństwa. "To oni pomogli zbudować kraj, jakim jesteśmy dzisiaj – bogaty, otwarty i różnorodny" – napisał premier.
Zgodnie z nowym programem, migranci będą mogli ubiegać się o roczne, odnawialne zezwolenie na pobyt i pracę. Warunkiem jest przebywanie w Hiszpanii co najmniej pięć miesięcy oraz brak karalności. Wnioski będzie można składać od 16 kwietnia do końca czerwca 2026 roku.
Rząd argumentuje, że legalizacja jest konieczna ze względu na starzejące się społeczeństwo i potrzeby gospodarki. Sánchez podkreślił, że Hiszpania sama w przeszłości masowo emigrowała w poszukiwaniu lepszego życia, dlatego teraz powinna okazać solidarność. Think tank Funcas szacuje, że w kraju przebywa obecnie około 840 tysięcy osób bez legalnego statusu, z czego większość pochodzi z Ameryki Łacińskiej.
Decyzja spotkała się z ostrą krytyką ze strony konserwatywnej Partii Ludowej (PP). Opozycja zapowiedziała walkę o zablokowanie programu, twierdząc, że nagradza on łamanie prawa i może zachęcić kolejne fale migrantów. PP podkreśla, że rzeczywista liczba chętnych może sięgnąć nawet miliona osób.
Zupełnie inne stanowisko zajęła hiszpańska konferencja biskupów – Kościół katolicki zdecydowanie poparł inicjatywę rządu.
Historia nie jest nowa dla Hiszpanii. Podobne amnestie przeprowadzano już wcześniej – zarówno za rządów socjalistów, jak i Partii Ludowej. Największa z nich miała miejsce w 2005 roku, gdy zalegalizowano pobyt ponad 577 tysięcy migrantów.
Program rusza w szczególnym momencie – gdy wiele krajów europejskich zaostrza politykę migracyjną i wzmacnia ochronę granic. Hiszpania idzie dokładnie w przeciwnym kierunku.
Dla wielu migrantów, jak boliwijski grafik Ricardo, nowa regulacja to szansa na stabilizację. "Będę mógł normalnie pracować, płacić podatki i żyć godnie" – mówi. Zwolennicy programu przekonują, że legalizacja przyniesie korzyści także państwu: więcej legalnych pracowników i większe wpływy do budżetu.
Krytycy ostrzegają jednak, że masowe przyznawanie statusu może wywołać efekt domina i zwiększyć presję migracyjną na południowe granice Europy.
Decyzja rządu Sáncheza pokazuje głęboki podział w hiszpańskim społeczeństwie. Dla jednych to akt humanitaryzmu i pragmatyzmu gospodarczego, dla drugich – nieodpowiedzialne otwarcie drzwi, które może mieć dalekosiężne konsekwencje. Spór dopiero się zaczyna.