ŚwiatWojna z Iranem: Trump w matni sprzeczności – rosnące ceny benzyny mogą zatopić jego drugą kadencję

Wojna z Iranem: Trump w matni sprzeczności – rosnące ceny benzyny mogą zatopić jego drugą kadencję

W dziesiątym dniu amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi administracja Donalda Trumpa nadal wysyła chaotyczne sygnały, co tylko pogłębia zamieszanie wśród sojuszników i inwestorów. Prezydent USA raz mówi o "praktycznym zakończeniu" konfliktu, by chwilę później zapowiadać eskalację ataków – a rosnące ceny paliw stają się polityczną bombą z opóźnionym zapłonem.

Trump
Trump
Źródło zdjęć: © unflasch | redakcja ipolska24.pl

Poniedziałek 9 marca 2026 roku był typowym przykładem tej komunikacyjnej huśtawki. Rano giełdy w USA zanurkowały, a baryłka ropy przekroczyła 120 dolarów – reakcja na weekendowe ataki na irańskie instalacje naftowe. Trump zaczął obdzwaniać dziennikarzy, próbując uspokoić nerwy: "Mam plan na wszystko, będziecie zadowoleni". W rozmowie z CBS News dodał, że wojna "jest praktycznie zakończona" i "jesteśmy przed terminem". Ale wieczorem wycofał się rakiem: "Możemy to nazwać sukcesem już teraz, ale pójdziemy dalej. Zaatakujemy ich tak mocno, że nikt nie odzyska tej części świata".

Te wahania nie tylko dezorientują opinię publiczną, ale też podbijają koszty konfliktu. Średnia cena galonu benzyny w USA skoczyła do 3,48 dolara – o 48 centów więcej niż tydzień temu. To boli zwykłych Amerykanów, którzy w sondażach konsekwentnie wymieniają "przystępność życia" jako priorytet. Do tego dochodzą kiepskie dane z rynku pracy: w lutym ubyło 92 tys. miejsc pracy, bezrobocie wzrosło do 4,4%, a wskaźnik aktywności zawodowej spadł do 62% – najniższego poziomu od 2021 roku.

Trump obiecywał wyborcom obniżki cen, ale wojna, której niewielu Amerykanów chciało (według sondaży CBS News tylko 28% popiera interwencję), działa w przeciwnym kierunku. W północnej Georgii już we wtorek odbędą się wybory uzupełniające do Kongresu – w bastionie Republikanów, gdzie rosnące rachunki za paliwo stały się głównym tematem kampanii. Niezależny wyborca Bob Stinnett mówił dziennikarzom: "Popierałem Trumpa, ale nie w tej sprawie. Wojna ciągnie nas w dół gospodarczo".

Demokraci wykorzystują chaos: lider Senatu Chuck Schumer oskarża Trumpa o "skupienie na zagranicznych przygodach zamiast na kieszeniach Amerykanów". W listopadzie odbędą się wybory do Kongresu – jeśli Republikanie stracą większość, druga kadencja Trumpa stanie pod znakiem zapytania.

Prezydent broni się, podkreślając militarne sukcesy: irańska marynarka zatopiona, lotnictwo zniszczone, radary unieruchomione. Ale wojna to nie tylko bomby – to też budowanie nowego porządku, co Trump nazywa "tworzeniem nowego państwa". Krytycy przypominają: podobna strategia w Iraku pochłonęła biliony dolarów i tysiące żyć, a nie przyniosła stabilności.

Na razie rynki reagują nerwowo – choć poniedziałkowe telefony Trumpa ustabilizowały notowania, eksperci ostrzegają: jeśli wojna przedłuży się do jesieni, rosnące koszty życia mogą stać się dla prezydenta większym wrogiem niż irańskie rakiety. Ostateczny werdykt wyda amerykański wyborca – a sondaże pokazują, że entuzjazm dla interwencji jest minimalny.

irantrumpdonald trump

Wybrane dla Ciebie