ŚwiatGrenlandia na celowniku Waszyngtonu. Biały Dom nie wyklucza żadnego scenariusza

Grenlandia na celowniku Waszyngtonu. Biały Dom nie wyklucza żadnego scenariusza

Administracja Stanów Zjednoczonych otwarcie przyznaje, że rozważa różne warianty przejęcia kontroli nad Grenlandią – włącznie z użyciem sił zbrojnych. Informację tę potwierdził Biały Dom, podkreślając, że sprawa arktycznej wyspy ma dziś dla USA rangę "priorytetu bezpieczeństwa narodowego".

Grenlandia
Grenlandia
Źródło zdjęć: © PIXABAY | redakcja ipolska24.pl

Słowa te wywołały natychmiastową reakcję w Europie. Kilka godzin po stanowisku Waszyngtonu przywódcy siedmiu państw – Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Polski oraz Danii – wydali wspólne oświadczenie, w którym jednoznacznie poparli Kopenhagę i przypomnieli, że o przyszłości Grenlandii mogą decydować wyłącznie jej mieszkańcy oraz państwo duńskie.

Prezydent USA Donald Trump już wcześniej kilkukrotnie podkreślał, że Stany Zjednoczone "potrzebują Grenlandii" ze względów strategicznych. W ostatni weekend powtórzył, że Arktyka ma kluczowe znaczenie dla globalnego bezpieczeństwa, co w Danii zostało odebrane jako bezprecedensowa presja na sojusznika z NATO. Premier Danii ostrzegła nawet, że ewentualny atak USA na Grenlandię oznaczałby faktyczny koniec Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Biały Dom, pytany o granice działań administracji, nie pozostawił wątpliwości. W oficjalnej odpowiedzi dla mediów zaznaczono, że prezydent i jego doradcy analizują "pełne spektrum opcji", a użycie amerykańskich sił zbrojnych zawsze pozostaje narzędziem, którym dysponuje naczelny dowódca.

Europejscy przywódcy w swoim stanowisku podkreślili, że bezpieczeństwo Arktyki jest wspólną odpowiedzialnością całego NATO, a nie polem jednostronnych działań. Wezwali także do bezwzględnego poszanowania zasad Karty Narodów Zjednoczonych, w tym suwerenności i nienaruszalności granic. Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen przyjął to oświadczenie z zadowoleniem, apelując jednocześnie o "dialog oparty na wzajemnym szacunku i prawie międzynarodowym".

Sprawa Grenlandii nabrała nowej dynamiki po niedawnej operacji wojskowej USA w Wenezueli, zakończonej zatrzymaniem prezydenta Nicolás Maduro i jego przewiezieniem do Nowego Jorku. Dzień po tym wydarzeniu w amerykańskich mediach społecznościowych pojawiła się grafika przedstawiająca Grenlandię w barwach flagi USA z podpisem "Wkrótce", co dodatkowo podgrzało napięcia.

Stephen Miller, jeden z kluczowych współpracowników Trumpa, oświadczył publicznie, że "formalnym stanowiskiem rządu USA jest przekonanie, iż Grenlandia powinna znaleźć się w granicach Stanów Zjednoczonych". Z kolei przedstawiciele Departamentu Stanu zapewniają, że Waszyngton dąży przede wszystkim do "budowania trwałych relacji handlowych" i reaguje na rosnącą aktywność Rosji i Chin w regionie arktycznym.

Według nieoficjalnych informacji rozważane są również scenariusze pokojowe, takie jak wykup wyspy od Danii lub zawarcie z Grenlandią paktu o wolnym stowarzyszeniu. Sekretarz stanu Marco Rubio miał przekonywać amerykańskich senatorów, że administracja nie planuje militarnej inwazji, choć temat zakupu terytorium pozostaje na stole.

Grenlandia liczy zaledwie około 57 tysięcy mieszkańców i od 1979 roku posiada szeroką autonomię, jednak polityka zagraniczna i obronność nadal należą do kompetencji Danii. Choć wielu Grenlandczyków opowiada się w długiej perspektywie za pełną niepodległością, sondaże pokazują zdecydowany sprzeciw wobec przyłączenia do Stanów Zjednoczonych.

Dla mieszkańców wyspy amerykańskie deklaracje brzmią niepokojąco. – To przerażające słyszeć, jak mówi się o nas jak o przedmiocie geopolitycznej transakcji – podkreślają lokalni komentatorzy. W obliczu narastających napięć jedno jest pewne: przyszłość Grenlandii staje się jednym z najbardziej drażliwych tematów współczesnej polityki międzynarodowej.

grenlandiawaszyngtonbiały dom

Wybrane dla Ciebie