"Tańczą na grobach!" Bittersweet na Cytadeli rozpala Poznań. Mieszkańcy pytają: dlaczego Jaśkowiak na to pozwala?

Bittersweet miał być wielkim świętem muzyki, ale w Poznaniu coraz głośniej słychać pytania o miejsce jego organizacji. Cytadela to nie tylko park i teren rekreacyjny. To również miejsce pamięci, związane z tragicznymi wydarzeniami II wojny światowej. Część mieszkańców uważa, że organizowanie tutaj masowego festiwalu jest zwyczajnie niestosowne. Padają bardzo mocne słowa: "ludzie tańczą na grobach pomordowanych".

cytadelacytadela
Źródło zdjęć: © codziennypoznan.pl | AI

Z jednej strony muzyka, światła, tłumy uczestników i wielka scena. Z drugiej – miejsca związane z historią Poznania, groby i pamięć o ludziach, którzy stracili życie podczas wojny.

To właśnie to zderzenie budzi coraz większe emocje wśród poznaniaków.

Cytadela to miejsce pamięci. Czy naprawdę trzeba było zrobić tutaj festiwal?

Dla wielu mieszkańców odpowiedź jest oczywista: nie.

Krytycy lokalizacji Bittersweet podkreślają, że nie mają problemu z samym festiwalem ani z tym, że Poznań chce organizować duże wydarzenia muzyczne. Ich sprzeciw dotyczy przede wszystkim wyboru miejsca.

Cytadela ma wyjątkowy charakter historyczny. To przestrzeń, w której pamięć o wojnie i jej ofiarach jest obecna niemal na każdym kroku.

Dlatego widok tysięcy osób bawiących się podczas festiwalu w sąsiedztwie miejsc pochówku dla części poznaniaków jest trudny do zaakceptowania.

"To miejsce pamięci, a nie teren pod masową imprezę" – można usłyszeć od przeciwników obecnej lokalizacji.

"Ludzie dosłownie tańczą na grobach"

Najostrzejsze komentarze dotyczą właśnie charakteru Cytadeli.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że podczas imprezy festiwalowa publiczność znajduje się w przestrzeni, która dla innych osób jest miejscem zadumy i oddawania czci poległym.

Stąd określenia o "tańczeniu na grobach". Dla zwolenników festiwalu mogą być przesadzone, ale dla części mieszkańców oddają istotę problemu: ich zdaniem miejsce pamięci nie powinno być zamieniane w ogromny teren koncertowy.

I właśnie tutaj przebiega jedna z najważniejszych linii konfliktu.

To nie jest tylko kilka dni koncertów. Tiry jeżdżą tygodniami

Kolejny problem to skala całej operacji.

Wielki festiwal nie pojawia się na Cytadeli z dnia na dzień. Zanim na scenie pojawią się artyści, na teren muszą wjechać ciężarówki z konstrukcjami, sprzętem technicznym i wyposażeniem.

Po zakończeniu wydarzenia sytuacja się powtarza.

Oznacza to, że organizacja i demontaż festiwalu trwają znacznie dłużej niż sama impreza.

Już w ubiegłym roku – jak wskazują osoby krytyczne wobec lokalizacji – pojawiały się sygnały dotyczące niszczenia zieleni oraz problemów związanych z ruchem ciężkich samochodów po lokalnych uliczkach.

Mieszkańcy pytają, czy infrastruktura Cytadeli rzeczywiście jest przygotowana na takie obciążenie.

Cytadela za mała na Bittersweet?

Co ciekawe, nawet osoby, które dobrze oceniają organizację samego festiwalu, zwracają uwagę na jeden problem: skala wydarzenia zaczyna przerastać możliwości miejsca.

Cytadela jest ogromnym terenem, ale nie oznacza to, że jest idealną lokalizacją dla imprezy przyciągającej tak dużą publiczność.

Dochodzi do tego infrastruktura drogowa, transport, dostawy, ciężarówki, zaplecze techniczne oraz wpływ wydarzenia na zieleń.

W efekcie pojawia się pytanie:

Czy Poznań nie powinien znaleźć dla Bittersweet miejsca stworzonego właśnie z myślą o wydarzeniach tej skali?

Łęgi Dębińskie albo Tor Poznań. Dlaczego nie tam?

Wśród mieszkańców pojawiają się konkretne propozycje alternatywnych lokalizacji.

Jedną z nich są Łęgi Dębińskie, inną Tor Poznań.

Argument zwolenników zmiany lokalizacji jest prosty: duży festiwal potrzebuje przestrzeni, odpowiedniej infrastruktury i możliwości obsługi ruchu samochodowego. Nie musi przy tym odbywać się w miejscu o tak silnym znaczeniu historycznym.

Na świecie i w Polsce ogromne festiwale często organizowane są na terenach położonych poza ścisłymi centrami miast.

Najtrudniejsze pytanie: dlaczego miasto tak mocno broni Cytadeli?

I właśnie tutaj pojawia się najbardziej kontrowersyjna kwestia.

Dlaczego władze Poznania, z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem na czele, tak bardzo chcą organizować Bittersweet właśnie na Cytadeli?

Czy chodzi o prestiż lokalizacji? Promocję Poznania? Korzyści gospodarcze? A może względy organizacyjne?

Mieszkańcy oczekują konkretnej odpowiedzi, zwłaszcza jeśli alternatywne miejsca rzeczywiście pozwoliłyby uniknąć konfliktu dotyczącego charakteru Cytadeli.

Część osób pyta również wprost, czy miasto nie idzie zbyt daleko na ustępstwa wobec prywatnego organizatora.

Festiwal podzielił Poznań

Bittersweet ma swoich zwolenników. Dla wielu osób to atrakcyjne wydarzenie muzyczne, które przyciąga do miasta publiczność i znanych artystów.

Problem w tym, że obok entuzjazmu pojawia się coraz silniejszy sprzeciw dotyczący lokalizacji.

I dlatego spór o Bittersweet może być dopiero początkiem większej dyskusji o tym, gdzie w Poznaniu powinny odbywać się wielkie imprezy i jak daleko można ingerować w przestrzenie o znaczeniu historycznym.

Bo pytanie nie brzmi już tylko: "Czy Poznań potrzebuje dużego festiwalu?". Pytanie brzmi: "Czy naprawdę musi odbywać się właśnie tutaj?".

A mieszkańcy Cytadeli i całego Poznania coraz głośniej domagają się odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie