W ramach innowacyjnego projektu firma Energesman wykorzystuje larwy much do biologicznego przetwarzania tysięcy ton gnijącego jedzenia. Miasto nie tylko nie płaci za usługę – dzięki temu rozwiązaniu ma szansę zaoszczędzić nawet 2 miliony euro rocznie. Jak? Otóż larwy nie tylko likwidują odpady, ale i same stają się surowcem. Są przerabiane na białko dla zwierząt, składniki do przemysłu chemicznego, a nawet... abażury.
W specjalnym zakładzie w Wilnie żyje ponad 6 milionów much, które rozmnażają się co kilka godzin. W efekcie powstają miliony larw, z których każda może w kilka dni pożreć nawet 5 razy więcej jedzenia niż sama waży. To właśnie ich żarłoczność sprawia, że są idealnymi kandydatkami do walki z marnotrawstwem żywności.
Projekt nie kończy się jednak na Litwie. Inicjatywy z użyciem larw rozwijają się również w Australii czy Kenii, a coraz więcej brytyjskich gmin przygląda się temu z ciekawością. Flybox – jedna z firm specjalizujących się w "gospodarce owadziej" – zapowiada, że Wielka Brytania może mieć pierwszą "miejską farmę much" już za dwa lata. Warunek? Zmiana przepisów, które obecnie nie pozwalają na wykorzystanie larw do przetwarzania odpadów kuchennych z gospodarstw domowych.
Eksperci przekonują, że owadzi recykling ma ogromny potencjał. Nie tylko ogranicza emisję metanu z wysypisk, ale tworzy pełnowartościowe produkty uboczne – nawóz organiczny, pasze, biokomponenty. A wszystko to w rytmie przyspieszonej ewolucji – od jajka do larwy gotowej do utylizacji odpadów mija zaledwie kilka dni.
Choć niektórzy wciąż kręcą nosem na widok robaków w śmieciach, coraz więcej naukowców i samorządowców widzi w nich sprzymierzeńców przyszłości. I może już niedługo to nie śmieci będą problemem, lecz pytanie: czy nadążymy z hodowlą larw, by je zjeść?