Miliony stron prawdy i chaosu. Co naprawdę wynika z nowych akt Epsteina
Departament Sprawiedliwości USA ujawnił największy w historii pakiet dokumentów dotyczących sprawy Jeffreya Epsteina. Do opinii publicznej trafiły miliony stron akt, setki tysięcy zdjęć i tysiące nagrań wideo – efekt ustawy przyjętej w ubiegłym roku, która zobowiązała rząd do pełnej transparentności w tej sprawie. Skala publikacji jest bezprecedensowa, ale jej konsekwencje budzą równie wielkie kontrowersje, co same dokumenty.
W piątek udostępniono około trzech milionów stron akt, 180 tysięcy zdjęć i ponad dwa tysiące filmów związanych z działalnością Jeffrey Epstein, zmarłego w 2019 roku przestępcy seksualnego. To największe jednorazowe ujawnienie dokumentów przez amerykański rząd od momentu wejścia w życie tzw. Epstein Files Transparency Act.
Publikacja nastąpiła sześć tygodni po przekroczeniu ustawowego terminu, wyznaczonego po podpisaniu ustawy przez Donald Trump. Opóźnienie tylko wzmocniło podejrzenia części opinii publicznej, że w sprawie Epsteina przez lata chroniono wpływowe osoby.
Trump wspominany setki razy
Nazwisko prezydenta USA pojawia się w nowo ujawnionych aktach setki razy. Dokumenty pokazują, że Trump utrzymywał relacje towarzyskie z Epsteinem, choć sam polityk wielokrotnie podkreślał, że ich znajomość zakończyła się wiele lat przed ujawnieniem przestępstw finansisty. Trump konsekwentnie zaprzecza jakiejkolwiek wiedzy o nadużyciach seksualnych Epsteina i nie został oskarżony przez żadną z jego ofiar.
Wśród ujawnionych materiałów znalazła się lista zgłoszeń kierowanych do FBI na krajową infolinię zagrożeń, sporządzona tuż przed wyborami w 2020 roku. Zawiera ona liczne zarzuty wobec Trumpa, Epsteina i innych znanych osób, jednak – jak podkreśla Departament Sprawiedliwości – wiele z nich opiera się na niezweryfikowanych informacjach i nie zostało poparte dowodami. Zarówno Biały Dom, jak i resort sprawiedliwości uznały te oskarżenia za bezpodstawne.
Musk, Gates i elity pod lupą
Akta rzucają nowe światło na korespondencję Epsteina z wpływowymi postaciami świata polityki i biznesu. Wśród nich znalazły się e-maile wymieniane z Elon Musk, w których miliarder pytał m.in. o "najbardziej szaloną imprezę" na prywatnej wyspie Epsteina. Choć korespondencja sugeruje, że rozmowy o wizycie trwały przez kilka lat, nie ma dowodów, by Musk kiedykolwiek rzeczywiście znalazł się na wyspie finansisty.
Osobny wątek dotyczy Bill Gates. Rzecznik Gatesa stanowczo odrzucił sensacyjne zarzuty zawarte w dokumentach, określając je jako "absolutnie absurdalne i całkowicie fałszywe". Według jego przedstawicieli e-maile, które przypisywane są Epsteinowi, pokazują jedynie frustrację finansisty po zerwaniu relacji z Gatesem, a nie jakiekolwiek przestępstwo.
Brytyjskie powiązania i wrażliwe nazwiska
Nowe dokumenty ujawniają także bliskie relacje Epsteina z brytyjską elitą, w tym korespondencję z osobą identyfikowaną jako Prince Andrew. E-maile dotyczą m.in. spotkań towarzyskich i kolacji w Pałacu Buckingham, ale – jak podkreślają autorzy akt – nie wskazują na popełnienie przestępstw. Andrew od lat zaprzecza wszelkim nieprawidłowościom związanym z Epsteinem.
Kontrowersje wzbudziły również e-maile sugerujące kontakty Epsteina z byłą żoną księcia, Sarah Ferguson, oraz informacje o przelewach finansowych powiązanych z otoczeniem lorda Petera Mandelsona. Wiele z tych materiałów dotyczy okresu, gdy Epstein odbywał karę po wyroku z 2008 roku.
Ofiary znów na pierwszej linii
Najostrzejsza krytyka dotyczy jednak ujawnienia danych osób pokrzywdzonych. Znana prawniczka praw kobiet Gloria Allred zarzuciła Departamentowi Sprawiedliwości, że w dokumentach ujawniono nazwiska i wizerunki ofiar, które wcześniej nie występowały publicznie. Jej zdaniem publikacja nie przynosi "ukojenia", lecz ponownie krzywdzi osoby, które przeżyły wykorzystywanie.
Resort sprawiedliwości broni się, twierdząc, że redakcje miały na celu ochronę ofiar i że setki pracowników przez ponad dwa miesiące analizowały materiały przed publikacją. Krytycy wskazują jednak, że część danych wciąż pozwala na identyfikację poszkodowanych.
Czy to już koniec?
Zastępca prokuratora generalnego Todd Blanche zapewnia, że piątkowe ujawnienie zamyka proces identyfikacji i przeglądu akt. Demokraci pozostają jednak sceptyczni, sugerując, że miliony stron dokumentów nadal mogą być przetrzymywane bez wystarczającego uzasadnienia.
Jedno jest pewne: choć nowe akta nie przynoszą jednoznacznych odpowiedzi na wszystkie pytania, pokazują skalę powiązań Epsteina z elitami świata polityki i biznesu – oraz to, jak bardzo sprawa ta wciąż dzieli opinię publiczną. Czy ujawnione dokumenty rzeczywiście kończą tę historię, czy dopiero otwierają jej kolejny rozdział, okaże się w nadchodzących miesiącach.