Francja stanęła w obliczu gigantycznego strajku. Setki tysięcy ludzi na ulicach, zamknięta wieża Eiffla i starcia z policją

zdjęcie alzdjęcie al
Źródło zdjęć: © zdjęcie Al • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Francję ogarnęła kolejna fala protestów społecznych. W czwartek, 5 listopada, setki tysięcy osób wyszły na ulice, domagając się wyższych wynagrodzeń, poprawy warunków w szkołach i większych nakładów na usługi publiczne. Do ogólnokrajowego strajku przyłączyli się pracownicy różnych sektorów gospodarki, uczniowie, studenci oraz przedstawiciele ruchu "żółtych kamizelek". Zamknięto wieżę Eiffla, zakłócona została działalność szkół i szpitali, a w kilku miastach doszło do starć demonstrantów z policją. Władze skierowały do zabezpieczenia protestów aż 70 tysięcy funkcjonariuszy.

Czwartkowa mobilizacja jest jedną z największych odsłon narastającego od września niezadowolenia społecznego we Francji. Początkowo protesty koncentrowały się przede wszystkim na problemach szkolnictwa średniego. Uczniowie i nauczyciele zwracali uwagę na niedofinansowanie placówek, pogarszające się warunki nauki oraz niewystarczające zasoby kadrowe.

Z czasem protesty zaczęły obejmować coraz szersze grupy społeczne. Do młodzieży dołączyli pracownicy sektora publicznego i prywatnego, emeryci oraz osoby sprzeciwiające się rosnącym kosztom życia.

Ostatecznie pięć central związkowych – CGT, CFDT, FO, UNSA i FSU – zdecydowało się na wspólne zorganizowanie ogólnokrajowego dnia protestu.

Skala mobilizacji okazała się ogromna. Według danych przekazanych przez związek CGT do godziny 13:00 na ulice 73 francuskich miast wyszło ponad 250 tysięcy demonstrantów. Z kolei francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informowało o około 270 tysiącach uczestników w 180 zgromadzeniach poza Paryżem, jeszcze przed rozpoczęciem głównego pochodu w stolicy.

Sophie Binet, przewodnicząca CGT, zapowiedziała, że obecna mobilizacja nie będzie ostatnią. Związkowcy oczekują konkretnych decyzji dotyczących wynagrodzeń, zatrudnienia i finansowania usług publicznych, a w przypadku braku porozumienia zamierzają kontynuować naciski na rząd.

Głównym powodem niezadowolenia są rosnące koszty codziennego życia. Demonstranci wskazują na ceny żywności, paliw, energii oraz mieszkań, które coraz mocniej obciążają domowe budżety.

Związki zawodowe domagają się podwyższenia płacy minimalnej, znanej we Francji jako SMIC, oraz szerszego wzrostu wynagrodzeń. Jednym z postulatów jest zwiększenie miesięcznych pensji o 100 euro netto.

Przedstawiciele pracowników przekonują, że dotychczasowe podwyżki nie nadążają za wydatkami ponoszonymi przez gospodarstwa domowe. Protestują również przeciwko ograniczaniu finansowania sektora publicznego i pogarszającym się warunkom zatrudnienia.

Szczególnie silne niezadowolenie widoczne jest w szkolnictwie. Według danych francuskiego ministerstwa edukacji do strajku przystąpiło około 16 procent nauczycieli. Związki zawodowe informowały natomiast o zakłóceniach w funkcjonowaniu ponad jednej czwartej liceów oraz znacznej części uczelni wyższych.

Uczniowie i studenci nie ograniczają swoich postulatów wyłącznie do zwiększenia wydatków na edukację. Domagają się również zmian w systemie rekrutacji na studia oraz poprawy warunków nauki.

Jednym z najbardziej krytykowanych rozwiązań jest Parcoursup, internetowa platforma służąca do przyjmowania kandydatów na francuskie uczelnie. Rząd zapowiedział już jej reformę, a docelowo zastąpienie innym systemem do 2028 roku.

Protesty odbiły się również na funkcjonowaniu transportu publicznego, placówek medycznych i atrakcji turystycznych.

W Paryżu zamknięta została wieża Eiffla, a część sal wystawowych Luwru była niedostępna dla zwiedzających. Zakłócenia wystąpiły także w niektórych połączeniach kolejowych i komunikacji miejskiej.

Do strajku wezwano również pracowników rafinerii oraz sektora energetycznego. Protesty wpłynęły na produkcję energii elektrycznej, w tym na funkcjonowanie części elektrowni jądrowych.

Równolegle z pokojowymi manifestacjami w kilku miastach doszło do niebezpiecznych incydentów.

W Lyonie, w rejonie mostu Gallieni, podpalono samochód. Doszło tam również do konfrontacji pomiędzy policją a osobami związanymi z radykalnymi środowiskami protestacyjnymi. Funkcjonariusze użyli środków przymusu, próbując opanować sytuację.

Starcia odnotowano także w Rennes na północnym zachodzie Francji. Według lokalnych władz jeszcze przed rozpoczęciem głównego pochodu związkowego pojawiła się grupa zamaskowanych osób, których zachowanie uznano za zagrożenie dla porządku publicznego.

Obawiając się powtórzenia zamieszek z poprzednich tygodni, francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowało rozbudowaną operację zabezpieczenia demonstracji.

Minister Laurent Nuñez poinformował, że na ulice skierowano 70 tysięcy policjantów i żandarmów. Do dyspozycji służb oddano także specjalistyczny sprzęt, w tym pojazdy opancerzone, armatki wodne, śmigłowce i drony.

Władze zapowiedziały zdecydowane działania wobec osób dopuszczających się przemocy, niszczenia mienia i grabieży.

Szczególne środki bezpieczeństwa zastosowano w Paryżu, gdzie trwał spór dotyczący przebiegu głównej demonstracji.

Organizatorzy chcieli poprowadzić pochód od placu Bastylii do placu Zgody, w pobliżu najważniejszych instytucji państwowych, w tym Pałacu Elizejskiego, Zgromadzenia Narodowego i siedziby premiera.

Policja nie zgodziła się jednak na taki przebieg marszu. Ostatecznie demonstrantom wyznaczono trasę z placu Republiki do placu Narodu.

Związkowcy krytykowali tę decyzję, wskazując, że ogranicza ona widoczność protestu i utrudnia przygotowanie manifestacji. Władze argumentowały natomiast, że zmiana trasy była konieczna ze względów bezpieczeństwa.

Obawy służb wiążą się przede wszystkim z gwałtownymi wydarzeniami z 17 października. Podczas tamtych protestów w wielu francuskich miastach doszło do zamieszek, podpaleń oraz plądrowania sklepów.

W tegoroczną falę demonstracji coraz mocniej angażują się również uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek", który przed laty stał się symbolem sprzeciwu wobec wysokich kosztów życia i polityki gospodarczej francuskich władz.

Przedstawiciele tego środowiska zapowiadają kontynuowanie protestów także w piątek i sobotę. Nie wykluczają blokowania dróg oraz organizowania kolejnych demonstracji.

Rząd próbuje jednocześnie ograniczyć skutki niezadowolenia społecznego. Wśród podjętych działań znalazła się decyzja o uwolnieniu 10 milionów baryłek oleju napędowego ze strategicznych rezerw, aby złagodzić presję na ceny paliw.

Zapowiedziano również zmiany dotyczące szkolnictwa i systemu rekrutacji na uczelnie.

Związki zawodowe uważają jednak, że przedstawione propozycje nie rozwiązują podstawowych problemów, z jakimi mierzą się francuscy pracownicy i rodziny.

Czwartkowy strajk pokazuje, że protesty, które rozpoczęły się jako sprzeciw wobec sytuacji w szkołach, przerodziły się w znacznie szerszy ruch społeczny. Jego uczestników łączy przekonanie, że wzrost kosztów życia, problemy edukacji i ograniczenia w usługach publicznych wymagają zdecydowanej odpowiedzi władz.

Na razie nie wiadomo, czy rząd zdecyduje się na kolejne ustępstwa. Związkowcy zapowiadają jednak, że bez konkretnych działań demonstracje będą kontynuowane.

Wybrane dla Ciebie