Kanadyjskie władze informują o blisko tysiącu aktywnych pożarów. Od początku roku wybuchło ich już około 3,5 tysiąca, niszcząc ponad 2,4 miliona hektarów lasów. Szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w prowincji Ontario, gdzie płonie 191 pożarów.
W efekcie dym dotarł do co najmniej 19 stanów USA, powodując najgorszą w historii jakość powietrza w niektórych miastach. Burmistrz Chicago otwarcie mówił o "najgorszej jakości powietrza w odnotowanej historii" i apelował o pozostanie w domach oraz noszenie masek N95 lub KN95.
Wiele imprez plenerowych zostało odwołanych lub przełożonych – od meczów baseballowych, przez koncerty, parady, biegi uliczne, aż po zamknięcie parków rozrywki.
Niedzielny finał pod znakiem zapytania
Najgęstszy dym ma ustąpić przed niedzielnym finałem mistrzostw świata, jednak nad metropolię nowojorską mogą napłynąć cieńsze warstwy zanieczyszczeń. Meteorolodzy wydali jednocześnie ostrzeżenia przed gwałtownymi burzami i tornadami dla ponad 50 milionów mieszkańców północno-wschodnich i środkowo-atlantyckich stanów.
Alerty obejmują m.in. Nowy Jork, Waszyngton, Filadelfię, Pittsburgh i Cleveland. Możliwe są niszczące porywy wiatru, grad, lokalne tornada oraz gwałtowne powodzie błyskawiczne.
Kanadyjskie pożary lasów stały się corocznym, coraz poważniejszym problemem transgranicznym. Tym razem ich skutki wyraźnie pokazują, jak bardzo pogoda i zmiany klimatu łączą losy obu krajów.