ŚwiatMiliony pod kontrolą Kremla. Jak Putin uciszył rosyjskich oligarchów i zamienił ich w filar wojny

Miliony pod kontrolą Kremla. Jak Putin uciszył rosyjskich oligarchów i zamienił ich w filar wojny

Wojna Rosji z Ukrainą nie tylko nie osłabiła pozycji najbogatszych Rosjan, ale w paradoksalny sposób doprowadziła do rekordowego wzrostu liczby miliarderów w kraju. Jednocześnie przez ćwierć wieku rządów Władimira Putina dawni oligarchowie stracili realny wpływ na politykę, stając się podporządkowanymi uczestnikami systemu władzy opartego na strachu, lojalności i finansowych zależnościach.

Putin
Putin
Źródło zdjęć: © wikipedia | redakcja ipolska24.pl

W latach 90., po rozpadzie Związku Radzieckiego, rosyjscy biznesmeni zbijali fortuny na prywatyzacji państwowych gigantów. Pieniądze szybko przełożyły się na polityczną siłę – oligarchowie mieli wpływ na rządy, media i decyzje Kremla. Ten okres skończył się wraz z dojściem Putina do władzy.

Nowy prezydent jasno postawił granice: bogactwo jest tolerowane, ale polityczna niezależność – nie. Każdy, kto próbował ją zachować, płacił wysoką cenę. Najbardziej znanym przykładem był Michaił Chodorkowski, niegdyś najbogatszy Rosjanin, który po zaangażowaniu w inicjatywy prodemokratyczne spędził dekadę w więzieniu. To był sygnał ostrzegawczy dla całej elity finansowej.

Mechanizm działania Kremla najlepiej ilustruje historia Olega Tinkowa, założyciela jednego z największych banków w Rosji. Po tym, jak publicznie skrytykował wojnę, jego biznes w krótkim czasie został zmuszony do sprzedaży powiązanej z Kremlem spółce za ułamek rzeczywistej wartości. Tinkow stracił miliardy dolarów i opuścił kraj. Dla pozostałych był to czytelny komunikat: sprzeciw oznacza ekonomiczną eliminację.

Gdy 24 lutego 2022 roku Putin ogłosił pełnoskalową inwazję na Ukrainę, na Kremlu zebrała się elita rosyjskiego biznesu. Byli świadomi, że sankcje Zachodu uderzą w ich majątki, ale równie dobrze wiedzieli, że sprzeciw wobec decyzji Kremla nie wchodzi w grę. Wojna oznaczała straty, ale także nowe możliwości.

Początkowo liczba rosyjskich miliarderów wyraźnie spadła, a ich łączny majątek zmniejszył się o setki miliardów dolarów. Jednak już w kolejnych latach gospodarka przestawiona na tryb wojenny zaczęła przynosić zyski. Ogromne wydatki państwa na zbrojenia i infrastrukturę napędziły wzrost gospodarczy, z którego skorzystali przede wszystkim lojalni wobec Kremla przedsiębiorcy.

W 2024 roku Rosja odnotowała rekordową liczbę miliarderów – 140 osób – a ich łączny majątek niemal zrównał się z poziomem sprzed wojny. Wielu z nich bezpośrednio uczestniczy w łańcuchach dostaw dla armii, inni korzystają z przejęcia aktywów pozostawionych przez zachodnie firmy, które wycofały się z rynku.

Sankcje, które miały skłonić rosyjskich oligarchów do buntu przeciwko Putinowi, przyniosły odwrotny efekt. Zamrożone konta, konfiskaty i brak możliwości ucieczki na Zachód sprawiły, że miliarderzy zostali niejako "uwięzieni" w rosyjskim systemie. Ich kapitał, zamiast stać się narzędziem nacisku, został włączony w machinę wojenną państwa.

Dziś rosyjscy miliarderzy są bogatsi niż kiedykolwiek, ale politycznie bezsilni. Milczą, bo wiedzą, że lojalność gwarantuje przetrwanie, a sprzeciw oznacza utratę wszystkiego. System kija i marchewki, konsekwentnie budowany przez Putina przez lata, sprawił, że dawni oligarchowie stali się nie zagrożeniem, lecz jednym z filarów władzy Kremla – i ważnym zapleczem finansowym wojny.

Wybrane dla Ciebie