Naukowcy z NASA, analizując zdjęcia satelitarne, oszacowali, że w nadmorskim stanie La Guaira zniszczeniu lub zawaleniu uległo prawie 59 tysięcy budynków. Tymczasem władze w Caracas podawały znacznie niższe liczby – zaledwie 855 uszkodzonych obiektów, w tym 189 całkowicie zawalonych. Różnica jest porażająca.
Mimo upływu czasu ratownicy i ochotnicy nadal przeczesują gruzy w nadziei na cud. W ostatnich godzinach udało się wydobyć żywego 21-latka oraz noworodka, którego ratownicy podawali sobie z rąk do rąk i przekazali najprawdopodobniej ojcu. Prezydent Salwadoru Nayib Bukele poinformował, że jego ekipy nawiązały kontakt z 44-letnim mężczyzną uwięzionym pod gruzami – podano mu wodę i trwają prace nad uwolnieniem go.
Niestety eksperci są zgodni: szanse na znalezienie kolejnych ocalałych maleją z każdą godziną. Liczba zaginionych może przekraczać 50 tysięcy.
Ciała w porcie i przepełnione kostnice
Sytuacja w La Guaira jest dramatyczna. Według niezależnego portalu Efecto Cocuyo setki ciał ofiar składowane są w chłodniach portowych, bo miejscowa kostnica jest całkowicie przepełniona. Świadkowie mówią, że ponad sto zwłok leżało w poniedziałek bezpośrednio na ziemi.
"Takie jest założenie. To bardzo smutne" – przyznał otwarcie Gianluca Rampolla, komentując dostawę worków na zwłoki.
Kryzys na kryzysie
Kataklizm uderzył w kraj już od lat pogrążony w głębokim kryzysie gospodarczym i politycznym. Lata zapaści i autorytarnych rządów doprowadziły do dramatycznego osłabienia służb medycznych i systemów reagowania na klęski żywiołowe. Mieszkańcy skarżą się na brak ciężkiego sprzętu – wielu odgruzowywało domy gołymi rękami.
Narasta też krytyka wobec władz. Związek zawodowy dziennikarzy SNTP potępił decyzję o 48-godzinnym wstrzymaniu dostępu zagranicznych korespondentów do strefy katastrofy. Zdaniem władz chodziło o względy sanitarne i ciszę podczas akcji ratunkowej. Krytycy widzą w tym próbę ukrycia skali dramatu.
Do Wenezueli przybyło już ponad 2 tysiące ratowników z całego świata. Nie wszystkim jednak udało się włączyć w akcję. Niemiecko-austriacka ekipa Samariterbund musiała wrócić z lotniska – władze Wenezueli nie wyraziły zgody na ich wjazd.