Miliardy dolarów zniknęły z największej giełdy kryptowalut! Klienci masowo wypłacają pieniądze. Ślady prowadzą do Korei Północnej

Największa giełda kryptowalut na świecie padła ofiarą gigantycznego cyberataku, którego wartość szacowana jest na 6,3 miliarda dolarów. To jeden z największych przypadków kradzieży aktywów cyfrowych w historii. Gdy Binance ponownie umożliwiło wypłaty, użytkownicy zaczęli masowo wycofywać swoje środki. W ciągu zaledwie kilku godzin odpływ netto przekroczył 3,6 miliarda dolarów. Amerykańskie FBI wskazuje, że za atakiem mogą stać północnokoreańscy hakerzy, którzy wcześniej przeprowadzili spektakularny napad na inną giełdę kryptowalut.

kryptowalutykryptowaluty
Źródło zdjęć: © unflasch | ipolska24.pl

Do cyberataku doszło 29 października 2026 roku. Hakerzy uzyskali nieautoryzowany dostęp do infrastruktury Binance i przeprowadzili operacje, które doprowadziły do utraty aktywów cyfrowych o wartości około 6,3 miliarda dolarów.

Skala incydentu zmusiła operatora giełdy do podjęcia nadzwyczajnych działań. Czasowo wstrzymano wypłaty kryptowalut, rozpoczęto sprawdzanie zabezpieczeń oraz nawiązano współpracę z organami ścigania i firmami specjalizującymi się w analizie transakcji blockchain.

Binance zapewniło jednocześnie, że pokryje straty powstałe w wyniku ataku, wykorzystując własne rezerwy finansowe i fundusze bezpieczeństwa.

Klienci ruszyli po swoje pieniądze. 3,6 miliarda dolarów odpływu w kilka godzin

Największy sprawdzian dla giełdy nastąpił w niedzielę, 1 listopada, kiedy rozpoczęto stopniowe przywracanie wypłat kryptowalut.

Wielu użytkowników nie zamierzało czekać na pełne wyjaśnienie okoliczności ataku.

Według informacji przekazanych przez Binance między godziną 6:00 a 15:30 czasu GMT przetworzono wypłaty o wartości 4,649 miliarda dolarów.

W tym samym czasie klienci wpłacili na platformę aktywa warte około 1,01 miliarda dolarów.

Oznacza to, że w ciągu zaledwie dziewięciu i pół godziny odpływ netto wyniósł około 3,64 miliarda dolarów.

To ogromna kwota, jednak w stosunku do całkowitej wartości aktywów znajdujących się na platformie stanowiła nieco ponad 2 procent.

Binance informuje, że zarządza aktywami o wartości około 171 miliardów dolarów. Przedstawiciele firmy przekonują, że początkowa fala gwałtownych wypłat zaczęła stopniowo słabnąć, a sytuacja się stabilizuje.

Warto przy tym rozróżnić dwie kwoty. Straty związane z atakiem hakerskim szacowane są na 6,3 miliarda dolarów, natomiast 3,64 miliarda dolarów to bilans legalnych wypłat klientów pomniejszonych o wpłaty po ponownym uruchomieniu usług.

Nie są to więc dodatkowe pieniądze skradzione przez cyberprzestępców.

Wszystko mogło zacząć się od jednego laptopa

Wstępne ustalenia wewnętrznego dochodzenia wskazują na możliwą przyczynę gigantycznego włamania.

Według Binance atak mógł rozpocząć się od przejęcia laptopa jednego z inżynierów odpowiedzialnych za infrastrukturę techniczną.

Cyberprzestępcy mieli następnie wykorzystać uzyskany dostęp do systemów firmy, co umożliwiło im przeprowadzanie nieautoryzowanych transakcji.

Giełda poinformowała, że dotychczasowe analizy nie wykazały wycieku prywatnych kluczy portfeli kryptowalutowych.

Ma to istotne znaczenie, ponieważ klucze prywatne pozwalają na dysponowanie środkami znajdującymi się na określonych adresach blockchain.

Według wstępnych ustaleń problem mógł więc dotyczyć nie bezpośredniego przejęcia wszystkich kluczy, lecz wykorzystania uprawnień uzyskanych poprzez naruszenie bezpieczeństwa infrastruktury informatycznej.

Binance zapowiada opublikowanie szczegółowego raportu technicznego po zakończeniu dochodzenia.

FBI wskazuje na Koreę Północną. W tle grupa Lazarus

Sprawa ma również wymiar międzynarodowy.

Amerykańskie Federalne Biuro Śledcze przypisało atak grupie TraderTraitor, powiązanej z północnokoreańskimi cyberprzestępcami określanymi również jako Lazarus Group.

To środowisko od lat znajduje się w centrum zainteresowania służb odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo.

Grupa była wcześniej wiązana z kradzieżami ogromnych ilości kryptowalut, które według ustaleń amerykańskich organów ścigania mogą służyć finansowaniu działań północnokoreańskiego państwa.

W lutym 2025 roku hakerzy powiązani z Koreą Północną przeprowadzili atak na giełdę Bybit, kradnąc kryptowaluty o wartości około 1,5 miliarda dolarów.

Wówczas było to jedno z największych tego rodzaju przestępstw w historii rynku cyfrowych aktywów.

Teraz wartość środków objętych atakiem na Binance jest ponad czterokrotnie większa.

FBI opublikowało listę adresów portfeli powiązanych z podejrzewanymi sprawcami i zaapelowało do podmiotów obsługujących transakcje kryptowalutowe o współpracę w blokowaniu nielegalnych przepływów.

