Dla Cindy Baldassi z Calgary amerykańscy klienci są kluczowi dla funkcjonowania jej firmy jubilerskiej CindyLouWho2. Około trzy czwarte sprzedaży biżuterii wykonanej między innymi z ametystów, agatów i szkła morskiego trafia do odbiorców w Stanach Zjednoczonych.
Nowe cła mogą jednak całkowicie zmienić sytuację przedsiębiorczyni. Kobieta obawia się, że jeśli przeniesie dodatkowe koszty na klientów, jej produkty przestaną być konkurencyjne. W jej ocenie może to oznaczać utratę nawet połowy amerykańskiego rynku.
Małe firmy pod presją
Problemy dotykają również przedsiębiorców działających w innych branżach. Michael Saifer, szef kanadyjskiej firmy Lind Furniture z Ontario, przekonuje, że klienci zaczęli ograniczać zakupy już po pojawieniu się pierwszych ceł.
Firma, która od niemal sześciu dekad produkuje skórzane meble, współpracuje między innymi z dużymi sieciami handlowymi. Spadek sprzedaży jest jednak dla niej wyraźnym sygnałem ostrzegawczym.
Jeszcze większe obawy ma Matteo Sgaramella, właściciel torontońskiej marki odzieżowej Outclass. Problemem są między innymi zamówienia składane przez amerykańskich odbiorców z dużym wyprzedzeniem. Towar zamówiony wiele miesięcy wcześniej może dotrzeć do sklepów już po wejściu nowych taryf, co oznacza dodatkowe koszty, których wcześniej nie uwzględniano w cenie.
Przedsiębiorca obawia się, że część amerykańskich klientów może po prostu odmówić przyjęcia przesyłek, jeśli ich koszt wzrośnie o kolejne 50 procent.
Cła zmienią ceny w sklepach
Skutki konfliktu handlowego odczuwają także amerykańscy przedsiębiorcy. W Portland w stanie Oregon właściciele sklepu Paloma Clothing sprzedają między innymi poduszki produkowane przez firmę z Montrealu.
Produkt kosztuje obecnie 59 dolarów. Po uwzględnieniu nowych kosztów jego cena detaliczna mogłaby wzrosnąć nawet do około 86–90 dolarów.
Dla właścicieli sklepu to poważny problem, ponieważ klienci kupujący prezenty są szczególnie wrażliwi na podwyżki. Przedsiębiorcy deklarują, że na razie chcą utrzymać dotychczasową cenę i liczą na rozwiązanie sporu między Waszyngtonem a Ottawą.
Kanada odpowiada
Kanadyjski premier Mark Carney zapowiedział działania odwetowe wobec amerykańskich produktów. Na liście mają znaleźć się między innymi stal, nabiał, sprzęt AGD oraz elektronika.
Taryfy mają być odpowiedzią na amerykańskie cła obejmujące część kanadyjskiego eksportu. Problem jest szczególnie poważny dla Kanady, ponieważ zdecydowana większość jej eksportu trafia właśnie na rynek amerykański.
Przedsiębiorcy po obu stronach granicy obawiają się, że kolejne decyzje polityków mogą uruchomić spiralę podwyżek. Najbardziej zagrożone są mniejsze firmy, które nie mają tak dużych możliwości negocjowania cen i przenoszenia produkcji.
"Będzie gorzej, zanim będzie lepiej"
Nie wszyscy przedsiębiorcy są w stanie szybko znaleźć alternatywne rynki. Dla części z nich problemem jest także niepewność i brak czasu na przygotowanie się do zmian.
Właściciele Paloma Clothing podkreślają, że gdyby mieli kilka miesięcy na przygotowanie, mogliby renegocjować warunki z dostawcami i odpowiednio zaplanować ceny. Nagłe wprowadzenie taryf pozostawia jednak niewiele możliwości manewru.
Podobne doświadczenia mają firmy z branży spożywczej i alkoholowej. Bill Easton, właściciel Terre Rouge Wines z Kalifornii, od wielu miesięcy nie może sprzedawać swoich win w Kanadzie z powodu bojkotu amerykańskich alkoholi.
Dla przedsiębiorców po obu stronach granicy coraz bardziej realny staje się więc scenariusz, w którym polityczny konflikt przekłada się bezpośrednio na ceny, sprzedaż i miejsca pracy. Najmniejsze firmy mogą mieć najmniej czasu i pieniędzy, by przystosować się do nowej rzeczywistości.