"Były pracownik wtargnął do fabryki i strzelał do szefa". Dramat w Łodzi zakończył się po wielu godzinach negocjacji
We wtorek 1 kwietnia 2026 roku rano w jednej z łódzkich firm przy ulicy Nowy Józefów rozegrała się niebezpieczna sytuacja, która mogła skończyć się tragedią. 42-letni mężczyzna, były pracownik zakładu, przeskoczył przez ogrodzenie, wbiegł na teren firmy i oddał kilka strzałów w kierunku swojego byłego przełożonego.
Na szczęście nikt nie został ranny. Pokrzywdzony kierownik zdążył uciec, a sprawca zabarykadował się w pomieszczeniach biurowych. Natychmiast na miejsce skierowano duże siły policyjne, w tym kontrterrorystów z Łodzi i Poznania, BOA, Oddział Prewencji oraz negocjatorów policyjnych.
Policjanci priorytetowo zajęli się bezpieczeństwem pracowników. Dzięki sprawnej ewakuacji przeprowadzonej przez kierownictwo firmy wszyscy pracownicy opuścili budynek bez szwanku.
Negocjacje z uzbrojonym mężczyzną trwały wiele godzin. Funkcjonariusze działali z dużą ostrożnością, starając się uniknąć eskalacji i doprowadzić sprawę do pokojowego zakończenia. Około godziny 16:40 42-latek w końcu się poddał i został zatrzymany.
Podczas zatrzymania policjanci znaleźli przy nim noże typu finka, scyzoryki oraz gaz pieprzowy. W jego mieszkaniu zabezpieczono kilkadziesiąt sztuk amunicji, elementy broni czarnoprochowej oraz susz marihuany. Broń, z której strzelał – rewolwer czarnoprochowy (na który nie jest wymagane pozwolenie) – trafiła do badań balistycznych.
2 kwietnia mężczyzna usłyszał w Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie trzy zarzuty usiłowania zabójstwa. Grozi mu za to nawet dożywocie. Dodatkowo odpowie za groźby karalne oraz posiadanie narkotyków.
Prokurator złożył już wniosek o tymczasowe aresztowanie 42-latka.