Włoska gospodarka zaczyna odczuwać konsekwencje protestów transportowców, którzy od kilku dni blokują drogi, autostrady oraz porty na południu kraju. Utrudnienia w przewozie towarów szybko przełożyły się na problemy z zaopatrzeniem sklepów, stacji paliw i zakładów przemysłowych. W niektórych miejscowościach mieszkańcy zastają coraz więcej pustych regałów, a przedsiębiorcy obawiają się kolejnych przestojów.
Szczególnie trudna sytuacja panuje w branży spożywczej. We wtorek działalność wstrzymała firma Rummo, jeden z najbardziej znanych włoskich producentów makaronu, którego zakłady znajdują się w Kampanii. Powodem nie był brak zamówień, lecz zakłócenia w dostawach niezbędnych surowców.
Dyrektor generalny przedsiębiorstwa Cosimo Rummo w rozmowie z dziennikiem "La Repubblica" ostrzegł, że podobne problemy dotykają również innych producentów.
– Większość włoskiej produkcji makaronu stanęła w miejscu lub jest tego bliska – powiedział.
Najbardziej zagrożone są zakłady zlokalizowane w Kampanii, Apulii i na Sycylii, czyli regionach odgrywających kluczową rolę we włoskim przemyśle makaronowym.
Nie wszystkie przedsiębiorstwa zdecydowały się jeszcze na całkowite zatrzymanie maszyn. Producent La Molisana z regionu Molise nadal pracuje, ale musiał ograniczyć tempo produkcji i korzystać ze zgromadzonych wcześniej zapasów surowców. Jeśli blokady będą się przedłużać, również te rezerwy mogą okazać się niewystarczające.
Problemy z transportem coraz mocniej odczuwają zwykli mieszkańcy. Na części stacji benzynowych pojawiają się kolejki, a dostawy paliwa są nieregularne. W supermarketach zaczyna brakować niektórych produktów, ponieważ ciężarówki nie docierają do centrów dystrybucyjnych i sklepów zgodnie z harmonogramem.
Sytuację dobrze obrazują doniesienia z Amantei na południu Włoch, gdzie klienci jednego z marketów zastali regały z wyraźnymi brakami towaru. Podobnych problemów obawiają się mieszkańcy kolejnych miejscowości.
Przyczyną protestów jest przede wszystkim gwałtowny wzrost cen paliw, który drastycznie podniósł koszty działalności firm transportowych. Kierowcy i przewoźnicy wskazują, że przy obecnych wydatkach prowadzenie działalności staje się coraz trudniejsze. Jednocześnie rosnące ceny energii i transportu dodatkowo obciążają gospodarstwa domowe.
Włoski rząd próbuje załagodzić konflikt. We wtorek wiceminister infrastruktury Edoardo Rixi spotkał się z przedstawicielami protestujących przedsiębiorców transportowych. Podczas rozmów zapowiedział szybkie uruchomienie pakietu pomocowego o wartości przekraczającej 150 milionów euro.
Nie wiadomo jednak, czy zapowiedziane środki wystarczą, aby zakończyć blokady i przywrócić płynność dostaw.
Protest transportowców odbywa się w czasie narastających napięć społecznych we Włoszech. Jak zauważa agencja Reuters, jednym z problemów gospodarczych kraju pozostaje stagnacja realnych wynagrodzeń osób o niskich i średnich dochodach, podczas gdy coraz większa część majątku koncentruje się w rękach najzamożniejszych.
Niezadowolenie społeczne widoczne jest również na północy kraju. W Mediolanie po weekendowych zamieszkach i dewastacji sklepów zatrzymano ponad 270 osób, w tym około 220 nieletnich. Władze zapowiadają zaostrzenie środków bezpieczeństwa, a przed kolejnym weekendem do miasta ma zostać skierowanych 500 dodatkowych żołnierzy.
Tymczasem na południu kraju najpilniejszym wyzwaniem pozostaje przywrócenie transportu. Każdy kolejny dzień blokad oznacza ryzyko dalszych braków w sklepach i kolejnych przestojów w zakładach produkcyjnych, także tych, których wyroby trafiają na stoły konsumentów na całym świecie.