Przypisanie ataku północnokoreańskiej grupie opiera się na ustaleniach amerykańskich służb. Pełne wyniki dochodzenia dotyczącego włamania do Binance nie zostały jeszcze upublicznione.

Tysiące portfeli i nieustanne transfery. Hakerzy próbują zatrzeć ślady

Odzyskanie skradzionych kryptowalut może okazać się wyjątkowo trudnym zadaniem.

W przeciwieństwie do tradycyjnych pieniędzy przechowywanych na rachunkach bankowych kryptowaluty mogą być szybko przesyłane pomiędzy tysiącami adresów, często z wykorzystaniem złożonych operacji mających utrudnić identyfikację ich rzeczywistych właścicieli.

Według specjalistów z firmy Chainalysis, współpracującej z organami ścigania oraz giełdą, cyberprzestępcy nie przestali przemieszczać przejętych środków.

Alex Zebrick, starszy śledczy tej firmy, poinformował w rozmowie z BBC, że obserwowana jest intensywna aktywność związana z praniem skradzionych aktywów.

Hakerzy mają rozpraszać fundusze pomiędzy tysiącami adresów kryptowalutowych i przeprowadzać kolejne operacje, które utrudniają odtworzenie całej drogi przepływu pieniędzy.

Śledczy analizują transakcje zapisane w sieciach blockchain, poszukując możliwości ustalenia, gdzie ostatecznie trafiają przejęte aktywa.

Jednocześnie Binance współpracuje z emitentami wybranych kryptowalut, aby blokować środki, które można bezpośrednio powiązać z cyberatakiem.

Binance twierdzi, że pokryło już 95 procent strat

Pomimo ogromnej skali kradzieży giełda zapewnia, że posiada środki pozwalające pokryć zobowiązania wobec użytkowników.

W niedzielnym komunikacie Binance poinformowało, że zabezpieczyło już około 95 procent aktywów potrzebnych do odtworzenia sald naruszonych wskutek incydentu.

Pozostałe 5 procent stanowią mniej płynne tokeny, których zakup w odpowiedniej ilości może wymagać więcej czasu.

Firma zadeklarowała, że użytkownicy nie zostaną obciążeni finansowymi konsekwencjami włamania.

Do odbudowy rezerw mają zostać wykorzystane środki własne przedsiębiorstwa oraz fundusz bezpieczeństwa SAFU, stworzony z myślą o ochronie użytkowników w sytuacjach nadzwyczajnych.

Binance poinformowało również o pełnym zabezpieczeniu sald głównych kryptowalut, w tym Bitcoina, Ethereum, BNB, Solany, XRP oraz największych stablecoinów.

Nie należy jednak utożsamiać uzupełnienia rezerw przez firmę z odzyskaniem wszystkich aktywów od hakerów. To dwa odrębne procesy.

Część skradzionych środków została zamrożona dzięki współpracy z podmiotami działającymi w branży blockchain, natomiast inne nadal pozostają przedmiotem działań śledczych.

Bitcoin i Ethereum ponownie dostępne. Usługi wracają etapami

Po przeprowadzeniu pierwszych kontroli bezpieczeństwa giełda rozpoczęła przywracanie możliwości wypłacania kryptowalut.

W pierwszej kolejności wznowiono obsługę wybranych aktywów o największym znaczeniu dla użytkowników.

Do przywracanych usług należały wypłaty Bitcoina, Ethereum i innych popularnych kryptowalut.

Binance zaznaczyło jednak, że pełne przywrócenie wszystkich funkcji będzie następować etapami, po zakończeniu dodatkowych testów bezpieczeństwa.

Ograniczenia dotyczyły globalnej platformy Binance.com. Amerykański oddział Binance.US poinformował natomiast, że nie został bezpośrednio objęty incydentem.

Operator giełdy zapewnia, że trwają dalsze prace nad zabezpieczeniem infrastruktury i monitorowaniem potencjalnych zagrożeń.

Największy cyberatak w historii kryptowalut. Co dalej z pieniędzmi klientów?

Włamanie do Binance może okazać się jednym z najważniejszych wydarzeń w historii rynku kryptowalut.

Nie chodzi wyłącznie o astronomiczną wartość skradzionych aktywów. Incydent pokazał również, jak poważne konsekwencje może mieć naruszenie bezpieczeństwa infrastruktury jednej z największych platform finansowych świata.

Ogromna liczba wypłat po ponownym uruchomieniu usług wskazuje, że część użytkowników zdecydowała się ograniczyć środki przechowywane na giełdzie.

Jednocześnie stosunkowo niewielki procentowy odpływ aktywów pokazuje, że mimo skali ataku platforma nadal dysponuje znaczącymi zasobami.

Dla klientów najważniejsze pozostają teraz dwie kwestie: możliwość swobodnego dysponowania własnymi kryptowalutami oraz rzeczywista skuteczność działań naprawczych podjętych przez Binance.

Pełne wyjaśnienie, w jaki sposób przestępcy przejęli kontrolę nad fragmentem infrastruktury, będzie miało znaczenie również dla innych giełd i instytucji obsługujących aktywa cyfrowe.

Firma zapowiedziała publikację szczegółowego raportu po zakończeniu postępowania.

Na razie wiadomo, że cyberatak spowodował straty szacowane na 6,3 miliarda dolarów, a w pierwszych godzinach po wznowieniu wypłat użytkownicy wycofali z platformy netto ponad 3,6 miliarda dolarów.

To jeden z największych sprawdzianów bezpieczeństwa i zaufania w dotychczasowej historii rynku kryptowalut.

Wybrane dla Ciebie