Do dramatu doszło w poniedziałek 26 stycznia około godz. 21:30 w jednym z bloków przy ul. Bałtyckiej w Ustce. Mężczyzna przyjechał z żoną i dziećmi w odwiedziny do teściów. Według ustaleń prokuratury nie było żadnej wcześniejszej awantury ani kłótni – nagle zaatakował nożem dwójkę swoich dzieci, żonę i teściów. Najcięższe obrażenia odniosła 4-letnia dziewczynka – mimo reanimacji nie udało się jej uratować.
Gdy policjanci dotarli na miejsce, funkcjonariusz był agresywny – musiano go obezwładnić. Kluczowym świadkiem jest sąsiad, który wszedł do mieszkania i próbował powstrzymać napastnika – bezskutecznie. To właśnie on wezwał służby.
Stan poszkodowanych:
- teść – wypisany ze szpitala w Sławnie,
- teściowa – w stanie stabilnym na oddziale chirurgicznym w Słupsku,
- żona – w stanie ciężkim,
- drugie dziecko – bez obrażeń fizycznych, wypisane do domu.
Mężczyzna służył w Biurze Ochrony Rządu, a później w SOP od 23 lat. Był w Iraku (odznaczony Gwiazdą Iraku przez prezydenta Komorowskiego w 2012 r.), ostatnio pracował w Zarządzie Pirotechników – w tzw. "wyjazdówce", czyli mobilnej grupie zabezpieczającej pirotechnicznie ważne wydarzenia w kraju i za granicą.
Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku. Sprawdzane są wszystkie okoliczności, w tym stan psychiczny funkcjonariusza, jego ewentualne wcześniejsze sygnały o problemach oraz procedury okresowych badań lekarskich i psychologicznych w SOP.
Wydalenie ze służby to pierwszy krok – ale nie ostatni. Jeśli śledztwo potwierdzi winę, mężczyźnie grozi nawet dożywocie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Tragedia w Ustce wstrząsnęła opinią publiczną i wywołała pytania o system nadzoru nad zdrowiem psychicznym funkcjonariuszy służb mundurowych – zwłaszcza tych, którzy codziennie mają dostęp do broni i chronią najważniejsze osoby w państwie.