ŚwiatTragedia w raju dla turystów: 72 tygrysy padły w ciągu dwóch tygodni w Chiang Mai

Tragedia w raju dla turystów: 72 tygrysy padły w ciągu dwóch tygodni w Chiang Mai

W popularnym tajlandzkim parku turystycznym Tiger Kingdom w Chiang Mai doszło do katastrofalnej w skutkach epidemii. W niecałe dwa tygodnie śmierć poniosło aż 72 tygrysy – ponad jedna trzecia wszystkich zwierząt przebywających w dwóch obiektach tej sieci. Władze prowincji prowadzą pilne śledztwo, a wstępne wyniki badań laboratoryjnych wskazują na wirus nosówki psów (canine distemper virus) jako główną przyczynę masowego pomoru.

Tygrys
Tygrys
Źródło zdjęć: © zdjecie AI | redakcja ipolska24.pl

Nosówka – choroba wyjątkowo zaraźliwa i groźna – atakuje układ oddechowy, pokarmowy i nerwowy. Choć najczęściej dotyka psów, duże koty, w tym tygrysy, również są na nią bardzo podatne, a przebieg zakażenia u nich bywa błyskawiczny i śmiertelny. Jak przyznał Somchuan Ratanamungklanon, dyrektor krajowego wydziału ds. hodowli zwierząt, objawy u tygrysów trudno rozpoznać na wczesnym etapie – "zanim zorientowaliśmy się, że są chore, było już za późno".

Wcześniej pojawiały się podejrzenia, że źródłem zakażenia mogło być parwowirus kotów lub – co budzi największe kontrowersje – zanieczyszczone surowe mięso kurczaka, którym karmiono zwierzęta. Przypadek ten przypomina tragiczny incydent z 2004 roku w zoo tygrysów w Chonburi, gdzie ptasia grypa zabiła lub zmusiła do uśpienia blisko 150 tygrysów.

Władze prowincji Chiang Mai potwierdziły, że wszystkie padłe zwierzęta zostały skremowane i pochowane zgodnie z procedurami. Park Tiger Kingdom został tymczasowo zamknięty na dwa tygodnie – trwa gruntowna dezynfekcja obiektów i wybiegów. Żaden z pracowników ani weterynarzy nie zachorował na nosówkę, ale wszyscy zostali objęci 21-dniową obserwacją.

Tragedia wywołała falę krytyki ze strony organizacji ochrony zwierząt. Wildlife Friends Foundation Thailand podkreśla, że ośrodki trzymające dzikie zwierzęta w bliskim kontakcie z tłumami turystów są "ekstremalnie podatne na wybuchy chorób zakaźnych". Z kolei PETA Asia wprost stwierdziła, że takich masowych zgonów "znacznie łatwiej uniknąć", gdyby turyści przestali odwiedzać miejsca, w których można głaskać, tulić i robić sobie selfie z tygrysami.

Tiger Kingdom od lat budzi kontrowersje – z jednej strony przyciąga setki tysięcy odwiedzających rocznie, z drugiej jest oskarżany o promowanie nieetycznej formy rozrywki, w której dzikie zwierzęta są od małego oswajane i wykorzystywane do interakcji z ludźmi.

Śledztwo nadal trwa. Władze chcą ustalić dokładne źródło zakażenia i sprawdzić, czy w parkach stosowano odpowiednie procedury kwarantanny oraz profilaktyki weterynaryjnej. Tymczasem dla wielu obserwatorów to kolejny dowód, że model biznesowy oparty na "przytulaniu tygrysów" przynosi więcej szkód niż pożytku – zarówno dla zwierząt, jak i dla wizerunku Tajlandii jako kraju dbającego o swoją dziką przyrodę.

Wybrane dla Ciebie