Wyrok sądu w Suzhou
W zeszłym tygodniu sąd w Suzhou (prowincja Jiangsu) orzekł, że Molly Tea – firma z siedzibą w Shenzhen – naruszyła znak towarowy francuskiej marki luksusowej. Nakazał nie tylko zapłatę gigantycznego odszkodowania, ale także natychmiastowe zaprzestanie używania spornego logo oraz publiczne przeprosiny.
Chińskie media, w tym China Daily, podają, że Molly Tea i powiązane z nią podmioty próbowały zarejestrować mnóstwo podobnych znaków towarowych, jednak większość wniosków odrzucono. Jedynie podstawowy znak z chińskimi znakami "Molly Tea" został zaakceptowany.
Setki milionów wyświetleń i gorąca debata
Hashtag związany ze sprawą na chińskich platformach społecznościowych przekroczył 400 milionów wyświetleń. Internauci ostro się podzielili.
Wielu stanęło po stronie Molly Tea, argumentując, że Louis Vuitton jedynie "przywłaszczył" sobie wzory inspirowane chińską kulturą i historią. "Nasi przodkowie nie zgłaszali patentów, a teraz Zachód na tym zarabia" – pisali oburzeni. Inni podkreślali, że to tylko podstawowy kształt geometryczny, który pojawia się w sztuce od wieków i nie powinien być monopolizowany.
Z drugiej strony nie zabrakło głosów popierających werdykt. "Prawo jest prawem – LV zarejestrowało znak, więc należy go szanować" – komentowali użytkownicy Weibo. Część osób podkreślała, że żadna marka nie ma prawa bezkarnie kopiować cudzej własności intelektualnej, niezależnie od branży.
Co na to strony?
Ani Molly Tea, ani Louis Vuitton nie udzieliły na razie oficjalnego komentarza dla zagranicznych mediów.
Sprawa doskonale pokazuje napięcia wokół ochrony własności intelektualnej w Chinach – kraju, który jeszcze kilkanaście lat temu był kojarzony głównie z masowymi podróbkami, a dziś coraz mocniej walczy o wizerunek innowatora i szanuje (przynajmniej formalnie) prawa marek premium.
Moja opinia: Wyrok jest zasadny z prawnego punktu widzenia – jeśli logo jest zbyt podobne i może wprowadzać w błąd klientów, marka ma prawo się bronić. Jednocześnie debata odsłania szerszy problem: zachodnie luksusowe domy mody od dekad czerpały inspiracje z kultur Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu, często bez większego uznania dla źródeł. Dzisiaj, gdy Chiny stały się potęgą, nagle te same zasady własności intelektualnej są egzekwowane z całą surowością. To klasyczny przykład "zmieniających się reguł gry" w zależności od tego, kto aktualnie jest silniejszy ekonomicznie.
Molly Tea prawdopodobnie przetrwa i nawet zyska na popularności jako "ofiara wielkiej marki", ale sprawa na pewno stanie się przestrogą dla innych chińskich firm chcących bawić się w "inspiracje" zachodnim luksusem.