Historia zaczyna się na Litwie, gdzie 27-latek miał otrzymać zadanie odebrania nietypowego depozytu pozostawionego na cmentarzu. Były to dwie puszki wyglądające jak zwykłe opakowania kukurydzy. Następnie przewiózł je do Polski i pozostawił w skrytce zlokalizowanej w rejonie autostrady A2 niedaleko Zgierza.
Nie miało to być jego jedyne zadanie. Z ustaleń śledczych przytaczanych przez "Gazetę Wyborczą" wynika, że mężczyzna transportował także karty SIM i części wykorzystywane w dronach.
Osobny wątek dotyczy przesyłek kurierskich. 27-latek miał uczestniczyć w nadawaniu paczek, których zawartość na pierwszy rzut oka nie wzbudzała podejrzeń. Znajdowały się w nich m.in. kosmetyki oraz poduszki do masażu. W przedmiotach miały być jednak ukryte substancje łatwopalne i elementy służące do inicjowania pożaru.
Niedługo później w kilku miejscach w Europie doszło do pożarów przesyłek. Incydenty odnotowano m.in. w centrum logistycznym DHL w Birmingham, na lotnisku w Lipsku oraz w ciężarówce znajdującej się w bazie transportowej pod Warszawą.
Sprawa zainteresowała służby kilku państw. W Polsce działania prowadziła m.in. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Funkcjonariuszom udało się dotrzeć do miejsca w okolicach Zgierza, w którym wcześniej pozostawiono dwie puszki. Kiedy jednak sprawdzono skrytkę, pojemników już w niej nie było.
Znacznie bardziej niepokojącego odkrycia dokonano na Litwie. Tamtejsze służby znalazły kolejne pojemniki przypominające puszki z żywnością. Ich zawartością nie była jednak kukurydza. Według ustaleń śledczych w środku znajdował się silny materiał wybuchowy.
Od tego momentu kluczowe stało się pytanie o los dwóch pojemników, które wcześniej znalazły się na terytorium Polski. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", służby poszukują ich od około dwóch lat.
Nowego znaczenia sprawa nabrała po wydarzeniach w Niemczech. W ubiegłym tygodniu na lotnisku w Lipsku dron, do którego przymocowany był pojemnik z materiałem wybuchowym, uderzył w ukraiński samolot transportowy Antonow.
Niemieccy śledczy zabezpieczyli urządzenie i rozpoczęli badania pozostawionych na nim śladów. Według informacji niemieckich mediów znaleziono materiał DNA odpowiadający profilowi znanemu już z wcześniejszego postępowania prowadzonego na Litwie.
Jeżeli związek obu spraw zostanie potwierdzony, może to okazać się istotnym przełomem w międzynarodowym śledztwie. Pojawiła się bowiem hipoteza, że pojemnik wykorzystany podczas zdarzenia w Lipsku może być jednym z tych, których wcześniej bezskutecznie poszukiwano po ich przewiezieniu przez Polskę.
Na razie nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia, że chodzi o dokładnie ten sam ładunek. Ustalenie jego pochodzenia pozostaje jednym z elementów prowadzonego postępowania.
Według informacji przytaczanych przez "Gazetę Wyborczą" 27-letni kurier miał zostać pozyskany przez osoby działające na rzecz rosyjskiego GRU za pośrednictwem Telegrama. Sprawa pokazuje jednocześnie, w jaki sposób do działań dywersyjnych mogą być wykorzystywane pozornie zwyczajne przedmioty, cywilne kanały transportowe i osoby rekrutowane do wykonywania pojedynczych zadań.
Śledztwo ma charakter międzynarodowy, a służby próbują obecnie odtworzyć drogę poszczególnych ładunków i ustalić osoby odpowiedzialne za ich przygotowanie, transport oraz późniejsze wykorzystanie. Jedną z najważniejszych niewiadomych pozostaje los drugiej z puszek, która miała zostać przywieziona do Polski.