SportZimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kolejorz fatalnie rozpoczął wiosnę

Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kolejorz fatalnie rozpoczął wiosnę

Wieczór 31 stycznia 2026 roku na Enea Stadionie w Poznaniu przeszedł do historii nie tylko z powodu ekstremalnego mrozu, ale przede wszystkim sensacyjnego wyniku. Aktualny mistrz Polski, Lech Poznań, zainaugurował rundę wiosenną PKO BP Ekstraklasy porażką 1:3 z Lechią Gdańsk. Goście z Trójmiasta wykorzystali fatalne błędy w defensywie Kolejorza i odnieśli pierwsze zwycięstwo na Bułgarskiej od 2018 roku.

Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Mecz rozpoczął się koszmarnie dla gospodarzy. Już w 2. minucie Camilo Mena popędził lewym skrzydłem, wbiegł w pole karne i dograł do Tomasza Neugebauera, który precyzyjnym, płaskim strzałem pokonał Bartosza Mrozka – 0:1. Lechici potrzebowali ponad 20 minut, by otrząsnąć się z szoku. W 26. minucie nadzieja wróciła – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Ali Gholizadeh dopadł do piłki w zamieszaniu i z bliska wpakował ją do siatki, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:1.

  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
  • Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. Kole
[1/7] Zimny kubeł na inaugurację – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk. KoleŹródło zdjęć: © Licencjodawca

Niestety druga odsłona okazała się prawdziwą katastrofą w wykonaniu bloku defensywnego Lecha. W 47. minucie Mena znów zaatakował z prawej flanki, dośrodkował w pole karne, a Antonio Milić – próbując wybić piłkę – trafił niefortunnie lewą nogą do własnej bramki. 1:2. Ósem minut później Lech dostał kolejny cios – Aleksandar Cirković genialnym prostopadłym podaniem wypuścił Tomáša Bobčeka, który samotnie minął obrońców i pewnym strzałem ustalił wynik na 1:3. Słowacki snajper Lechią zaliczył 14. gola w sezonie i umocnił się na czele klasyfikacji strzelców ligi.

Bartosz Mrozek w bramce Lecha kilkukrotnie interweniował w sytuacjach sam na sam lub po dobitkach, zapobiegając prawdziwej masakrze. Bez jego refleksu wynik mógłby być znacznie bardziej bolesny. Cała linia obrony – z Mateuszem Skrzypczakiem na czele – popełniła szereg rażących błędów w ustawieniu, komunikacji i czytaniu gry, co w połączeniu z szybkimi kontrami Lechii dało efekt miażdżący.

Zmiany wprowadzane przez trenera Frederiksena nie przyniosły oczekiwanego przełomu. Rezerwowi nie zdołali wstrząsnąć zespołem, a Lech – mimo przewagi w posiadaniu piłki (ok. 72% według relacji) – nie stworzył sobie klarownych okazji do wyrównania.

Kibice, którzy mimo temperatur oscylujących wokół -10°C i silnego wiatru stawili się na trybunach w solidnej liczbie, przez większość spotkania dawali z siebie wszystko. Niestety, w końcówce atmosfera na stadionie była już mocno przytłoczona rozczarowaniem. To drugi z rzędu falstart wiosenny Kolejorza po bolesnej jesiennej porażce 1:4 z Cracovią – tym razem jednak w roli ofiary znalazła się drużyna, która miała aspiracje do obrony tytułu.

Lechia Gdańsk pokazała, że jej ofensywny, odważny styl gry pod wodzą Johna Carvera potrafi rozbić nawet mistrza na jego własnym terenie. Dla Lecha to poważny sygnał alarmowy – przed kolejnymi spotkaniami defensywa musi zostać gruntownie przepracowana, bo w obecnej formie wiosenny marsz po mistrzostwo może zakończyć się bardzo szybko.

Bilans inauguracji 2026: zero punktów, trzy stracone bramki i dużo pracy do wykonania. Kolejorz musi jak najszybciej znaleźć antidotum na własne błędy – bo liga nie czeka.

Wybrane dla Ciebie