Chaos w przestworzach: tysiące turystów uwięzionych w Dubaju i Dosze – polskie czartery stoją, a niebo nad Zatoką zamknięte
Od soboty 28 lutego 2026 roku Bliski Wschód stał się strefą, której lepiej unikać – nie tylko z powodów politycznych, ale przede wszystkim lotniczych. Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Iranem, Irakiem, Jordanią, częściowo nad ZEA, Bahrajnem i Kuwejtem oraz ograniczenia w Izraelu i Katarze spowodowały lawinę odwołań, zawróceń i przymusowych postojów. Najbardziej dramatycznie wygląda sytuacja Polaków wracających z egzotycznych wakacji.
Największy problem mają turyści lecący czarterem World2Fly z wietnamskiej wyspy Phu Quoc do Poznania. Samolot wylądował w Dubaju na techniczne międzylądowanie – i tam utknął. Rzecznik lotniska Ławica Marcin Wesołek potwierdza: "Na chwilę obecną maszyna nie może kontynuować lotu z powodu sytuacji bezpieczeństwa w regionie. Czekamy na rozwój wydarzeń".
Podobnie wygląda sytuacja z innymi kierunkami. Ryanair odwołał poniedziałkowy rejs Poznań–Amman, a wiele regularnych połączeń do Dubaju, Abu Zabi i Dohy zostało zawieszonych na czas nieokreślony. Emirates, flydubai, Qatar Airways i Etihad wstrzymały niemal całą siatkę – część do 3 marca, część "do odwołania".
Co się dzieje na lotniskach?
Dubaj International (DXB) i Al Maktoum (DWC) oraz Abu Dhabi (AUH) są praktycznie zamknięte. Terminale pełne są pasażerów śpiących na podłodze, czekających na jakiekolwiek informacje. Wiele osób spędziło już drugą noc na lotnisku – linie zapewniają podstawowe posiłki i wodę, ale hotele są przepełnione, a nowe rezerwacje prawie niemożliwe do znalezienia.
W Dosze (Hamad International) sytuacja wygląda podobnie – lotnisko nie przyjmuje ani nie wypuszcza samolotów. Turyści, którzy mieli przesiadkę w stolicy Kataru, zostali odcięci od dalszej podróży.
Co robić, jeśli utknąłeś?
- Nie jedź na lotnisko bez potwierdzenia lotu – przewoźnicy i lotniska apelują, by pozostać w hotelu i śledzić aplikację linii lotniczej.
- Kontakt z biurem podróży – polskie touroperatory (Nekera, Rainbow, Itaka) uruchomiły sztaby kryzysowe. Mają infolinie 24/7 i kontakt z rezydentami w ZEA i Katarze. "Nie mamy poszkodowanych bezpośrednio w strefie konfliktu, ale monitorujemy wszystkich klientów" – mówi Maciej Nykiel z Nekery.
- Prawa pasażera (EU261) – jeśli zaczynasz lub kończysz podróż w UE, linia ma obowiązek zapewnić posiłki, noclegi i alternatywny transport. W praktyce – przy takiej skali kryzysu – często trzeba samemu organizować hotel i potem wnioskować o zwrot "rozsądnych kosztów" (rachunki!).
- Ubezpieczenie – większość polis turystycznych obejmuje zakłócenia podróży, ale wyklucza "działania wojenne". Sprawdź OWU – wiele firm i tak pokrywa koszty hotelu i wyżywienia jako "siłę wyższą".
- Kontakt z MSZ – infolinia dyżurna +48 22 523 88 80 działa w trybie kryzysowym. Rejestracja w systemie Odyseusz ułatwia służbom konsularnym kontakt w razie ewakuacji.
Kiedy wrócimy do domu?
Na razie nikt nie potrafi podać wiarygodnej daty. Eksperci prognozują, że zamknięcie przestrzeni powietrznej może potrwać od kilku dni do nawet 2–3 tygodni – w zależności od tego, czy dojdzie do zawieszenia broni, czy konflikt będzie się rozszerzał. Nawet po otwarciu nieba zaległości będą ogromne – tysiące samolotów stoi na ziemi, a miejsca w grafikach rotacji będą rozdawane tygodniami.
Dla polskich turystów to oznacza, że urlop w Azji czy na Malediwach może się przedłużyć o kilkanaście dni – albo skończyć przymusowym pobytem w Dubaju. Biura podróży zapewniają, że nikt nie zostanie pozostawiony bez opieki, ale w praktyce to właśnie pasażerowie muszą wykazać się cierpliwością i organizacją. W tej chwili najważniejsze słowa to: spokój, dokumentacja wydatków i bieżące śledzenie komunikatów linii lotniczej. Niebo nad Zatoką jeszcze długo nie będzie bezpieczne.